Afryka,  Podróże,  Seszele

Seszele

Podróżnicze marzenie, cel wielu zakochanych i świeżo poślubionych par. Kierunek, który dla niejednej osoby wydaje się ekskluzywny i niedostępny. Raj na ziemi… ale czy na pewno?

Nie ukrywam, że z Seszelami mamy duży problem. Sami byliśmy nastawieni na wielkie WOW! Przecież lecimy w miejsce, które zajmuje czołówki rankingów najpiękniejszych plaż świata i opisywane jest jako istny raj na ziemi. Naczytaliśmy się samych pochlebnych rzeczy: cudowne plaże, dobre jedzenie, wspaniała atmosfera. Nie należymy do tych, którzy nastawiają się jakoś bardzo na wyrost. Zobaczyliśmy już kilka miejsc na świecie i wiemy, że podpicowane zdjęcia na blogach czasami mają mało wspólnego z rzeczywistością. Na Seszelach jednak coś nam nie zagrało. Czy podeszliśmy do nich zbyt krytycznie? A może nie dajemy się już nabrać na ogólnie panujący trend zachwytu nad wszystkim? Może jesteśmy bardziej wymagający? A może mieliśmy pecha i nie zobaczyliśmy tego, co najpiękniejsze?

Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, że Seszele są nieładne, że nic tam nie ma czy nie warto tam jechać. Naszym zdaniem warto zobaczyć każdą część świata, Seszele także. Jest tam kilka rzeczy, których nie znajdziemy nigdzie indziej, ale jeżeli zwiedziliście już trochę świata, to może się okazać, że zwyczajnie Seszele Was nie zaskoczą.

Dlatego też nie będziemy tutaj owijać w bawełnę. Nie znajdziecie w naszych wpisach napompowanych ochów i achów. Nie będzie przekolorowanych zachwytów nad każdą byle plażą czy jedzeniem w styropianowych pudełkach, ale też nie będziemy nikomu odradzać Seszeli, bo to urocze miejsce z cudownym klimatem. Będzie szczerze i może czasami trochę zbyt krytycznie. Ale czy zawsze każdy musi wracać zachwycony nowym miejscem, a blogerowi podróżniczemu nie wolno powiedzieć głośno: mnie ten kierunek nie powalił?

Dla kogo Seszele są dobrym kierunkiem?

  • Jeżeli lubisz plaże i spędzanie czasu na opalaniu.
  • Kochasz snurkowanie i nurkowanie.
  • Nie jesteś miłośnikiem zwiedzania i zdecydowanie uważasz, że wakacje są od odpoczywania.
  • Będziesz zachwycony Seszelami także, wtedy kiedy nie masz w sobie nutki odkrywcy i historyka.
  • Gdy nie lubisz spędzać czasu na odwiedzaniu muzeów, kościołów i galerii. Nawet tych handlowych.
  • Kiedy lubisz mieć wszystko w zasięgu ręki i nie przeraża Cię wakacyjna nuda.
  • Gdy nie masz zbyt wygórowanych zachcianek smakowych.
  • Seszele są dla Ciebie świetnym wyborem także wtedy, kiedy lubisz luksusowe hotele.

Kiedy Seszele nie są kierunkiem dla Ciebie?

  • Jeżeli lubisz aktywny wypoczynek i smażenie się na pięknych plażach nie jest dla Ciebie.
  • Kiedy odwiedzenie kilku plaż w trakcie wakacji jest dla Ciebie zdecydowanie wystarczające i nie wyobrażasz sobie, aby urlop poświęcać tylko na ich odkrywanie. 
  • Gdy wakacje bez poznawania i odkrywania historii kraju, w którym jesteś, są dla Ciebie niepełne.
  • Jeżeli nie możesz wytrzymać tygodnia bez odwiedzenia choć jednego muzeum. 
  • Gdy nastawiasz się na budżetowy wyjazd. Nie oszukujmy się, Seszele tanie nie są ale oczywiście da się je zwiedzić tanio, ale trzeba się przy tym trochę nakombinować.
  • Gdy lubisz podróże spędzać aktywnie, robiąc dużo, zwiedzając intensywnie, gdy bycie w jednym miejscu jest dla Ciebie nudne. 
  • Jeżeli ważnym elementem Twojej podróży jest pobudzanie kubków smakowych, gdy uwielbiasz odkrywać nowe smaki i jesteś miłośnikiem Street foodu.

Jak dostać się na Seszele?

Jest w zasadzie tylko jedna możliwość: samolotem. Bezpośrednie loty znajdziemy m.in. z lotnisk w Niemczech (Frankfurt, Düsseldorf), z Wielkiej Brytanii (Londyn) czy Austrii (Wiedeń). Z pozostałych europejskich krajów loty są z przesiadkami, najczęściej we Frankfurcie. Koszt biletów z Polski w regularnej cenie to około 3000 zł. Cena oscylująca w granicy 2000 zł to dobra cena. Czasami trafiają się promocje (najczęściej z Frankfurtu) i można kupić wtedy loty za około 1500 zł, to jest naprawdę świetna cena. Lot z Frankfurtu trwa 10 godzin. My lecieliśmy liniami Condor i nasze bilety kosztowały 3200 zł (dwoje dorosłych plus niemowlę).

Kiedy jechać na Seszele?

Zawsze. Na Seszele nie ma złego terminu. Leżą one w klimacie równikowym, wilgotnym z odmianą monsunową. Co to oznacza? Że zawsze jest ciepło. Temperatura powietrza waha się pomiędzy 24 a 32 stopnie Celsiusza. Wody między 25 a 29 stopni. 

  • Najchłodniejsze miesiące na Seszelach to lipiec i sierpień, wtedy temperatura może spaść nawet do 21 stopni.
  • od grudnia do marca pasaty sprowadzają cieplejsze i wilgotniejsze powietrze, wtedy też panuje największa wilgotność (dochodzi do 80%)
  • najgorętsze miesiące to marzec i kwiecień (temperatura potrafi przekroczyć 31 stopni)
  • od kwietnia do maja i od października do listopada wypada najlepsza pora na odwiedzenie Seszeli, jest bezwietrznie i bez opadów. Seszelczycy za najlepszy miesiąc pod względem pogody uważają kwiecień.
  • od czerwca do września wieją chłodniejsze wiatry, powietrze nie jest tak wilgotne za to wiatr może być bardziej uciążliwy
  • Od kwietnia do lipca słońce cieszy nas przez 8 godzin, od grudnia do lutego tylko 6 godzin
  • Najwięcej dni deszczowych występuje w miesiącach: grudzień i styczeń, ale deszcze częściej spotkamy na Mahe niż na Praslin lub La Digue
  • Wysoki sezon na Seszelach to okres Bożego Narodzenia i Nowy Rok, lipiec oraz sierpień, Wielkanoc i Walentynki
  • Niski sezon trwa od połowy stycznia do czerwca (z wyłączeniem Walentynek i Wielkanocy) oraz od połowy września do połowy grudnia

Z własnych obserwacji: byliśmy na Seszelach w lutym. Pogoda wyborna, upał bardzo duży, wilgoć odczuwalna, ale nie przesadnie (gorzej było np. na Sri Lance w porze deszczowej). Padało może jeden dzień, a w zasadzie noc. Na Mahe inaczej odczuwa się temperaturę, jest tam większa wilgotność i opady faktycznie pojawiają się częściej. Zresztą góry w centralnej części Mahe są często skąpane w chmurach. W żadnym innym miejscu na świecie, słońce nie było tak dokuczliwe jak na Seszelach. Nawet przez chmury i przy użyciu filtra 50 skóra potrafiła się opalić.

Gdzie spać na Seszelach?

Do wyboru mamy sporą bazę hoteli tańszych i droższych oraz guesthousów. Niestety na Seszelach nie ma hosteli ani pól campingowych, a spanie na łonie przyrody jest surowo zabronione.

Bez problemu na Seszelach znajdziemy przepiękne, luksusowe hotele, których ceny za noc oscylują w granicy 55 – 65 tys. zł za noc (poza wysokim sezonem). Śmiem twierdzić, że da się też drożej, bowiem te hotele są piękne i znajdują się w dobrych lokalizacjach, często też mają na swoim terenie jedne z ładniejszych plaż. No ale co wtedy kiedy chcemy jechać w systemie budżetowym? Wtedy mamy do wyboru wiele noclegów, których ceny zaczynają się od 400 – 500 zł za dobę. Nie oszukujmy się, ciężko na Seszelach znaleźć tańsze miejsca do spania.

Co znajdziemy w tej cenie: przeważnie jest to tak zwany „self-catering”, czyli nocleg z dostępem do kuchni. Trzeba przyznać Seszelczykom, że kuchnie są naprawdę dobrze wyposażone, mamy tam oczywiście kuchenki i lodówki, ale też opiekacze, tostery, kuchenki mikrofalowe, czajniki, a nawet czasami parowary. Dzięki temu można pozornie przyoszczędzić i gotować samemu. Co do standardu nawet najtańszych noclegów to jest on naprawdę dobry, zapewne ma na to wpływ fakt, że na Seszelach poziom hoteli kontrolowany jest przez państwo.

Nasze noclegi na Seszelach:

My spaliśmy w trzech miejscach:

Residence Praslinoise na Praslin, dwa kilometry od lotniska, w pobliżu bardzo ładnej plaży Grand Anse. Duży pokój z dobrze wyposażoną kuchnią. Nocleg mieści się kawałek od głównej drogi, ale dzięki temu jest cicho i spokojnie. Jedyny minus: brak tarasu czy balkonu. Cena za noc: około 400 zł

La Digue Self-Catering Apartments na La Digue, 400 metrów od portu, w zasadzie w samym centrum miasta. Na dole świetna pizzeria. Niestety niezbyt blisko plaży, choć do Oceanu jest kilka kroków. Cisza i spokój. Duży, przestronny pokój, ładna łazienka, wszystko, co potrzebne w kuchni oraz taras na wieczorne chwile przy drinku. Cena za noc — ok. 560 zł

Jamelah Beach Guest House na Mahe. Plusy – 6 km od lotniska, przy plaży z pięknym widokiem na wschody słońca. Wielki atut tego miejsca to pracujący tam chłopak z Bangladeszu. Dawno nie spotkaliśmy tak zaangażowanego pracownika branży turystycznej. W cenie śniadanie: jajko na twardo, dżem i owoce. Minus — trochę zaniedbane i malutkie pokoje. Cena za noc – ok. 450 zł

Transport na Seszelach

Między wyspami:

  • Samolot: lata na trasie Mahe – Praslin, obsługiwany jest przez linię Air Seychelles. Lot trwa 15 minut. Samolot zabiera około 20 osób. Loty odbywają się średnio co pół godziny od 6:30 rano do godziny 20:00. Samolot jest tam traktowany trochę jak PKS. Kiedy przychodzimy na terminal to obsługa pyta nas, czy wolimy lecieć dwie godziny wcześniej. Bez żadnych dopłat nasze bilety zostają przebukowane. W drodze powrotnej spóźniamy się na lotnisko, dla nikogo z obsługi nie jest to problemem. Dostajemy miejsca w następnym samolocie. Cena lotu jest podobna do ceny promu, warto więc rozważyć taką opcję przynajmniej w jedną stronę. Gratis piękne widoki.
  • Prom – połączenie promowe odbywa się na trasie: Mahe – Praslin przewoźnikiem jest firma Cat Cocos, promy pływają trzy razy dziennie, czas rejsu to godzina. Koszt ok. 50 EURO. Na trasie Mahe – La Digue rejsy odbywają się raz lub dwa razy dziennie i są obsługiwane przez tego samego przewoźnika. Koszt to ok 60 EURO. Na odcinku Praslin – La Digue pływa Inter Island Ferry. Promy kursują średnio siedem razy na dobę (w jedną stronę), rejs trwa 15 minut. Koszt – 15 EURO.
  • Helikopter – gdyby ktoś był zainteresowany to trzeba zajrzeć na stronę firmy czarterującej helikoptery: ZilAir.

Transport na wyspach

Autobus

Na wyspach Mahe i Praslin spotkamy autobusy. Dojedziemy nimi w zasadzie w każde miejsce. Problem jest taki, że nie ma nigdzie rozkładów a same autobusy kursują kiedy chcą. Przystanki są przy drodze, ale często jest to tylko napis na asfalcie: bus stop. Podobno istnieje zasada, że autobusy nie zabierają turystów z bagażami. Nam udało się przejechać z lotniska na Mahe do hotelu, ale może dlatego, że mieliśmy plecaki i Liwkę. Wejścia do autobusów są tak wąskie, że naprawdę trudno zmieścić się z większą torbą. Bilet kupuje się u kierowcy (koszt 10 rupii – 3 zł). Chcąc wysiąść trzeba wcisnąć przycisk STOP lub poinformować o tym kierowcę. Podobno w Victorii przy Palm Street w zajezdni można dostać mapkę linii autobusowych i rozkład jazdy. Autobusy jeżdżą do godziny 18:30 (Praslin) i 19:00 (Mahe).

Samochód

Wypożyczalnie samochodów znajdują się m.in. na lotniskach czy w większych miastach. Jednak większość hoteli z przyjemnością zajmie się zorganizowaniem dla nas samochodu. My tak zrobiliśmy. Zarówno na Mahe, jak i na Praslin przyjechali do nas pośrednicy z samochodem, spisali umowę oraz protokół i zostawili kluczyki. Bez problemu można umówić się tak, aby zwrócić samochód na lotnisku czy w porcie, jest to fajna sprawa pozwalająca zaoszczędzić kilka rupii.

Na Seszelach panuje ruch lewostronny, drogi są wąskie i kręte, ale nie zauważyliśmy jakieś przesadnie brawurowej jazdy. Raczej trzeba uważać na niepewnie poruszających się turystów. Niestety pożyczenie fotelika dla dziecka stanowi duży problem i trzeba nastawić się na jeżdżenie bez niego. W Victorii parkowanie wcale nie jest łatwe i trzeba za nie zapłacić. Na Mahe zdarzają się korki, trzeba to wziąć pod uwagę jadąc na lotnisko. Samochód jest jednak najlepszym i najwygodniejszym sposobem zwiedzania obu większych wysp. Koszt wynajęcia auta to około 40 – 50 Euro za dobę.

Inne możliwości:
  • Taksówka — korzystaliśmy tylko dwa razy na Praslin. Koszt przejechania z lotniska na prom to około 130 zł. Taksówki na Seszelach do tanich nie należą, ale warto się targować i jak wszędzie ustalić cenę kursu, zanim się go rozpocznie.
  • Rower — jedyny środek transportu na La Digue. Jest tam co prawda kilka samochodów, taksówek i meleksów, ale turyści w większości poruszają się rowerami. Dla dzieci siedzących można wypożyczyć fotelik. Koszt to około 100 rupii za dobę.
  • Wózek dziecięcy i własne nogi — da się nim wjechać w zasadzie wszędzie. Mimo że często nie ma poboczy ani chodników, bez problemu poruszaliśmy się wózkiem na Praslin i La Digue. Na wszystkie opisane w postach plaże dostaliśmy się z wózkiem. Jedyna nasza rada: nie zabierajcie wózka do Parku Narodowego na Praslin (jest tam dużo schodów) i na punkt widokowy na Mahe.

Jedzenie na Seszelach

Nie będziemy czarować, jedzenie na Seszelach może być średnie lub wyśmienite. Od czego to zależy? Od zasobności portfela. Dużo czytaliśmy na temat ulicznego, seszelskiego jedzenia serwowanego w przydrożnych barach Take Away i powiem szczerze — jeżeli komuś to jedzenie smakowało to musi mieć naprawdę mało wymagające podniebienie. Niestety na wielu blogach spotkać można (moim zdaniem) mocno przesadzone opinie na temat serwowanych tam dań. Gdzie w takim razie jeść na Seszelach?

  • opcja najtańsza — gotujemy sami w naszych kuchniach. Na pewno wyjdzie trochę taniej niż kupując jedzenie. Piszę „trochę”, bo artykuły w sklepach do tanich nie należą. 
  • opcja średnia — bary uliczne tak zwane Take Away. Co to takiego: seszelski Street food, czyli budki z jedzeniem, przyczepy, małe bary, w których jedzenie podaje się w styropianowych opakowaniach. Najczęściej jest to ryż, kurczak, ryba, curry. Jedzenie jest przygotowane i trzymane w podgrzewaczach. Czy dobre? Nas nie powaliło. Jedliśmy w kilku takich miejscach na wszystkich trzech wyspach, dokładnie opiszę je w postach o Mahe, Praslin i La Digue. Za przykładowe danie (ryż z mięsem lub curry) płaciliśmy 60 SCR – 75 SCR (17 – 21 zł), za makaron 55 SCR (15 zł), pizza i coca-cola to wydatek 150 SCR (42 zł).
  • opcja najdroższa — restauracje. Niestety są one na Seszelach drogie, ale naprawdę można w nich zjeść dobre jedzenie. Ba! nawet wyśmienite. Odwiedziliśmy restauracje na wszystkich trzech wyspach i chyba tylko jeden raz wyszliśmy średnio zadowoleni. W pozostałych przypadkach trafialiśmy na wyśmienite dania. (W kolejnych wpisach o Seszelach postaram się je dokładnie opisać).

Kuchnia Kreolska

Przed wyjazdem przeczytałam, że Seszele charakteryzują się lekką i aromatyczną kuchnią, że pachnie ona wszystkimi przyprawami świata. Po powrocie mogę stwierdzić, że udało nam się odnaleźć takie smaki, ale wymagało to trochę zachodu i pieniędzy. Na pewno warto na Seszelach spróbować wszelakich ryb i owoców morza. Są wyśmienite nawet w prostej postaci podawane w przydrożnych barach. Polecam spróbowanie barakudy, red snapper (mniam!) i tuńczyka. Na co dzień nie jestem miłośnikiem ryb, ale tam skradły one moje serce. Krewetki jadłam w kilku miejscach i muszę powiedzieć, że podane na różne sposoby, zawsze były wyśmienite.

Trochę trudniej mają na Seszelach mięsożercy. Curry z kurczakiem czy wołowiną jest co prawda dostępne w każdym miejscu, ale nie jest ono mistrzowskim daniem. Często spotykaliśmy się też z tym, że podana porcja mięsa miała więcej kości niż smacznych kąsków. Podobno na La Digue serwowana jest zupa z nietoperza. My niestety nie skusiliśmy się na tą opcję, ale może wśród Was znajdzie się jakiś miłośnik eksperymentów kulinarnych?

Seszele to też mnogość owoców i świeżych soków. Z napojów warto spróbować lokalnego piwa oraz niesamowitego i przepysznego rumu Takamaka. Nigdzie indziej rum nie smakował tak wybornie, jak na Seszelach.

Ceny na Seszelach

Wędrując po sklepach starałam się zapisywać ceny poszczególnych artykułów, mam nadzieję, że choć trochę pomoże Wam to zaplanować budżet na wyjazd. Aktualnie 1 rupia seszelska (SCR) to 0,28 zł

Napoje:
  • woda 1l – 17 – 25 SCR (ok 4,5 – 7 zł)
  • coca cola 330 ml – 16 SCR (ok 4,5 zł)
  • sprite 1,5l – 57 SCR (ok 16 zł)
  • tonik schweppes 1l – 18 SCR (ok 5 zł)
  • piwo w puszcze 0% – 35 SCR (ok 10 zł)
  • saszetka kawy Nescafe – 17 SCR (ok 5 zł)
  • kawa Nescafe 200g – 102 SCR (ok 28 zł)
  • lokalne piwo SeyBrew 250 ml – 25 SCR (ok 7 zł)
  • Desperados 330 ml – 34 SCR – 34 SCR (ok 10 zł)
  • herbata w torebkach Tetley 102 szt. – 52 SCR (ok 15 zł) 25szt. – 23 SCR (6,5 zł)
  • lokalna herbata w torebkach 100 szt. – 39 SCR (ok 11 zł)
  • sok owocowy w kartonie – od 26 SCR do 39 SCR (od 7 – 11 zł)
  • mleko orzechowe – 65 SCR (ok 18 zł)
  • sok ze świeżo wyciskanych owoców – 100 SCR (ok 28 zł)
Artykuły spożywcze
  • małe opakowanie dżemu (jednorazowy) – 12 SCR (ok 3 zł)
  • bułki 6 szt. – 45 SCR (ok 12 zł)
  • chleb – 15 SCR (ok 4 zł)
  • jajka 6 szt. – 36 SCR (ok 10 zł)
  • banany małe – 22 SCR (ok 6 zł)
  • masło mini (jednorazowe) – 5 SCR (ok 1,5 zł)
  • rodzynki w czekoladzie – 10 SCR (ok 3 zł)
  • Pringelsy – 52 SCR (ok 14 zł)
  • ciastka opakowanie – od 15 SCR do 30 SCR (ok 4 – 8 zł)
  • Płatki Corn Flakes – 58 SCR (ok 16 zł)
  • Płatki Nesquik – 75 SCR ( ok 21 zł)
  • słoiczek dla dziecka – 26 SCR (ok 7 zł)
  • Ser gouda/topiony pakowany w plasterkach – 100 SCR (ok 28 zł)
  • cebula 3 szt – 3,5 SCR (ok 10 zł)
  • mały lód na patyku – 10 SCR (ok 3 zł)
  • świeża barakuda – 100 SCR (ok 30 zł)
Kosmetyki i inne
  • dezodorant Rexona – 42 SCR (ok 12 zł)
  • żel do mycia Nivea 250 ml – 76 SCR (ok 21 zł)
  • krem do opalania Nivea – 285 CSR (ok 80 zł)
  • cień na plaży Grande Anse (La Digue) i dwa kokosy – 200 SCR (ok 55 zł)
  • krótkie damskie spodenki (made in India) – 300 SCR (ok 83 zł)
  • japonki (50% taniej) 200 SCR – (ok 55 zł)

Seszele co jeszcze wato wiedzieć?

Język
  • Na Seszelach obowiązują trzy języki urzędowe: kreolski seszelski, francuski i angielski. W zasadzie swobodnie można porozumiewać się w języku angielskim. Tylko raz trafiliśmy na osoby, które tego języka nie znały i było to w biurze podróży na La Digue.
Waluta
  • Oficjalna waluta Seszeli to rupia seszelska, która dzieli się na 100 centów i funkcjonuje pod kodem międzynarodowym SCR. Aktualnie 1 rupia = o,28 zł. Na Seszelach można też posługiwać się Euro, ale najlepiej sprawdza się ono np. przy płaceniu za wynajem samochodu. W sklepach i barach Seszelczycy wolą jednak swoją walutę. Za to duże hotele i restauracje z chęcią przyjmują EURO. W wielu miejscach nie ma problemu z płaceniem kartą kredytową. Bankomaty bez większego trudu znajdziemy na wszystkich trzech wyspach.
Wjazd na teren Seszeli
  • Obywatele polscy są zwolnieni z obowiązku wizowego przy pobytach do 90 dni. Podróżni powinni mieć paszport ważny minimum 6 miesięcy, bilet powrotny oraz książeczkę szczepień (tyczy się to przylotu z krajów Afryki, w których panuje żółta febra). Przed odbyciem kontroli paszportowej należy wypełnić kartę imigracyjną i podać w niej adresy, pod którymi będzie się przebywało. My wpisaliśmy tylko pierwszy hotel, ale pani ze służby imigracyjnej kazała dopisać nam pozostałe adresy.
Internet
  • Różnie z nim bywa. Na Praslin w hotelu był z nim jakiś problem i dopiero po jego naprawieniu przez obsługę dało się z niego korzystać. W hotelu na La Digue internet na cały pobyt kosztował 10 Euro zaś w hotelu w Mahe internet był taki, jakby go nie było. Karta do telefonu z dostępem do Internetu to koszt około 300 SCR.
Bezpieczeństwo
  • Nam nie przytrafiło się nic złego mimo np. zostawionych otwartych na oścież drzwi w aucie (z całym sprzętem wewnątrz). Na La Digue powszechne jest niezapinanie rowerów. Na Mahe obsługa hotelu mówiła nam, abyśmy zamykali drzwi na klucz, bo niestety na wyspie zdarzają się kradzieże. Seszele uważa się za kierunek bezpieczny, widać to było np. na plażach, kiedy rzeczy osobiste zostawiane były bez jakiegokolwiek nadzoru. Czy nie jest to kuszenie losu? Dla nas trochę tak więc i tak radzimy (jak wszędzie) zachować ostrożność.
Opieka medyczna
  • korzystanie z niej jest bardzo ograniczone, szczególnie na dalej położonych wyspach archipelagu. Na wyspie Mahé znajduje się jedyny szpital państwowy i kilkanaście prywatnych klinik. Na wyspach Mahé, Praslin i La Digue można skorzystać też z ambulatoriów medycznych (to chyba taki odpowiednik naszego pogotowia). Na wszystkich wyspach widywaliśmy transport medyczny. Należy pamiętać, że w przypadku załamania pogody, transport pomiędzy wyspami będzie niemożliwy dlatego też czekanie na pomoc może się nadmiernie wydłużać.
Plaże
  • Nawet te na terenie hoteli są ogólnodostępne i bezpłatne, choć czasami wiąże się to z pewnymi niedogodnościami (np. konieczność zgłoszenia telefonicznie dzień wcześniej chęci dostania się na teren hotelu — tyczy się to np. plaży Anse Georgette na Praslin). Jedyna płatna plaża na całych Seszelach znajduje się na wyspie La Digue i nazywa się Anse Source d’Argent. Wstęp na nią kosztuje 115 SCR. Na bardzo wielu plażach znajdują się tablice informacyjne o silnych prądach i związanym z tym niebezpieczeństwem dlatego też należy być ostrożnym wchodząc do wody w tak oznaczonych miejscach. Ratowników nie widzieliśmy na żadnej plaży.

Spędziliśmy na Seszelach ponad dwa tygodnie, mając dużo czasu objechaliśmy lub obeszliśmy trzy największe wyspy archipelagu zaglądając na prawie wszystkie plaże. W następnych wpisach przybliżę wam atrakcje, plaże te warte zobaczenia i te, które spokojnie można odpuścić, miejsca z dobrym (i tym gorszym) jedzeniem na Praslin, La Digue i Mahe.

17 komentarzy

  • Marta i MIłosz

    Świetnie poczytać o plusach i minusach! Wygląda na to, że na Seszelach niekoniecznie byśmy się odnaleźli, no ale 3-4 dni na rajskiej plaży nie zaszkodziły jeszcze nikomu, więc kto wie, może wpadniemy przejazdem hehe 🙂 Pozdrawiamy!

  • Edyta

    Widoki przepiękne, na pewno jest tam bardzo ładnie, ja jednak jestem z tych którzy lubią zwiedzać cos więcej niż tylko plaże, chociaz nie powiem zazdroszczę 🙂

  • Magda Mamit

    Seszele nigdy nie były na mojej liście miejsc które chciałabym zobaczyć. Uwielbiam plaże ale na 2 – 3 i to jak mam co robić (nurkowanie snorkelling etc) A właśnie z plażami kojarzą mi się Seszele. Jeśli nie ma tam tych wszystkich atrakcji tak jak piszesz (muzea, galerie etc) to tylko potwierdzasz mój brak zainteresowania tym miejscem. Ps fajny wpis. Bardzo kompleksowy i dający ogólne rozeznanie w temacie ! Brawo!

  • Olka

    Jednym słowem Seszele jednak nie są dla mnie. Smażenie się na plaży to nie moja bajka. U mnie podstawą wypoczynku jest jednak aktywne spędzanie czasu – jazda na rowerze, trekkingi itd.

  • Sylwia R

    Po tej recenzji stwierdzam… To jest dla mnie! Uwielbiam leżeć plackiem i nic nie robić skoro cały rok mam intensywny to chciałabym odpocząć w taki właśnie sposób

  • Iwona

    Z tego opisu wydaje mi się, że Seszele jednak chyba nie dla mnie, bo lubię dużo chodzić i zwiedzać. Chociaż z drugiej strony kilka dni na takiej rajskiej plaży nie zaszkodziłoby mi 🙂

  • Ewelina

    Dziękuję pięknie za ten przewodnik. Póki co mam wiele do odkrycia w zasięgu ręki, ale może skuszę się w przyszłym roku. Piękne zdjęcia- aż się ciepło robi! Pozdrowienia

  • Małgo | Kadr pod Wiatr

    Miałam bardzo podobne odczucia co do Fuerteventury. Miejsce wychwalane pod niebiosa, właśnie ze względu na piękne plaże i z tym się zgodzę, piękne były, ale niewiele poza tym. Gdyby nie fakt, że lecieliśmy tam bardzo celowo, bu chciałam w końcu spróbować surfingu, a tam są do tego świetne warunki, to przyznaję, że mogłabym być ciut rozczarowana. Jednak tak jak z Seszelamim, dla wielu osób to możne być naprawdę fajne i atrakcyjne miejsce. Po prostu przed wylotem warto wiedzieć z czym to się je i za bardzo się nie nastawiać, jeżeli i tak lubimy wszystko sprawdzać osobiscie. 😉 Tak więc w pełni Was rozumiem. 😉

  • Michał Golla

    Kolejny raz widzę u Ciebie bardzo wyczerpujące informacje.

    Po zapoznaniu się z wpisem stwierdzam, że to nie dla mnie. Nie wiem po co leżeć na plaży skoro opalic mogę się robiąc coś aktywnego 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial