Ameryka Północna,  Nowy Jork,  Podróże,  Stany Zjednoczone

Nowy Jork dzień 1.

Na pytanie: jakie miasto chciałabyś najbardziej zobaczyć, odpowiedziałabym: Nowy Jork. To takie moje podróżnicze marzenie. Mieliśmy być w Stanach we wrześniu 2018 roku, ale kupując bilety, nie wiedzieliśmy, że będę wtedy w 8 miesiącu ciąży. W dniu naszego planowanego powrotu do Polski przyszła na świat Liwia. Nowy Jork przyszło więc nam odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość, ale dzięki temu zobaczyliśmy go we trójkę.

Podróż czyli Kraków – Kopenhaga – Frankfurt – Montreal – Nowy Jork

Ktoś gotów pomyśleć, że lubimy lotniska. Nic bardziej mylnego. Taki termin lotu nam pasował i wiem, że za niecały 1000 złotych (w dwie strony) da się do Nowego Jorku dolecieć szybciej i z mniejszą ilością przesiadek. Jakoś nie wydawało nam się to katorgą, nawet ze świadomością, że lecimy z niespełna półrocznym dzieckiem. O 21:00 meldujemy się na lotnisku w Krakowie, po raz pierwszy zdarza nam się, że obsługa pyta, czy chcemy za darmo nadać bagaż podręczny do luku. Jasne, że chcemy. Przy dziecku każda rzecz mniej to duże ułatwienie.

Noc spędzamy na lotnisku w Kopenhadze. Szczerze jest to jedna z gorszych nocy. Mamy tylko 6 godzin czekania, ale dłuży się to niemiłosiernie. Nie ma gdzie spokojnie usiąść, Liwka zaczyna płakać tak, że słychać ją na całym terminalu. Na lotnisku czynny jest jedynie Burger King, w którym serwują wyjątkowo paskudne jedzenie. W końcu znajdujemy kąt dla siebie. Liwka zasypia w wózku, a i nam udaje się zmrużyć na chwile oko.

Gdzie jest nasz wózek???

Rano popełniamy najgorszy w tym dniu błąd. Idziemy do punktu nadania bagażu głównego, aby dostać naklejkę na wózek. Nie dogadujemy się z obsługą i zapominamy powiedzieć, że mamy dwa międzylądowania (Frankfurt i Montreal) z długim czasem oczekiwania i będzie nam potrzebny wózek. Naklejka, jaką dostajemy, oznacza, że wózek zostanie nam wręczony dopiero w Nowym Jorku. Jeszcze tego nie wiemy, dowiemy się dopiero we Frankfurcie. Kiedy się o tym dowiadujemy to jesteśmy zrozpaczeni, za to Liwia jest szczęśliwa, bo przez najbliższą dobę robi to, co lubi najbardziej — jest ciągle na rękach.

W samolocie Air Canada znowu mamy szczęście, bo trafia nam się jedno wolne miejsce. Chyba każdy, kto leci samolotem, uważa, że jest to jak wygrać los na loterii. To sobie wyobraźcie, jak czuje się ktoś, kto leci z małym dzieckiem. Na lotnisku w Montrealu wita nas śnieg. Wojtek chce wyjść na zewnątrz, żeby zapalić, ale przekonuje go, że na pewno na lotnisku są palarnie. Okazuje się później, że nie ma. Nie ma ich na żadnym kanadyjskim lotnisku. Kiedy wysiadamy z samolotu, orientujemy się, że przez terminal prowadzi osobna trasa dla osób, które lecą do Stanów Zjednoczonych.

Lotnisko w Montrealu czyli czy można tu zapalić?

Co kilkaset metrów trafiamy na dodatkowe kontrole. W końcu dochodzimy do miejsca, w którym szczegółowo sprawdzane są nasze paszporty i wizy. Po wstępnej weryfikacji pracownicy każą nam usiąść i czekać aż na monitorze wyświetlą się nasze nazwiska: osoby zweryfikowane świecą się na zielono i mogą podejść do urzędnika. Ten pyta nas gdzie lecimy i czy mamy w Nowym Jorku kogoś znajomego. Wbija nam pieczątki i tym samym znajdujemy się na części lotniska, z której odlatują samoloty tylko do USA. Przed nami kilka godzin czekania, a do tego nas lot się opóźnia. Co tu dużo mówić… w połączeniu z brakiem palarni skutkuje to bardzo napiętą atmosferą.

Cały lot z Montrealu do Nowego Jorku zastanawiam się, czy wpuszczą nas na teren Stanów i jakie będą nam zadawać pytania. Tyle nasłuchałam się historii o tych, którym nie pozwolono opuścić lotniska, że mam wizję, że i nas coś takiego spotyka. W myślach układam, co powiem urzędnikowi i jestem już nawet gotowa pokazać mu nasz plan zwiedzania, kiedy okazuje się, że nikt nas o nic nie pyta. Dosłownie. Na lotnisku La Guardia wysiadamy z samolotu, przechodzimy przez terminal i lądujemy pod taśmami z bagażami, gdzie czeka na nas ukochany wózek. Zero urzędników, zero kontroli, zero pytań. Wtedy dopiero orientujemy się, że całą procedurę przeszliśmy na terenie Kanady. Wsiadamy do żółtej taksówki i jedziemy do naszego hotelu.

Hotel Plaza czyli jak spał Kevin sam w Nowym Jorku.

Ten nocleg to trochę prezent od mojego męża, który wie, że uwielbiam spać w miejscach, które nie dość, że mają niesamowitą historię, to jeszcze wyróżnia je niepowtarzalny klimat. A taka jest właśnie Plaza… nawet jeżeli ktoś twierdzi, że nie zna tego hotelu, to szybko okaże się, że jest w błędzie. To chyba obok hotelu Waldorf-Astoria najczęściej filmowany hotel Nowego Jorku. No bo kto nie zna scen z „Kevin sam w Nowym Jorku”, kiedy z kartą kredytową swojego taty ląduje w jednym z apartamentów hotelu Plaza? Albo perypetii dziewczyn ze „Ślubnych Wojen”, których marzeniem jest zorganizowanie w Plazie swoich wesel.

Hotelowe cudo…

Przepiękny budynek hotelu Plaza musiał kiedyś górować w okolicy. Teraz ginie pomiędzy wyższymi od siebie wieżowcami. Jego 20 pięter nikomu już tu nie imponuje. Za to lokalizacja nadal pozostaje zacna: od jednej strony jest to Piąta Aleja, od drugiej najsłynniejszy nowojorski park. No i wnętrze… będąc w środku, ma się wrażenie, że czas się zatrzymał i nic się tu nie zmieniło przez ponad 100 lat działalności obiektu. Podobnie jest z obsługą. Kiedy wysiadamy z taksówki pod drzwiami Plazy, od razu podchodzi do nas boy i zabiera nasze bagaże. Nie dość, że jesteśmy w miejscu prosto z filmu, to jeszcze obsługa jest taka, jak to się na filmach widzi.

Plaza to ikona noclegowego Nowego Jorku. 282 pokoje w pięknym budynku w stylu francuskiego renesansu gościły największe sławy świata. Jedno jest pewne: jeżeli ktoś nie lubi wystroju w stylu Ludwika XIV czy przeszkadzają mu baterie w łazience pokryte 24 karatowym zlotem, to będzie się w tym hotelu kiepsko czuł.

Nasz pokój ma 50 metrów kwadratowych, ogromną łazienkę ze złotymi elementami i królewskie łóżko. Nie ma za to bezpłatnego Internetu ani czajnika. Widać bogaci goście hotelu Plaza nie robią sobie sami herbaty. Od razu po zameldowaniu pakujemy się z Liwią do wanny na relaksująca po podróży kąpiel, a zaraz potem do niesamowicie wygodnego łóżka.

Zobaczyć hotel Plaza…

Czy trzeba spać w Plazie, aby zobaczyć hotel od środka? Oczywiście, że nie. Wejście główne znajduje się od strony placu: Grand Army Plaza. Do hotelu można wejść środkowymi lub lewymi drzwiami i od razu znajdziemy się w przepięknym holu. Po lewej stronie jest odgrodzone wejście tylko dla gości hotelu Plaza. Jeżeli nimi nie jesteście, idźcie na wprost, znajdziecie się przed częścią w restauracją – słynny Palm Court (salon palmowy), z niesamowicie pięknym witrażowym sufitem. Uwaga — tanio nie jest. Herbata kosztuje tu 70 PLN. Jeżeli skierujecie się na lewo, to korytarzem dojdziecie do części ze sklepami. Można też zjechać na poziom -1 gdzie znajdują się ogólnodostępne sklepy i restauracje.

Central Park – miejski raj

Zna go chyba każdy, zielona oaza w środku miejskiej dżungli. Setki razy zachwycał mnie w serialach i filmach. Jak to możliwe, że w sercu takiego miasta, w którym nieruchomości kosztują miliony, ostał się taki wielki, zielony teren?

Na pomysł tego, aby w mieście powstał park, wpadł w XIX wieku, architekt i ogrodnik Andrew Downing. Był to czas, kiedy Nowy Jork się rozrastał, a w jego ciasnej zabudowie brakowało zielonych terenów. Downing wybrał na park mało atrakcyjne tereny, które znajdowały się między miastem a wioską Harlem. W zasadzie były one już poza obrębem miasta i zainteresowaniem deweloperów. Za te 3 kilometry kwadratowe, Rada Nowego Jorku zapłaciła pięć milionów dolarów. Dziś wartość tego terenu szacuje się na około 528783552000 dolarów (dane z 2005 roku).

Kto zaprojektuje park?

W konkursie na projekt Central Parku wzięły udział 33 pomysły. Największym wyzwaniem było połączenie parku z drogami dla dorożek oraz występujące na północnej części Manhattanu ogromne głazy i skały. Wygrał projekt Fredericka Olmsteda i Calverta Vaux, którzy zaplanowali nad drogami 33 niepowtarzalne mosty, a z niezniszczalnych skał zrobili atut parku. Twierdzili, że zbędne są budynki, kwiatowe ogrody czy fontanny, a park ma być otwarty i prosty, tak aby każdy znalazł w nim miejsce dla siebie.

Prace nad Central Parkiem trwały piętnaście lat. Przez ten czas zbudowano sztuczne jeziora i strumienie, usunięto wiele metrów sześciennych skał i nawieziono ogromne ilości ziemi. Na terenie parku posadzono ponad cztery miliony drzew i krzewów. Zbudowano 36 różnych mostów. Mało kto wie, że Central Park wcale nie jest największym parkiem w Nowym Jorku. Nawet nie mieści się w pierwszej trójce. Za to jest najczęściej odwiedzanym parkiem Nowego Jorku i jakby na to nie patrzeć — wizytówką miasta.

Pierwsze chwile w Nowym Jorku…

Pierwsze wrażenie po wyjściu na ulicę Nowego Jorku — znam to miasto od zawsze. Drugie — czuję się jak u siebie w domu. Wychodzimy z hotelu Plaza i kierujemy się 59 ulicą… Właśnie ulicą, a nie aleją. Układ ulic w Nowym Jorku jest prosty (jak szachownica): poziomo biegną ulice (z zachodu na wschód, jest ich 220) a pionowo aleje (z południa – downtown ku północy – uptown). Alei jest 12, niestety ich nazwy nie są kolejnymi numerami, co odrobinę zaburza orientacje. Wyjątek na mapie stanowi Broadway, który przecina Nowy Jork po skosie.

Spacer po Central Parku…

W nowojorskich adresach pojawia się też magiczne oznaczenie E (East – wschód) i W (West – zachód). To kreślenie, po której stronie od Piątej Alei znajduje się dane miejsce. Właśnie ta najsłynniejsza ulica Nowego Jorku stanowi jakby oś Manhattanu. Wszystko, co położone na wschód od niej posiada oznaczenie E (od East Side, czyli strona wschodnia), to co na zachód od Piątej Alei ma oznaczenie W (West Side – strona zachodnia).

Wracając do naszych wrażeń… wyszliśmy z hotelu Plaza na zachodnią 59 ulicę (zwaną też Central Park S) i ruszyliśmy w stronę Columbus Circle. Tam zaopatrzyliśmy się w jedzenie na wynos, postanawiając, że śniadanie zjemy w Central Parku. Często w czasie pobytu kupowaliśmy jedzenie w Whole Foods Market, który jest wielkim sklepem z gotowymi daniami. Co ważniejsze słynie z produktów ekologicznych i dobrej jakości. Do tego jeszcze kawa (i czekolada) obowiązkowo w papierowym kubku i niczym bohaterki „Seksu w wielkim mieście”, mogliśmy spędzić czas w Central Parku.

Taaaakkkkk!!! Spacerowaliśmy po tym najsłynniejszym nowojorskim parku, po jego krętych alejkach, patrząc na tafle lodowiska, wchodząc na skałki znane z filmów, przechodząc pod mostkami i mostkami, mijając dorożki, rowery i biegaczy chyba ze wszystkich stron świata. Ktoś powie: park jak park… ale dla mnie Central Park to jakby przenieść się na plany moich ulubionych filmów. Jakby znaleźć się nagle w innym wymiarze, zobaczyć miejsce, znaleźć odpowiedź na pytanie: jak to wygląda w rzeczywistości.

“Och, ja po prostu kocham Nowy Jork”

Trudno nie zgodzić się z tymi słowami Holly Golightly ze słynnego “Śniadania u Tiffaniego“. Dlatego też odbijamy z parku w stronę Upper East Side żeby odnaleźć jedną z filmowych kamienic. Właśnie tą, w której mieszkała grana przez Audrey Hepburn Holly. Dokładny adres tego miejsca to: 169 East 71st Street i Lexington Avenue na Manhattanie. Zwróćcie uwagę, że w filmie pojawia się numer 167, ale w rzeczywistości drzwi, za którymi mieszka Holly mają numer 169.

„Śniadaniu u Tiffaniego” kamienicę, w której mieszkała Holly nakręcono tylko z zewnątrz, wnętrza odtworzone były w Paramount Studios w Hollywood. (Wyjątkiem w filmie są sceny nakręcone w słynnym sklepie u Tiffaniego). Kamienica zmieniła właściciela w 2015 roku, nowi lokatorzy kupili ją za 7,5 miliona dolarów. 

Dla miłośników filmowych scen dodam tylko, że przecznicę od domu Holly jest miejsce z filmowego „Seksu w Wielkim mieście”, to tu kręcono scenę, w której Charlotta spotyka Mr Biga i gdy chce nawrzucać mu za niedoszły ślub z Carry, zaczyna rodzić. Wtedy była restauracja Lumi, dziś niestety nie ma po niej śladu (dokładny adres tego miejsca: 963 Lexington Avenue i East 70th Street, Manhattan.

Słodki Nowy Jork

Idąc dalej zaglądamy do Dylan’s Candy Bar, sklepu ze słodyczami, który jest cukierniczym imperium. Jak ja się ciesze, że Liwia jeszcze nie artykułuje swoich zakupowych próśb. Od kolorów i smaków słodyczy można tam dostać zawrotu głowy. Ten słynny sklep ze słodkościami oferuje ok. 7000 rodzajów słodyczy, różnego rodzaju pamiątki i gadżety związane ze słodkościami i modą. Rocznie zaglądają tu 2 miliony turystów, co sprawia, że ten słodki sklep jest jedną z atrakcji NY. Gdyby ktoś chciał tam zajrzeć, to trzeba kierować się pod ten adres: 1011 Third Ave (at 60th St).

Nowy Jork nocą czyli wejść na Empire State Building.

Po krótkim odpoczynku w hotelu postanawiamy wykorzystać wieczór i ruszamy na kolejny spacer. Tym razem idziemy 5 Aleją na południe, ale przy centrum Rockefellera postanawiamy odbić i zobaczyć budynek Radio City. Ten zbudowany 1932 roku teatr był wówczas najdroższym i największym miejscem tego typu na świecie (a przynajmniej tak go reklamowano). To kolejne miejsce, które tak dobrze znam z filmów. To tu Rosemary czekała na swojego przyjaciele w filmie Polańskiego, to tu Kevin zachwycał się Nowym Jorkiem… my też się zachwycamy i ruszamy dalej.

Dochodzimy do Bryant ParkuNowojorskiej Biblioteki Publicznej. Z racji godziny nie wchodzimy do środka, dokładne zwiedzanie tego miejsca zostawiamy sobie na inny raz. Kupujemy w ulicznej budce hod-dogi i ruszamy zobaczyć chyba największy symbol Nowego Jorku – Empire State Building. W automacie kupujemy bilety. 36$ kosztuje wjazd na taras na 86 piętrze (dziecko do lat 6 wstęp bezpłatny, starsze płaci 31$). Ci, którzy chcą ominąć kolejki mogą kupić bilet za 69$. Za przyjemność zobaczenia wschodzącego nad Nowym Jorkiem słońca trzeba zapłacić 114$. Zachód słońca jest tańszy, cena biletów zaczyna się od 52$. Taras w Empire State Building czynny jest 365 dni w roku, od godziny 8 rano do 2 w nocy. 

Empire State Building czyli sen o potędze.

Empire State Building to nie jest zwykły budynek, to marzenie o tym aby zbudować coś wyjątkowego, wielkiego i ponadczasowego. W wyścigu o najwyższy budynek Nowego Jorku jego historia jest tak ciekawa, że nie można przejść obok niej obojętnie… Muszę Wam ją opowiedzieć…

20 tys. dolarów za kwartał ziemi między 33 a 34 ulicą, na zachód od Piątej Alei, płaci William Astor. Jest 1827 rok. Rodzina Astorów ma pieniądze i władzę, choć jeszcze ojciec Williama wychowywał się w biedzie. Na ziemi powstaje pierwsza, czteropiętrowa rezydencja Astorów. Po śmierci Williama kwartał zostaje podzielony wśród członków rodziny, co kończy się kłótnią wśród kuzynostwa. W rezydencji Astorów zostaje wnuk Williama, też William. Podejmuje śmiałą decyzję zamiany rodzinnej rezydencji w hotel. Tak rusza budowa trzynastopiętrowego hotelu o nazwie Waldorf.

Marzenie o hotelu…

William Astor namawia swojego kuzyna do sprzedaży sąsiedniej części działki. Stawia tam bliźniaczy hotel o nazwie Astoria. W 1896 roku kończy się budowa szesnastopiętrowej części hotelu i tak powstaje Waldorf-Astoria, to nie jest zwykły hotel to „Nieoficjalny Pałac Nowego Jorku”. Jednak jak to bywa z każdym modnym miejscem, jego sława powoli gaśnie, a samemu budynkowi przyczepia się łatkę: staroświecki. Waldorf-Astoria ma jeden minus, który ostatecznie pogrąża go jako budynek – nie jest wieżowcem.

Tak powstaje idea zamienienia hotelu Waldorf-Astoria w wieżowiec, wieżowiec, który ma być piękniejszy niż wszystkie inne budowle i przyćmić swoim pięknem inne drapacze chmur nie tylko Nowego Jorku, ale też całego świata. Tak powstała idea zbudowania Empire State Building. 1 października 1929 roku rozpoczyna się rozbiórka Waldorf-Astorii. W tym samym miesiącu, w którym dochodzi do największego krachu na nowojorskiej giełdzie. Nie jest to dobry moment na nowe inwestycje. Najpiękniejszy hotel Nowego Jorku przestaje istnieć. To, co daje się wykorzystać, jak np. szyby wind, zostaje na swoim miejscu, reszta budynku zostaje wywieziona i utopiona w oceanie. Na realizacje projektu Empire State Building przeznaczono tylko półtora roku. Ale jego twórcy mają jeszcze jeden cel: przegonić budujący się nieopodal wieżowiec Chryslera.

Wieża z bajki

Doskonałe zorganizowanie – dzięki temu praca nad Empire State Building idzie w błyskawicznym tempie. Rekordem jest budowanie czternastu i pół pięter w dziesięć dni. Standardem – piętro na dzień. Każdy, począwszy od kierowcy ciężarówki po majstra, wie gdzie, kiedy i z jakim materiałem ma się znaleźć. Budowa przypomina świetnie zorganizowaną fabrykę. Przy Empire State Building pracuje trzy i pół tysiąca osób. Sześć z nich przypłaca to życiem (pracowano wówczas bez zabezpieczeń). Fenomenem jest to, że budynek, który miał być największą w Nowym Jorku przestrzenią biurową, nie ma podpisanej ani jednej umowy najmu.

Uwiecznić budowę Empire State Building…

Pomiędzy robotnikami, po piętrach konstrukcji spaceruje z aparatem Lewis Hine. To dzięki niemu budowa Empire State Building i praca robotników została uwieczniona na fotografiach. Te zdjęcia zna chyba każdy z nas: robotnicy siedzący na metalowych belkach konstrukcji i Nowy Jork pod nimi. Lewis Hine, którego zadaniem było fotografowanie maszyn, wolał skupić się na portretach robotników. Nie bardzo podobało się to jego chlebodawcom. Hine powiedział wtedy, że to nie maszyny budują Empire State Building, lecz ludzie. My dziś podziwiamy jego zdjęcia, niestety w czasach kiedy tworzył, nikt się nimi nie zachwyca i Lewis Hine zmarł w 1930 roku, w biedzie.

W jedenaście miesięcy zbudowano sto dwa piętra i chyba po raz pierwszy w historii (o ile nie jedyny) budowa wieżowca okazała się tańsza, niż szacowano. 18 marca 1931 roku zakończono montaż iglicy. Nad dachami Manhattanu stanął Empire State Building.

Jedyne czego mu brakuje, zgodnie z przewidywaniami, to lokatorzy. Inwestorowi udaje się wynająć tylko połowę pomieszczeń, jednak aby ta informacja nie wyciekła na światło dzienne, co noc w Empire State Building zapalane są światła we wszystkich, nawet pustych pomieszczeniach. Finansową sytuację budynku ratuje… taras widokowy. W pierwszym roku, wpływy ze sprzedaży biletów, są wyższe niż te z najmu powierzchni biurowych. Podobno jest tak do dziś.

Przez kolejne cztery dekady, do roku 1973 Empire State Building jest najwyższym budynkiem w Nowym Jorku. Tytuł odbierają mu Dwie Wieże World Trade Center. Wraca on do niego tragicznego dnia 11 września 2001 roku. Każdemu, kto jest ciekawy wysokości, ilości schodów i wind polecam zajrzeć do Wikipedii. Ja i tak zdecydowanie za bardzo rozpisałam się na temat historii Empire State Building i nie chce Was już zanudzać technicznymi danymi. 

Nowy Jork – 360 stopni panoramy

Taras widokowy w Empire State Building mieści się na 86 piętrze i co ważne nie jest przeszklony. Dzięki temu jest chyba najlepszym miejscem do zrobienia zdjęć Nowego Jorku nocą. Jedyny minus tego tarasu to fakt, że nie widać z niego Empire State Building. Kiedy wchodzimy do środka, musimy przejść kontrolę bezpieczeństwa dokładnie taką jak na lotnisku. Prześwietlane i sprawdzane jest wszystko. Niestety muszę wziąć na ręce Liwie, która słodko śpi w swoim wózku. Wyrwana ze snu i wywieziona na 86 piętro stwierdza, że Nowy Jork nocą w ogóle jej nie interesuje i zaczyna płakać tak głośno, że słyszy nas chyba pół miasta. Tym samym moje podziwianie nocnej panoramy Nowego Jorku kończy się po kilku minutach. 

Spotkajmy się na szczycie Empire State Building…

Udaje mi się za to zrobić zdjęcie kadru ze słynnego filmu: „Bezsenność w Seattle“. Pamiętacie końcową scenę? Tę, kiedy Annie (Meg Ryan) spotyka Sama (Tom Hanks) na tarasie widokowym Empire State Building? Wiecie o tym, że ten motyw pojawił się już w filmie „Niezapomniany romans” z 1957 roku i w „Ukochanym” z roku 1939 (w tym ostatnim para ma się spotykać nie na tarasie Empire State Building, lecz na jego trzecim piętrze) i w „Przygodzie miłosnej” z 1994 roku.

A dla miłośników literatury podpowiem, że w jednej ze swoich powieści Jojo Moyes także użyła motywu spotkania na szczycie Empire State Building. Jak widać, wszystkie zakochane pary spotykają się na szczycie tego jednego wieżowca i, mimo że nie jest on już najwyższy, to lokalizacja randek w Nowym Jorku wcale się nie zmieniła.

Nad Nowym Jorkiem zapadła noc. Miasto rozbłysło tysiącem świateł. Z romantycznego oglądania panoramy miasta nic nie wyszło, podobnie jak ze spokojnego, wieczornego spaceru do hotelu Plaza ponieważ nasza mała dama za żadne skarby nie chce jechać w wózku i całą Piątą Aleję jest przez nas niesiona na rękach. Ale czy jest się czemu dziwić? Kto chciałby na najsłynniejszej ulicy Nowego Jorku siedzieć w wózku? Przecież Nowy Jork trzeba chłonąć…

19 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA


Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial