15 października, 2026
Rumunia — zamki, serpentyny i niedźwiedź przy drodze
Podróż: lipiec–sierpień 2026.
Rumunia miała dla nas kolorowe nagrobki, zamkowe dziedzińce, górskie serpentyny i niedźwiedzie. Dorzuciła też mgłę, wiatr i małą drzemkę w najmniej odpowiednim momencie. Czyli wszystko, czego potrzeba, żeby po powrocie było o czym opowiadać.
Săpânța i zamek Korwinów: dobry początek drogi
Skrót dla niecierpliwych: podróż minęła idealnie, bo ja spałam, a Wojtek kierował. Polecam ten podział obowiązków, zero stresu.
Zaczęliśmy z wysokiego C, bo od Wesołego Cmentarza w Săpânța (Cimitirul Vesel). To genialne i zupełnie unikalne miejsce w skali światowej – zamiast ponurych, czarnych nagrobków znajdziecie tam jaskrawo niebieskie, drewniane krzyże z rzeźbionymi scenkami z życia zmarłych i dowcipnymi (oraz bardzo szczerymi!) wierszykami o ich wadach i przywarach. Podobno jest tam kultowy nagrobek dedykowany lokalnemu miłośnikowi mocniejszych trunków… My niestety go nie znaleźliśmy. Zwalmy to na fakt, że byliśmy tam rano, a nasze oczy dopiero się otwierały. Plus – zero tłumów. Cerkiew zwiedzaliśmy przy dźwiękach odkurzaczy, obserwując poranne porządki w świątyni.
Potem wjechała długa, nudna jazda w stronę Hunedoary. Luksusy na trasie? Oczywiście. Postój w Lidlu i wykwintne biwakowanie z jednorazowym grillem w roli głównej. Gourmet na poboczu, jak na prawdziwych roadtripperów przystało. k
A rano – po pożywnym śniadanku – ruszyliśmy na Zamek Korwina w Hunedoarze (Castelul Corvinilor). Z racji, że mieliśmy blisko, znowu byliśmy pierwsi. I tu trzeba przyznać: miejsce robi kolosalne wrażenie! To absolutnie monumentalna, gotycka twierdza z baśniowymi wieżyczkami, zawieszonymi nad przepaścią mostami i klimatem tak mrocznym, że od razu widać, dlaczego legenda wiąże to miejsce z więzionym tu Draculą. Majstersztyk architektury i obowiązkowy punkt w Transylwanii. Przeżyliśmy, jedziemy dalej na poszukiwania kolejnych miejsc związanych z Drakulą!
- Kolorowe krzyże i kościół w Săpânța.
- Dziedziniec zamku Korwinów w Hunedoarze.
- Rumunia — Săpânța i zamek Korwinów: dobry początek drogi.
- Wnętrze cerkwi w Săpânța.
- Malowany krzyż na Wesołym Cmentarzu.
- Zamek Korwinów w Hunedoarze.
- Gotycka sala zamku Korwinów.
- Schody i wieża zamku w Hunedoarze.
Transfogaraska: serpentyny, chmury i niedźwiedzie
Stając przed dylematem każdego podróżnika wjeżdżającego w Rumuńskie Karpaty: Transfăgărășan (DN7C) vs Transalpina (DN67C), postawiliśmy na tę pierwszą. Dlaczego?
Dlaczego wybraliśmy akurat Trasę Transfogaraska? Transalpina jest absolutnie zachwycająca i wyższa, ale to Trasa Transfogarska ma w sobie ten surowy, wręcz teatralny magnetyzm. Szukaliśmy trasy, która serwuje kaskadę emocji: od potężnej zapory i jeziora Vidraru, przez gęste lasy, aż po spektakularny finał – gigantyczną, otwartą dolinę Făgărașów wypchaną po brzegi ostrymi serpentynami. No i był jeszcze jeden argument – misie
Nasze wrażenia z przejazdu Jazda tutaj wymaga skupienia – zakręty o 180 stopni, zmieniająca się co pięć minut pogoda (od palącego słońca po gęstą mgłę i porywisty wiatr) oraz widoki, które dosłownie odciągają wzrok od jezdni. Na górze, przy jeziorze Bâlea, chłód natychmiast przypomina, że jesteście w wysokich górach. Co więcej? Na trasie niemal na pewno spotkacie… niedźwiedzie brunatne stojące przy poboczu! (Pamiętajcie: oglądamy wyłącznie z zamkniętego auta i nie dokarmiamy!). Niestety patrząc na filmiki w necie, ludzie nie tylko je dokarmiają ale także do nich wychodzą. My na szczęście nie byliśmy świadkami takich sytuacji. Przy nas też nikt misiów nie karmił, ale ta nadzieja w ich oczach, że może coś smacznego z auta wypadnie…
Najlepsze z całego tego dnia było to, że jazda zakrętami tak mnie uśpiła, że całkowicie zapomniałam zaznaczyć nam na trasie zamek Poenari
Aby dotrzeć do ruin, trzeba zmierzyć się z wyzwaniem – na szczyt prowadzi dokładnie 1480 betonowych schodów wijących się przez gęsty las. Więc kiedy ja zasnęłam, Wojtek sprytnie przemilczał temat mijania ruin. W ten sposób ominął nas spacer na szczyt… Wyobraźcie sobie moją wściekłość, kiedy się zorientowałam, że przespałam jeden z obowiązkowych punktów wycieczki.
- Serpentyny Drogi Transfogaraskiej.
- Woda spływająca ze skał przy górskiej trasie.
- Niedźwiedź widziany z samochodu przy drodze.
- Jezioro przy Drodze Transfogaraskiej.
- Serpentyny Drogi Transfogaraskiej.
- Niedźwiedzie widziane z samochodu.
- Jezioro przy górskiej trasie przez Rumunię.
Bukowina: zwalniamy przy monastyrach
Na Bukowinie zatrzymaliśmy się przy monasterach. Dragomirna z zewnątrz wydała mi się surowa, a w środku odsłaniała zupełnie inny świat. W Voroneț uwagę przyciągały malowane ściany i ten niebieski kolor, który trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Po górskich zakrętach i zamkowych murach takie miejsca pozwalają trochę zwolnić. Rumunia nie zamknęła nam się w jednej pocztówce. Raz była monumentalna, raz kolorowa, a chwilę później całkiem zwyczajna — z basenem, zakupami i zmęczeniem po drodze. I właśnie taką lubię zapamiętywać podróż.














