Atrakcje Siquijor, czyli 10 rzeczy, które musisz zrobić będąc na wyspie.

Siquijor to jedna z rzadziej odwiedzanych wysp na Filipinach. Tak przynajmniej twierdza sami jej mieszkańcy. To mała perełka otoczona lasami namorzynowymi, rafą koralową, upstrzona wodospadami i kolonialnymi kościołami. Wokół Siquijor biegnie droga, wewnątrz której leżą wzgórza z zalesionym szczytem Mt. Bandilaan. Hiszpanie nazwali ją „Wyspą Ognia”, bo korony jej drzew pokrywały niezliczone ilości świetlików. Dla nas Siquijor okazał się wyspą pełną atrakcji.

O tym, jak dostaliśmy się na Siquijor i gdzie spaliśmy, można przeczytać w poście Siquijor — zaczarowana wyspa. Będąc tam, warto zrobić coś więcej niż tylko siedzieć na leżaku, relaksować się i patrzeć w horyzont. Wyspa ma dużo więcej do zaoferowania niż błogi relaks. Choć Siquijor ogromnie rozleniwia, warto ruszyć się z leżaka i zobaczyć kilka wspaniałych miejsc. Przed Wami krótki przewodnik o tym, co trzeba zrobić, będąc na Siquijor.

1. SKORZYSTAJ Z FISH SPA W CIENIU STAREGO DRZEWA

Century Old Balete Tree to najstarsze drzewo na całej wyspie, ma około 400 lat. Drzewo z gatunku balete należy do rodziny figowców, uważane jest za pasożyta i dusiciela — roślinę, która oplata inne drzewo i z czasem doprowadza do jego uschnięcia. W niektórych regionach Filipin uważa się, że w tych roślinach zamieszkują duchy, a szamani w ich wnętrzach wykonują magiczne rytuały. Drzewo na Siquijor jest wyjątkowe z dwóch powodów: znajdujące się w środku balete drzewo nie uschło i nadal ma się dobrze, a z korzeni roślin wypływa źródło, którego wody wpływają do kamiennego basenu.

W basenie żyją ryby z gatunku Garra Rufa, czyli brzana ssąca. Większość z nas kojarzy je z modnych ostatnio Fish Spa. Garra Rufa żywi się martwym naskórkiem i jest wykorzystywana w ichtioterapii chorób skóry. Nie przypuszczaliśmy nawet, że oglądając najstarsze na wyspie drzewo można skorzystać z takiej atrakcji.

Łatwo znaleźć to miejsce, gdyż Century Old Balete Tree znajduje się przy głównej drodze: Circumferential Road w miejscowości Lazy. Aby zanurzyć stopy w zimnej wodzie i skorzystać z atrakcji naturalnego fish spa, trzeba zapłacić całe 10 peso (+ 10 peso za parking). Zachwyceni olbrzymim drzewem usiedliśmy na kamiennym brzegu basenu i zanurzyliśmy stopy w chłodnej wodzie. Od razu przypłynęły ryby. Niektóre z nich były wielkości dorodnych karpi i błyskawicznie przyssały się do stóp i łydek. Uczucie było okropne, gdyż ugryzienia brzany niesamowicie łaskoczą.

Pieniądze z „biletów wstępu” są przeznaczone na utrzymanie terenu w czystości. Obok basenu można kupić świeżego kokosa i coś do picia, są nawet jakieś pamiątki. Minus dla tego miejsca za trzymanie w małych klatkach małpki i pieska. Nie udało nam się ustalić, dlaczego zwierzęta są tak trzymane 🙁

 

2.  SKOCZ DO WODOSPADU

Na turystycznej mapie Siquijor zaznaczone są tylko dwa największe wodospady (Cambugahay i Lugnason Falls). Podobno na wyspie znajduje się ich dwanaście, odpowiadają znakom zodiaku i są ukryte głęboko w dżungli. Niektóre z nich są wodospadami tylko z nazwy i to, co ukazuje się naszym oczom, przypomina raczej mały uskok wody z niewielkim oczkiem wodnym. Są też jednak prawdziwe perełki. Do wodospadów można trafić, kierując się wskazówkami mieszkańców lub jadąc za znakami.

Największym i chyba najbardziej atrakcyjnym wodospadem na Siquijor jest Cambugahay Falls. Znajduje się on jakiś kilometr od źródła rzeki, której nazwy nigdzie nie znalazłam. Aby do niego dojechać, należy w miejscowości Tigbawan kierować się w głąb wyspy. Łatwo trafić, gdyż przy głównej drodze znajdują się znaki, a przy wodospadzie jest parking (płatny 10 peso za skuter, czyli jakieś 72 grosze). Do wodospadu prowadzą 138 schodki z kamienia. Już w trakcie schodzenia, spomiędzy bujnej zieleni widać szmaragdowe wody jeziorka. Już z daleka kolor wody robi ogromne wrażenie…

Sam wodospad ma trzy poziomy, każdy inaczej ukształtowany, ale wszystkie przepiękne i nadające się do kąpieli. Warto więc ruszyć kawałek w górę i zobaczyć wyższe tarasy. Niebywale zachwycający kolor wody i jej stosunkowo wysoka temperatura sprawia, że człowiek nie może się powstrzymać przed kąpielą. Na najniższym poziomie znajduje się lina, zwana przez lokalnych huśtawką Tarzana, z której można skakać do wody. Przypomina to trochę atrakcje z dzieciństwa. Z tego, co pamiętam, skoki były symbolicznie płatne. Podobna, płatna lina była też na wyższym poziomie. Z tego, co mówili nam miejscowi, to najgłębsze jest właśnie najniższe jezioro, ale na wyższym poziomie woda spokojnie zakrywa dorosłego człowieka.

Jakiś niecały kilometr niżej (w stronę miasta Tigbawan) znajduje się wodospad Lagaan Falls. Nie jest on tak imponujący i zachwycający jak Cambugahayan, ale również ma swój urok i sam w sobie stanowi fajną atrakcje. Oczywiście przed wodospadem jest symbolicznie płatny parking. Siedzący tam miejscowi tłumaczą nam, że droga na dół jest dość skomplikowana i muszą nas zaprowadzić. Nie jesteśmy w stanie ich przekonać, że damy sobie radę. Schodząc w dół, rozmawiamy o… papieżu. Wodospad mały nie jest, oczywiście jest lina i możliwość skoków do wody. W tym przypadku darmowa, obok stoi skarbonka na dobrowolne opłaty. Nie trzeba skakać, wystarczy popatrzeć na akrobacje, które wykonują młodzi Filipińczycy.

Znajdujemy też niedaleko Cabugsaijan Falls, do którego prowadzi bardzo strome zejście. Wodospad jest kameralny i niewielki, w wodzie pluskały się tylko dwie Azjatki. Jest jeszcze jeden imponujący wodospad, do którego my jednak nie dotarliśmy, jest to Lugnason Falls nad niedaleko miejscowości San Juan.

UWAGA: zanim skorzystasz z uroku wodospadu i skoczysz do wody, sprawdź jej głębokość lub poradź się Filipińczyków. W niektórych miejscach woda w basenach jest naprawdę głęboka. W okolicy wodospadów nie ma toalet, parkingi są symbolicznie płatne, często kobiety sprzedają przy nich napoje. Zdarzyć się może, że będziecie słyszeli, iż potrzebny jest Wam przewodnik. Bez niego spokojnie dacie radę, ale pamiętajcie, że w ten sposób mieszkańcy Siquijor zarabiają na utrzymanie rodzin. Warto za symboliczną opłatą skorzystać z ich pomocy. W większość miejsc korzystanie z atrakcji typu liny czy huśtawki (skoki do wody) jest płatne.

3. ODKRYJ PLAŻE

I to nie tylko te, o których piszą przewodniki. Siquijor to wyspa z pięknymi plażami, białym piaskiem, turkusowymi odcieniami morza i palmami leniwie przekrzywiającymi się w stronę wody. To jedna z największych atrakcji wyspy. Zawsze musi być jednak jakiś haczyk… Kiedy zaczyna się odpływ, oczom ukazywały się długie łąki glonów. Można było spacerować w głąb morza i patrzeć jak lokalni zbierają skorupiaki. Jeżeli więc zjawisz się na wyspie właśnie w porze odpływu, to niech ten widok Cię nie zniechęca. Rano wody będzie pod dostatkiem.

Salagdoong Beech

Większość osób i przewodników polecała nam wizytę na Salagdoong Beach. Ruszyliśmy więc w tamtym kierunku. Plaża znajduje się we wschodniej części wyspy, a droga do niej prowadzi przez przepiękny las. Cały teren jest prywatny, więc przy wjeździe należy uiścić opłatę: 25 peso za osobę dorosłą (całe 1,8 zł) o 20 peso za skuter (1,4 zł), ale w tej cenie mamy już parking gratis. Salagdoong Beach był kiedyś wspaniałym i pięknym ośrodkiem, dziś jest wybetonowanym, podupadającym kurortem, w którym na każdym kroku widać brak funduszy lub chęci.

Główną atrakcją tego miejsca są dwie platformy do skoków (górna na wysokości 22 metrów ponad taflą wody) oraz zjeżdżalnia, z której wpada się prosto w morskie fale. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy weszliśmy na platformę i zobaczyliśmy tabliczkę z informacją, że ze zjeżdżalni nie można korzystać. Faktycznie po bliższych oględzinach okazywało się, że stan techniczny przyrządów jest tak opłakany, że nawet stojąc tam, człowiek bał się, że wszystko pod nim się zawali.

Salagdoong Beach, mimo że jest plażową wizytówką Siquijor i jedną z większych atrakcji wyspy, trochę nas zawiodła. Plaża dzieli się na dwie części: mniejszą, całkiem urokliwą i większą (a w zasadzie dłuższą) niestety dość wąską i wybetonowaną. Długie, betonowe nabrzeże ciągnie się aż po skraj plaży. Górował kiedyś nad tym całkiem sympatyczny ośrodek, który teraz wygląda jak opuszczony szpital psychiatryczny. Podobno można nocować tutaj w kilku domkach i nawet ceny są przystępne, ale ogólny widok tego miejsca jakoś nie zachęcił nas do tego, aby się tutaj przenieść.

Przy plaży znajduje się restauracja, w której można zjeść obiad, ceny oczywiście są adekwatne do miejsca (uwaga na strasznie długi czas oczekiwania na potrawy). Dla nas Salagdoong Beach to miejsce zaniedbane ze zbyt dużą ilością betonu, ale myślę, że będąc na Siquijor, warto tam zajrzeć. Może Wam uda się trafić na działającą zjeżdżalnie.

Kagusuan Beach czyli plaża z policjantem

Chyba najbardziej ukryta plaża na całym Siquijor. Znajduje się na południowo — zachodnim skraju wyspy i aby się do niej dostać, należy przejechać przez kilka wiosek i las. Od głównej drogi dzieli ją około czterech i pół kilometra. Zbliżając się do plaży, mijaliśmy tabliczki z ostrzeżeniami i informacjami, że jest tu… niebezpiecznie. Faktycznie końcowa część drogi wiedzie przez las, w którym nie widać żywej duszy.

Na końcu dotarliśmy do małego parkingu przed Kagusuan Beach, zostawiliśmy skutery i bardzo stromymi schodami zeszliśmy na dół. Zaskoczyły nas tam dwie rzeczy: ogromne, prawie dziesięciometrowe głazy porozrzucane po plaży i obecność policjanta. Ten ostatni w rozmowie przekazał nam, że zdarzały się napaści na plażowiczów i kradzieże. Plaża Kagusuan Beach znajduje się na odludziu i władze uznały, że należy pilnować bezpieczeństwa turystów.

Plaża w San Juan

Nie ma nazwy, znana jest jako Poblacion San Juan Beach, jest jedną z najdłuższych i najszerszych plaż na Siquijor. To wzdłuż niej znajduje się największe skupisko ośrodków wypoczynkowych, atrakcyjnych hoteli, hosteli czy innych kwater. Do wyboru mamy wszelkie standardy i spory rozrzut cen. W większości przypadków, aby dostać się na plaże, należy przejść przez teren jednego z ośrodków. Nie stanowi to jednak dla nikogo problemu. To właśnie na tej plaży spędziliśmy cały swój pobyt na Siquijor. Jak dla mnie to jedna z najpiękniejszych plaż Filipin i nikt nie przekona mnie do zmiany zdania.

Paliton Beach

Okrzyknięta najpiękniejszą plażą Siquijor. Paliton Beach znajduje się w południowo — zachodniej części wyspy. Rozpościera się z niej widok na Apo Island, a co ważniejsze można z niej oglądać najdłuższe zachody słońca (patrz punkt 8). Aby do niej dojechać, należy w miejscowości Paliton skręcić w stronę plaży (jadąc z San Juan, trzeba skręcić w lewo) i po przejechaniu około 800 metrów i minięciu ośrodka Coral Bay, jest się już na miejscu. My właśnie dotarliśmy na ten fragment plaży. Zastaliśmy garstkę plażowiczów, kąpiące się w wodzie dzieci i tych, którzy czekali na zachód słońca. Plaża była zasłana łódkami, które zaraz po zachodzie słońca zepchnięto na wodę.

Jest jeszcze jedna część Paliton Beach, większa i podobno ładniejsza. Aby się na nią dostać, należy skręcić w lewo z głównej drogi, 750 metrów dalej. To właśnie ta część jest uważana za najładniejszą plażę Siquijor. Jest to też atrakcyjne miejsce do skurkowania i nurkowania, gdyż okolice tej plaży to morskie sanktuarium. Podobno znajdują się tam trzy podwodne jaskinie.

 

4. Zejdź pod ziemie – największa atrakcja Siquijor

Jaskinia Cantabon jest najsłynniejszą jaskinią wyspy (podobno wszystkich jaskiń na Siquijor jest ponad czterdzieści). Znajduje się w centralnej części Siquijor, niedaleko jej szczytu Mt. Bandilaan. Trzeba dojechać do miejscowości Cantabon i tam u zbiegu trzech dróg, w centrum miasteczka znajduje się punkt z biletami i przewodnikami. Jaskinia nie jest niestety oznaczona na mapach Google.

Jaskinia Cantabon została odkryta w 1985 roku przez grupę zagranicznych myśliwych. Od tego czasu stała się skarbem wyspy. Jaskinia to system korytarzy, wodospadów, basenów i strumieni, który biegnie pod ziemią. Można w niej obejrzeć zarówno przepiękne stalaktyty i stalagmity, jak i zobaczyć podziemne jeziorka. Do dnia dzisiejszego nie udało się zbadać całości podziemnych korytarzy.

Do Cantabon Cave teoretycznie można wejść samemu, gdyż nikt nie pilnuje wejścia. Przed nami para Niemców podjęła taką próbę. Po pierwszym metrze wycofali się i wrócili po przewodnika, latarki i hełmy. O konieczności posiadania latarek nie muszę pisać. Kaski są naprawdę przydatne, gdyż w wielu miejscach jest bardzo nisko i chyba każde z nas przynajmniej kilka razy zaliczyło uderzenie głową. Bez przewodnika nie wyobrażam sobie przejścia przez jaskinie. Były z nami dwie osoby, jedna szła przodem, druga tyłem. Większość drogi pokonuje się po strasznie śliskich kamieniach, część brodzi się w wodzie (niekiedy prawie po pas). Trzeba się podpierać (dobrze mieć wolne ręce), przeciskać i schylać.

Warto założyć wygodne i zapinane buty. Na 100% będą one mokre. Japonki średnio się sprawdzają, gdyż strasznie się w nich noga ślizga, a one w najmniej odpowiednim momencie spadają ze stóp. Bez butów jest równie ciężko, bo kamienie bywają ostre i zdradliwe. U nas sprawdziły się buty do wody. Ubranie, w jakim wejdziecie do jaskini, będzie całe mokre. W Cantabon Cave nieustannie z góry kapie woda, jak na nas akurat nie kapie, to się w niej brodzi. Generalnie trochę jakby przez półtorej godziny człowiek chodził pod niedokręconym prysznicem.

Warto też zabrać strój kąpielowy, gdyż w Cantabon Cave jest możliwość wykąpania się w jaskiniowym jeziorku. W środku jest bardzo ciepło, więc nikt nie zmarznie. Można zabrać aparat fotograficzny, ale będzie on narażony na niesamowitą wilgoć i wodę. Prawie niewykonalne jest go nie zmoczyć. Nasz aparat wynieśliśmy z jaskini w tak opłakanym stanie, że byliśmy pewni, iż to jego ostatni dzień działania. Rzecz obowiązkowa — wodoodporna torba i obudowa na sprzęt chroniąca przed wilgocią.

A jak jest w środku — NIESAMOWICIE! To była moja pierwsza wizyta w jaskini w życiu, mam klaustrofobię i unikam takich miejsc. Już ciasne wejście do Cantabon Cave, przez które należało się przecisnąć, wzbudziło we mnie panikę. Zobaczenie tego niezwykłego miejsca było jednak warte odrobiny stresu. Cała nasza czwórka wyszła zachwycona. Jak dla mnie to atrakcja numer 1 na całym Siquijor. Nie można tego nie zobaczyć!

 

5. Zapuść się w głąb wyspy

Można ograniczyć pobyt na Siquijor do oglądania samych plaż. Tylko po co? Obowiązkowym punktem pobytu na wyspie powinno być pożyczenie skuterka i wjechanie w jej głąb. Nie ma dużego znaczenia, jaką drogę wybierzecie. Zobaczycie niesamowicie klimatyczne, małe wioski, piękne widoki na wybrzeże, niesamowicie majestatyczne lasy. Odkryjecie kilka wodospadów i może jakieś jaskinie. Po drodze spotkacie sympatycznych Filipińczyków i biegające boso dzieciaki. Albo nie spotkacie nikogo, bo takie drogi z dala od żywej duszy też znajdziecie. Gdzieś tam właśnie w tych ukrytych wioskach mieszkają szamani. Podobno mają zdolność uleczania ciała i duszy. My ich nie szukaliśmy, nie igramy z duchami.

i złap gumę…

Na dwie dłuższe wyprawy skuterami po wyspie dwa razy złapaliśmy kapcia… doszliśmy do wniosku, że to może ma napędzać przemysł wulkanizacyjny na Siquijor. Za pierwszym razem wyjeżdżając z Salagdoong Beach. Szczęście w nieszczęściu, bo przy drodze były jakieś domki, mili Filipińczycy wskazali nam miejsce, w którym naprawimy oponę. Trzeba było tylko udać się do najbliższego sklepu po dętkę. Wprawny mechanik, raz-dwa wszystko powymieniał i po kilku minutach skuter śmigał jak nowy. Koszt naprawy: 240 peso, z czego 150 peso to koszt dętki.

Druga „guma” trafiła się, kiedy przemierzaliśmy środkową część wyspy. Tam, wśród gęstych lasów i wzgórz trudniej o ludzką osadę. Tym większe było nasze przerażenie, kiedy zorientowaliśmy się, że jeden ze skuterów złapał kapcia. Kiedy spotkaliśmy mieszkańców, wskazali nam, gdzie znajdziemy pomoc. Trochę musieliśmy pokrążyć po okolicznych wioskach, co z racji na uszkodzoną oponę nie było takie proste. W końcu trafiliśmy na ekspertów wulkanizacji, sprawa nie była taka prosta, bo w okolicy dętki nie dało się kupić. Dlatego też nad skuterem zebrała się cała rada i ustalono, że dętkę trzeba skleić. Oczywiście metodami domowymi. Trwało to prawie dwie godziny i kosztowało całe 40 peso (2,8 zł). I tak okazało się, że zepsucie przez nas opony stało się największą atrakcją w wiosce.

6. Odwiedź szkołę

Na Siquijor znajduje się około 50 szkół podstawowych i 14 szkół średnich, w których uczy się blisko 20000 dzieci. 7,5% Filipińczyków to analfabeci (dane na rok 1989). Od 2010 roku 27,82% uczniów nie poszło do szkoły podstawowej, przyczyną tego najczęściej był brak szkoły w okolicy lub trudna sytuacja finansowa rodziny. Dzieci uczęszczają do szkół w systemie trzynastu lat nauki obowiązkowej: rok przedszkola, szkoła podstawowa (sześć klas), szkoła średnia (4 klasy) i liceum (2 lata). System ten nadal jest wdrażany. Za to niektóre rodzaje studiów trwają tylko dwa lata. Do szkoły podstawowej idą sześciolatki.

Dzieciaki w filipińskich szkołach noszą mundurki. Tyczy się to zarówno szkół prywatnych, jak i państwowych. Przeważnie jest to biała góra z krótkim rękawkiem, spódnica za kolano lub spodnie. Od 2008 roku obowiązek noszenia mundurków został zniesiony z uwagi na fakt, że wiele rodzin nie mogło sobie pozwolić na taki wydatek. Jeżdżąc po Filipinach, widzi się jednak masę dzieciaków w mundurkach.

Dzieci na Filipinach są ogromnie otwarte i ciekawe świata. Dla nich to my jesteśmy egzotyczni. Tym bardziej w małych miejscowościach na Siquijor, gdzie dzieciaki nieczęsto oglądają turystów z Europy. Wracając z Salagdoong Beach postanowiliśmy zajrzeć do jednej ze szkół. Za pięknie przystrzyżonym trawnikiem znajdował się ciąg parterowych budynków z klasami. Drzwi do każdej z nich były otwarte. W jednej z klas nie było nauczyciela. Kiedy dzieciaki nas zauważyły, zaczęły zapraszać do środka i zadawać mnóstwo pytań.

Kiedy będziecie zwiedzać Filipiny, poświęćcie trochę czasu na rozmowy z najmłodszymi. Znajdźcie chwilę, aby odpowiedzieć na pytania dzieciaków, pokażcie im skąd pochodzicie i jak wygląda Wasz świat. Ich ciekawość jest naprawdę zachwycająca. Nasza rada: miej w telefonie kilka zdjęć naszego kraju tak, aby móc pokazać, jak żyjemy. Filipińczycy (ale też Tajowie czy Lankijczycy) byli zawsze zachwyceni naszymi krajobrazami, starymi miastami czy… śniegiem.

 

7. Zobacz choć jeden kościół

Ponad 80% mieszkańców Filipin to Katolicy. Warto będąc na Siquijor zajrzeć do jednej z wiekowych świątyń. Najczęściej odwiedzaną na wyspie świątynią jest kościół św. Izydora w Lazi (San Isidro Labrador Parish Church). Znany jest też ze znajdującego się obok klasztoru. Kamienny kościół został zbudowany w 1884 roku w stylu neoklasycznym. Do budowy wykorzystano m.in. morskie kamienie. W środku uwagę przykuwa drewniana posadzka i niebieskie sklepienie.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się wart zobaczenia klasztor (Lazi Convent). Nie umiem racjonalnie wytłumaczyć, co takiego stało się, że nie weszliśmy do tego najstarszego w Azji klasztoru. Aby zobaczyć, jaki jest wspaniały, kliknijcie i obejrzyjcie zdjęcia ze strony www.lakadpilipinas.com i nie popełnijcie tego błędu co my.

 

Innym wartym zobaczenia kościołem na wyspie Siquijor jest Kościół Opatrzności Bożej (Santa Maria Church) w miejscowości Maria, na południe od Salagdoong Beach. Trudno nie zauważyć jego potężnej, surowej bryły. Mamy pecha, kościół jest zamknięty i możemy obejrzeć go tylko z zewnątrz. Nie udaje nam się też zobaczyć słynnej figury Świętej Rity, która swoim spojrzeniem mrozi wszystkich odwiedzających świątynie. Posąg bardziej pasuje do horrorów niż wnętrza kościoła. Figura św. Rity zwany jest Czarną Marią Magiczną, ma cudowną moc przywoływania deszczu. Podobno co noc opuszcza mury kościoła i wędruje po wyspie. Co rano wraca na swoje miejsce z ubrudzonymi od ziemi stopami…

… i cmentarz

Cmentarze, zwłaszcza te znajdujące się w dużych metropoliach są owiane złą sławą, te na mniejszych wyspach są kameralne i spokojne. Jeżdżąc po Siquijor droga oplatającą wyspę, można natknąć się na niewielkie, lokalne nekropolie. Nie są one ogrodzone, aby się na nie dostać, trzeba znaleźć jakąś dziurę pomiędzy ciasno ustawionymi nagrobkami. Groby stoją w totalnym chaosie.

Kiedy już udaje nam się wejść na teren cmentarza i minąć ścianę z płytami nagrobnymi, po kilku krokach okazuje się, że jesteśmy w ślepej uliczce. Wąskie przestrzenie między ogromnymi grobami są zarośnięte i często stanowią małe wysypiska śmieci. Cmentarz wygląda na całkowicie zaniedbany. Nie mając innej możliwości, wdrapujemy się na jeden z grobowców (przepraszając w myślach jego zmarłych gospodarzy) i tą drogą zwiedzamy resztę nekropolii.

 

8. Obejrzyj zachód słońca

Mówi się, że na Siquijor są najpiękniejsze zachody słońca na całych Filipinach… ba… nawet w całej wschodniej części Azji. Ma to ponoć związek z ułożeniem wyspy i faktem, że sam zachód trwa tam jakby dłużej. My sporą część wieczorów spędziliśmy na powrotach, a tym samym jakoś tak ciągle te zachody nam umykały. Na pewno trzeba znaleźć choć jeden wieczór, aby spokojnie przysiąść sobie na jednej z plaż i popatrzeć na ten majestatyczny spektakl.

Najlepsze miejsce na oglądanie tego spektaklu: Paliton Beach (patrz pkt. 3)

9. Wypij drinka w Baha Bar

Było coś dla ducha, niech i będzie coś miłego dla ciała… Choć ze spokojem można powiedzieć, że w Baha Bar zaspokoją nasze potrzeby w obu tych sferach. Jeżdżąc po wyspie, nie da się nie zauważyć tego miejsca, tętni życiem, chilloutem i jakąś taką pozytywną energią. Znajduje się przy głównej drodze, kilometr od San Juan i 8 kilometrów od miasta Siquijor.

Baha Bar co wieczór rozbrzmiewa głosami podróżników z chyba wszystkich stron świata. Jeżeli tęsknisz za towarzystwem Polaków, to masz prawie 100% szansę, że akurat któregoś z rodaków tam spotkasz. Nie będę się rozpisywać o walorach podawanych tam dań czy niepowtarzalnych smakach drinków. Tomy całe już o tym napisano. Baha Bar to klimatyczne miejsce, warte tego, aby będąc na Siquijor spędzić tam chociaż jeden wieczór.

 

 

10. Zaśpiewaj z lokalnymi karaoke 🙂

Tego nie da się opisać, to trzeba usłyszeć:

 

Podsumowanie kosztów:

O kosztach noclegów czy transportów na Siquijor było już we wcześniejszym poście Siquijor – zaczarowana wyspa.

  • Wypożyczenie skutera 350 peso (25 zł)* za dobę
  • Koszt parkingu przy wodospadach – 10 peso (0,72 zł)
  • Świeży kokos – 10 – 30 peso
  • wstęp na Salagdoong Beach – 25 peso (1,79 zł) za osobę dorosłą + 20 peso (1,43 zł) za skuter
  • obiad na Salagdoong Beach – 700 peso dla czterech osób (50 zł)
  • parking pod Century Old Balete Tree – 5 peso za skuter (0,36 zł)
  • skorzystanie z Fish Spa pod Century Old Balete Tree – 10 peso
  • Wstęp do jaskini Cantabon Cave – przewodnik – 500 peso (35 zł) za grupę 1 – 3 osób, każda kolejna osoba – 100 peso (7 zł), wstęp 20 peso za osobę dorosłą, wypożyczenie sprzętu – 30 peso (za naszą grupę czterech osób zapłaciliśmy 800 peso)
  • Tricykl z Baha Bar do The Bruce (dla 4 osób) – 400 peso (28 zł)

* przeliczone zgodnie z obowiązującym na dzień publikacji kursem walut

 

 

    • Mariusz, Sierpień 15, 2017, 8:23 pm

    Odpowiedz

    Fajne miejsce 🙂 planuje wyjazd na Filipiny marzec kwiecień jakos, 2018 r. Szukam kogos do towarzystwa, w grupie raźniej.
    Moze i ta wyspa bedzie na trasie? 🙂

    • Anika, Sierpień 13, 2017, 9:33 pm

    Odpowiedz

    Rajska wyspa 🙂 Chciałabym kiedyś zobaczyć ją na własne oczy 🙂

  1. Odpowiedz

    Alebpiekna miejsce, aż chce sie jechać w dodatku urzekły mnie kościoły, piękne, bez przepychu, tak jakby wiara znalazła swoje właściwe miejsce.

  2. Odpowiedz

    o mamo piękne zdjęcia i piękne miejsce. Zapisuje jako kolejne miejsce i marzenie do spełnienia 🙂

    • Gustaw, Sierpień 8, 2017, 4:54 pm

    Odpowiedz

    Bosko! Zapragnąłem tam mieszkać od razu. Nawet ceny sprawdziłem. Okazuje się, że działka z kawałkiem własnej plaży kosztuje tyle co niewielkie mieszkanie w Gdańsku… Może to czas pomyśleć o znalezieniu pracy zdalnej?

    • Daria | bezgrzesznarozpusta.pl, Sierpień 8, 2017, 2:12 pm

    Odpowiedz

    Naprawdę piękne miejsce, pozdrawiam

  3. Odpowiedz

    Gratuluję wyprawy i jednocześnie świetnego poradnika dla osób, które chcą się wybrać w ten rejon świata. 😉

    • Asia, Sierpień 7, 2017, 11:14 pm

    Odpowiedz

    Oj, marzą mi się te Filipiny od dawna – głownie ze względu na przyrodę (i trochę kuchnię). Chętnie przeszperam Wasze relacje z tego zakątka świata.

  4. Odpowiedz

    Potrzebne mi wakacje. Koniecznie!

    • Danuta, Sierpień 7, 2017, 9:11 am

    Odpowiedz

    Świetny wpis. Fajne zdjęcia. zostaję na dłużej u was.

  5. Odpowiedz

    Wygląda bajecznie! Takie zdjęcia z pewnością będą świetną możliwością do wspomnień 🙂

  6. Odpowiedz

    To karaoke absolutnie rozwala system 😀 Super wyjazd, życzę mnóstwa kolejnych 🙂

  7. Odpowiedz

    Ah, z przyjemnością bym odwiedziła! Tylko skąd na to dukaty brać 😀 Szczególnie zainteresowała mnie jaskiania i fish spa 🙂 Cudowne zdjęcia!

    • Róża, Sierpień 6, 2017, 7:29 pm

    Odpowiedz

    Wow! Uwielbiam takie materiały z odległych miejsc. Zazdroszczę pozytywnie i życzę wielu cudownych i inspirujących wyjazdów! :*

    • Monika, Sierpień 5, 2017, 8:34 am

    Odpowiedz

    Mam gęsią skórkę i czuję uścisk w gardle. Przepiękne są Twoje zdjęcia, przepiękne opisy do nich. Wiem, że nie będę oryginalna, ale wow! To istny raj na ziemi <3 Marzenie.

  8. Odpowiedz

    Kapitalnie opisany cały wyjazd! Jestem zachwycona wodospadami i plażami! Wszędzie widzę kadry do zdjęć z pełnymi stylizacjami.

    • Marcin, Sierpień 5, 2017, 8:30 am

    Odpowiedz

    Wygląda obłędnie. W tym roku mam już zaplanowaną Tajlandię, ale może w kolejnym… 😉

    • Kasia, Sierpień 5, 2017, 8:17 am

    Odpowiedz

    Zazdroszczę Ci tej podróży <3

    • Sandro, Sierpień 3, 2017, 11:20 am

    Odpowiedz

    Piekny wpis. Szczerze sie wzruszylam.

    1. Odpowiedz

      Dziękujemy, nas też wzruszył taki komentarz. Mamy nadzieję, że to wzruszenie było pozytywne 🙂

  9. Odpowiedz

    Raj na Ziemiii <3 Piękne zdjęcia i podoba mi się bardzo lista 10 rzeczy do zrobienia 😀 I ten pomysł ze szkołą Mega! 🙂 Daj Boże żebym miała kiedyś możliwość zwiedzić to miejsce, supeer! 🙂 Widze że już też sporo zobaczyłaś, z wielką chęcią będę obserwować być może któreś z informacji przydadzą mi się w moich kolejnych podróżach 🙂

    1. Odpowiedz

      Hej 🙂 Dzięki za ten miły komentarz. Trzymamy kciuki abyś ruszyła w świat i zobaczyła jak najwięcej fajnych miejsc. Wpisz na listę Filipiny bo naprawdę warto je obejrzeć. Szkoła była naprawdę wspaniałym miejscem i niesamowitym doświadczeniem. Polecam w każdym miejscu świata, nie tylko na Filipinach.

  10. Odpowiedz

    Cześć,

    świetne atrakcje. Ogólnie bałbym się tylko rekinów, których tam jest pod dostatkiem 🙂

    1. Odpowiedz

      Na szczęście pływające tam rekiny nie jadają mięsa. W kolejnym poście będzie o Filipinach będzie można o nich przeczytać.

  11. Odpowiedz

    Wygląda idealnie na leniwe wakacje 🙂

    1. Odpowiedz

      Potwierdzamy – Siquijor jest świetne na leniwy odpoczynek.

    • Joanna, Sierpień 2, 2017, 3:58 pm

    Odpowiedz

    Fish spa, skok do basenu, rajskie plaże – kuszące propozycje, tym bardziej, że ja ciągle przed urlopem. 🙂

    1. Odpowiedz

      Co jakiś czas pokazują się naprawdę tanie loty na Filipiny więc warto o tym pomyśleć 😀

    • JoAsia, Sierpień 2, 2017, 12:46 pm

    Odpowiedz

    Wspaniała robota. To prawie jak gotowy mini przewodnik! Piękne zdjęcia, przydatne ciekawostki.

    1. Odpowiedz

      Dzięki, miło to słyszeć.

    • wczerni, Sierpień 2, 2017, 11:20 am

    Odpowiedz

    Wygląda jak typowa „wyspa marzeń” 😀 Poza cmentarzem. Za to bar zachęca 🙂

    1. Odpowiedz

      Cmentarz też jest ciekawy. Ale faktycznie, Siquijor to wyspa marzeń.

    • Iwona, Sierpień 2, 2017, 11:11 am

    Odpowiedz

    Dosłownie raj na ziemi! Właśnie zastanawiam się nad wakacyjnym kierunkiem na przyszły rok i przyznam szczerze, że to miejsce bardzo mnie zaciekawiło

    1. Odpowiedz

      No to Filipiny świetnie się nadadzą na wakacyjne wojaże. Polecamy.

    • Ania, Sierpień 2, 2017, 10:40 am

    Odpowiedz

    Marzy mi się taki wyjazd (tylko bez łapania gumy;) ) . Świetne zdjęcia.

    1. Odpowiedz

      Dziękujemy i polecamy (się i Filipiny też) 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA