Zamknij

Blogowe i podróżnicze podsumowanie 2019 roku.

Przyszedł czas na blogowe podsumowanie naszych podróży z 2019 roku. Nie można zacząć tego podsumowania inaczej niż słowami: to był wyjątkowy rok! O tak, wyjątkowy pod wieloma względami. Największa różnica i najbardziej niesamowita rzecz, jaka wyróżni 2019 rok to fakt, że to pierwszy rok, kiedy podróżowaliśmy we trójkę. Do naszej ekipy dołączyła Liwia, która dzielnie ruszała z nami w każdą podróż. Nie straszne jej były trudy lotów, przesiadek, długie zwiedzania czy nawet jazda na skuterze. Trzeba przyznać, że wyprawy z maluchem u boku to już całkiem inny rodzaj podróżowania. Wie to każdy rodzić niezależnie od tego, czy wyjeżdża ze swoim szkrabem nad polskie morze, inny kontynent czy tylko do babci miejscowość obok. Nasze rady na temat podróży z niemowlakiem zebraliśmy w tym wpisie.

Mimo że rodzicielstwo dało nam czasami w kość, to cieszymy się, że starczyło nam sił na podróże. Nie było idealnie: brak czasu na planowanie, brak czasu na pisanie i prowadzenie bloga, zmęczenie w podróży związane z ciągłym czuwaniem nad maluchem, brak chwili na odpoczynek, nieprzespane noce. To wszystko to jednak nic i mimo tych trudów powiem, że ten rok był niesamowicie piękny. Podróże podróżami, ale fakt, że można je dzielić z małym człowiekiem, sprawił, że odkrywanie świata ma dla nas teraz całkiem inny wymiar. I, mimo że czasami tęsknie za momentami, kiedy siedziałam z drinkiem w ręce, patrząc na leniwie przesuwające się po niebie chmury, to nie zamieniłabym tego, co mam za żadne skarby. Nawet na niekończącą się podróż dookoła świata.

 

2019 rok w liczbach

Ruszyliśmy w 6 podróży.

Postawiliśmy stopę na 4 kontynentach: Afryka, Ameryka Północna, Azja i Europa.

Odwiedziliśmy 10 krajów: Seszele, USA — Nowy Jork, Kanadę, Danię — Kopenhaga, Albanię, Macedonię, Kubę, Chiny — Pekin, Wietnam, Portugalię — Madera.

Odbyliśmy 28 lotów.

Przebyliśmy samolotem 80200 kilometrów.

2 razy okrążyliśmy ziemię.

W samolocie spędziliśmy 115 godzin.

W podróży spędziliśmy 65 dni, czyli ponad 2 miesiące.

Spaliśmy w 20 różnych hotelach oraz na łodzi, w pociągu, samolocie czy na lotnisku (i to nie jednym).

Luty – Seszele

Seszele to nasza pierwsza podróż w 2019 roku i pierwszy wyjazd z Liwią. Mała ma wtedy skończone 4 miesiące. Skaczemy na głęboką wodę, bo nie dość, że lot trwa (z Frankfurtu) 10 godzin, to do tego jako cel wybieramy kraj wyspiarski. Z punktu widzenia logiki rodzica — niebezpieczny, bo jedyny możliwy transport stamtąd to samolot.

Na Seszelach spędzamy dwa piękne tygodnie. Śmiejemy się, że to nasza, trochę spóźniona podróż poślubna. Zwiedzamy trzy główne wyspy: Praslin, Mahe i La Digue. Mimo że szybko odkrywamy, że nie jest to kierunek dla nas, to wyspy nas zachwycają. Liwia wspaniale znosi podróż i zmianę klimatu. Jest wręcz oczarowana ciepłem, nieskrępowaniem i różnorodnością, jaka ją otacza. Dla nas Seszele są odrobinę zbyt… nudne. Wyspy zwiedzamy na tyle, na ile pozwala nam obecność dziecka. Mahe i Praslin przejeżdżamy wzdłuż i wszerz samochodem. La Dique przechodzimy kilka razy na nogach. Odwiedzamy niesamowitą ilość plaż. Spacerujemy po dżungli. Szukamy wolno żyjących żółwi. I zachwycamy się cudownym klimatem wysp. Ta podróż uświadamia nam, że dla nas — rodziców, świat też stoi otworem, że jak się tylko chce to można i, że dziecko w niczym (no prawie) człowieka nie ogranicza.

 

Marzec – USA (Nowy Jork) i Kanada (Niagara)

Nowy Jork — spełnienie moich marzeń. Jak ja kocham to miasto. I to miłością od pierwszego wejrzenia. Co prawda marcowa pogoda w NY nas nie rozpieszcza, ale za to spokojnie możemy chować się w muzeach. Ta podróż to dziesiątki kilometrów spacerów ulicami miasta, setki zachwytów nad kadrami, które znamy z seriali i filmów, uliczne hot-dogi, cienie wieżowców, wiosenne słońce w miejskich parkach…

Nowy Jork to niesamowite miejsce. Mimo że spędzamy w nim niecały tydzień, to staramy się wycisnąć z tego pobytu jak najwięcej. Pierwsze śniadanie zjadamy w Central Parku, który od razu skrada nasze serca. Wjeżdżamy na Empire State Building i The One, aby zobaczyć panoramę miasta z góry. Odwiedzamy Metropolitan Museum of Art, The Museum of Modern Art (MoMA) i American Museum of Natural History. Tym samym mamy okazje nacieszyć oczy jednymi z największych zbiorów dzieł sztuki na świecie. Odwiedzamy też najsmutniejsze miejsce w Nowym Jorku — Word Trade Center i upamiętniające zamachy muzeum Memoriał 9/11… Już na samo wspomnienie tego miasta chcę tam wrócić. Dla mnie zobaczenie Nowego Jorku to bezapelacyjnie była najwspanialsza podróż 2019 roku.

Marzec – Kanada i Wodospad Niagara

Wracając do Polski mamy dzień w Toronto. Decydujemy się pożyczyć samochód i zobaczyć Wodospad Niagara. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Podróż pod granicę trwa niewiele ponad godzinę. Korzystając z nadmiaru czasu, decydujemy się zobaczyć wodospad zarówno od strony Amerykańskiej, jak i Kanadyjskiej. Wrażenia — ogromna ilość wody, huk, zimno, wilgotno i przekonanie, że na zdjęciach wygląda to jakoś tak bardziej imponująco. Zdecydowanie lepszy widok na ten cud natury mają Kanadyjczycy. To z ich strony widać tzw. podkowę, czyli największą część wodospadu. Pogoda nie pozwala nam na spacery wokół Niagary, bo wilgoć potęguje dodatkowo uczucie chłodu. Część rzeki jest skuta lodem. Cieszymy się jednak z tego, że udaje się nam tam być i zobaczyć to (jakby nie było) jedno z popularniejszych miejsc na świecie.

Marzec – Kopenhaga

Kilkugodzinny postój w Danii daje nam okazje do spaceru po Kopenhadze. Dla mnie jest to druga podróż do tego miasta. Dzień spędzamy na kopenhaskich uliczkach, odwiedzeniu słynnej syrenki i kulinarnych doznaniach w lokalnych restauracjach. Minusem jest chłód, który znowu daje nam popalić i zmęczenie, które odczuwamy w drugim dniu powrotu do domu. Uważamy jednak, że warto ten czas spędzić na leniwym przechadzaniu się po Kopenhadze, niż na siedzeniu na lotnisku.

Lipiec – Albania

To była podróż „z dnia na dzień”. Jednego dnia nie wiedzieliśmy co zrobić z wakacyjnym czasem, a drugiego byliśmy już na Bałkanach. To był przypadek, choć przyczynił się do niego jeden z naszych zaprzyjaźnionych blogów. Najprościej mówiąc: loty do Albanii znaleźliśmy w dobrej cenie. W zasadzie nie tyle same bilety ile zorganizowane przez biuro wyjazdy (koszt 1000 zł za osobę). Była to tańsza opcja niż kupowanie osobno przelotów i hotelu. Tym właśnie sposobem niespodziewanie znaleźliśmy się na albańskiej ziemi. Spędziliśmy 7 dni na zwiedzaniu tego niesamowitego i bardzo niedocenianego kraju. Zobaczyliśmy jeziora, góry, wąwozy, bunkry i ogromnie urokliwe wybrzeże. Szybko przekonaliśmy się, że Albania ma wszystko, co jest do szczęścia potrzebne.

O Albanii napisałam kilka postów. Kto chce sobie je przypomnieć musi kliknąć w ten link: Albania.

 

Lipiec – Macedonia. Jezioro Ochrydzkie.

Przy okazji wizyty w Albanii wybraliśmy się też na krótki, jednodniowy wypad do Macedonii. Może i mała to podróż, ale warto poświęcić jej, choć chwilę uwagi. Jezioro Ochrydzkie jest jednym z piękniejszych jezior w Europie. Na pewno może konkurować o miano najpiękniejszego jeziora Bałkanów. A my podczas tej krótkiej podróży mieliśmy okazję zobaczyć najsłynniejszą Macedońską cerkiew, zjeść pstrąga ochrydzkiego, przespacerować się uliczkami macedońskiego miasta i przepłynąć łódką po jeziorze ochrydzkim. Było warto. Macedonię wpisałam na listę krajów, które chcę odwiedzić i bliżej poznać.

Wrzesień – Kuba

Kuba to kolejne miejsce z mojej listy marzeń. Już dawno chciałam postawić nogę na tej pięknej karaibskiej wyspie. Okazja nadarzyła się wraz z promocją AirFrance i bardzo przystępnymi cenami (3200 zł za naszą trójkę). Kuba była też dla mnie najbardziej stresującym kierunkiem. Naczytałam się o tym kraju samych złych rzeczy i lista niebezpieczeństw, jakie nas tam czekają, spędzała mi sen z powiek. Na szczęście prócz niespodzianki z naszym wózkiem, który nie doleciał na czas, nic złego na Kubie nas nie spotkało. Baaa… okazała się ona dla nas niebywale przyjazna. Na pewno duża w tym zasługa naszego kierowcy Alexa, który włożył wiele wysiłku, aby pokazać nam prawdziwe oblicze wyspy. Przejechaliśmy 1300 km, zobaczyliśmy Dolinę Vinales, Zatokę Świń, Cienfuegos, przepiękny Trynidad i oczywiście Hawanę, pod której urokiem jestem do dziś. To była naprawdę niesamowita podróż.

Listopad – Wietnam

Listopad to podróż do Azji. Ach jak my tęskniliśmy za tym kontynentem. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo brakowało nam tego nocnego życia na ulicach, street foodów, lokalnych środków transportu, zapachów (nawet tych nieprzyjemnych), azjatyckiego słońca. Wietnam od jakiegoś czasu był w czołówce miejsc, które chciałam odwiedzić i bardzo namawiałam Wojtka na tę podróż. Nie było Wietnamu w planach na 2019 rok, ale pojawiły się bilety w niezłej cenie (3700 zł za naszą rodzinkę) i już nie mogliśmy się oprzeć. Powrót do Azji uświadomił nam, że jest to zdecydowanie nasz ulubiony kontynent.

Dwa tygodnie (niestety tylko tyle) niesamowitej podróży po tym pięknym kraju. Od północy do południa. Udało się nam przespać na łodzi w zatoce Ha Long, przepłynąć się wietnamskimi rzekami, przejść się ulicami pełnymi latarni w Da Nang, pojeździć na skuterach, zwiedzić świątynie zagubione w dżungli, odwiedzić Sajgon, zobaczyć Deltę Mekongu… Ogromna ilość wrażeń i niesamowita radość z tego, że znowu tu jesteśmy. Dwa tygodnie to zdecydowanie za mało na Wietnam. Dlatego też na pewno tam wrócimy.

Listopad – Chiny.  Pekin w dwa dni.

Przelot do Wietnamu przez Pekin pozwoliła nam na to, aby spędzić w stolicy Chin dwa dni. Taka możliwość w podróży to szansa, której nie mogliśmy przegapić. Jeden dzień poświęciliśmy na zobaczenie Wielkiego Muru Chińskiego i muszę przyznać, że choć sama budowla nie jest tak imponująca, jak myślałam, to świadomość zobaczenia jej na własne oczy była ogromnym przeżyciem. Nawet, teraz kiedy to piszę, nie mogę uwierzyć w to, że udało mi się postawić nogę na tej budowli. Mimo tak krótkiej podróży zobaczyliśmy Pałac Letni (niesamowicie piękne miejsce) i Zakazane Miasto, pospacerowaliśmy ulicami Pekinu, odwiedziliśmy plac Tian’anmen, pojeździliśmy chińskim metrem, kupiliśmy kilka pamiątek „made in china” i… okropnie zmarzliśmy.

Chiny to inny świat. Nagłe zderzenie z całkiem obcą rzeczywistością. Czy pozytywne? Wojtek twierdzi, że nie. Pekin go nie zachwycił. Ja uważam, że ta podróż, mimo że była krótka, to zrodziła we mnie chęć poznania Chin bliżej. Jestem przekonana, że ten kraj ma ogromnie dużo do zaoferowania. Trzeba się tylko przebić przez jego nieprzyjemną powierzchowność. A poza tym, nigdzie indziej nie byliśmy takimi celebrytami jak tam.

Grudzień – Madera.

Czy można się zmęczyć podróżami? Oj można. Między powrotem z Wietnamu a wylotem na Maderę mieliśmy tylko 1,5 tygodnia przerwy. Byliśmy już szczerze stęsknieni za domem i odrobiną spokoju. Dosłownie żałowaliśmy zakupu biletów na Maderę (znowu była świetna cena – 900 zł za naszą trójkę). Doszłam już do takiego mistrzostwa w pakowaniu, że poszło mi to tym razem błyskawicznie. Zresztą co zabierać do cywilizowanego, europejskiego kraju, w którym są sklepy i apteki? Po Kubie i Wietnamie nic już nie było mi straszne. To była też pierwsza w tym roku podróż bez żadnego planu. Zwyczajnie nie miałam, kiedy go przygotować. Najbardziej cieszyło mnie to, że przez cały tydzień mieliśmy jeden nocleg i nigdzie nie musieliśmy się przeprowadzać. Mimo zmęczenia całym podróżniczym rokiem nie mogliśmy dać na luz i wycisnęliśmy z Madery, ile się tylko dało.

Plany na 2020 rok.

Po pierwsze wracam do pracy. Tak, tak, po skończonym urlopie macierzyńskim, wykorzystaniu wszystkich zaległych urlopów wypoczynkowych pora wrócić do pracy. Trochę już zatęskniłam za dorosłymi ludźmi. Tymczasem Liwia rozpoczyna przygodę ze żłobkiem. A w podróżach? 26 dni urlopu mocno ograniczy nasze wyjazdy, więc może wreszcie trochę odpoczniemy. Planujemy też jeszcze jedną sporą zmianę w naszym życiu, ale na razie o tym cicho sza. I z racji, że ten 2019 rok był dla nas bardzo łaskawy, to odpukujemy trzy razy w niemalowane, żeby się ta dobra passa nie odwróciła.

Poza tym mamy już rozplanowany podróżniczo pierwszy kwartał roku i tak w lutym ruszamy do Bostonu, zahaczając przy okazji o Hiszpanię i Madryt. Marzec to powrót do USA na słoneczną Florydę. W kwietniu zobaczymy, jak kwitną wiśnie w Japonii i zajrzymy na Kreml. Reszta roku jest dla nas samych wielką niewiadomą…

Są jeszcze plany związane z blogiem, czyli postaram się opisać wszystkie podróże z 2019 roku. I za to proszę, trzymajcie mocno kciuki. Dajcie znać w komentarzu, jaki był Wasz 2019 rok? A może macie już plany na 2020?

 

A na koniec filmowe podsumowanie roku:

 

 

Podziel się linkiem:

Komentarze

  1. Magda
    Magda
    1 lutego, 2020 11:04 pm Odpowiedz

    Wow coś pięknego, wspaniałe przeżycia i wspomnienia na całe życie życzę kolejnych cudownych podróży ❤️

  2. 26 stycznia, 2020 12:26 pm Odpowiedz

    Też w tym roku sporo jeździliśmy, jednak bardziej po Europie. Marzy mi się cieplejszy klimat w tym roku 🙂 Ilość Waszych podróży jest imponująca 🙂

  3. 14 stycznia, 2020 8:41 am Odpowiedz

    Bardzo mnie cieszy, ze od najmlodszych lat, a w zasadzie miesiecy, uczucie Liwie miłości do swiata i zabieracie ja ze soba. Mieliscie wspaniały rok, z reszta widzialam juz Wasze podsumowanie na YT, pieknie! I trzymam mocno kciuki za posty z podrozy z 2019! Dacie rade! Buzka wielka!

  4. 13 stycznia, 2020 1:44 pm Odpowiedz

    Wow! To wszystko w jeden rok!? No ładnie, tylko pozazdrościć i życzy kolejnych tak udanych podróżniczo lat!

  5. 13 stycznia, 2020 11:36 am Odpowiedz

    Wow! Bardzo zazdroszczę ale tak pozytywnie. Jak to wszystko zaplanować? Ja dopiero zaczynam swoją przygodę z podróżami.

  6. Zdalna Kowalska
    Zdalna Kowalska
    13 stycznia, 2020 11:31 am Odpowiedz

    Inspirujące podsumowanie. Zjawiskowe widoki, ale skutecznie pochowaliście się na tych zdjęciach, bo Was na nich nie widzę 😉 Ech, a tak naprawdę to pękam z zazdrości. Piękne to.

  7. Paulina Wu
    Paulina Wu
    13 stycznia, 2020 10:36 am Odpowiedz

    Imponujący rok, tyle zwiedzić – gratuluję! 🙂

  8. 13 stycznia, 2020 2:48 am Odpowiedz

    Mi niestety w zeszłym roku nigdzie nie udało się pojechać, może ten przyniesie jakiś powiew świeżości 🙂

  9. 12 stycznia, 2020 1:46 pm Odpowiedz

    Pięknie i gratuluję pasjonującego roku 🙂 U mnie rok 2019 był głębokim rozwojem wewnętrznym, w tym zabieram się z plecakiem po Polsce z moim psiakiem. Wspaniałych wojaży w 2020 roku!

  10. 11 stycznia, 2020 9:08 pm Odpowiedz

    Wow!
    To jedyne co potrafię powiedzieć jak widzę wasze podsumowanie. Naprawdę genialnie, że mogliście tyle miejsc zwiedzić.

  11. 9 stycznia, 2020 3:40 pm Odpowiedz

    Piękny mieliście rok. Podróże – pierwsza klasa!

  12. 9 stycznia, 2020 2:26 pm Odpowiedz

    Macie co wspominać. Piękne miejsca odwiedziliście.
    Oby jak najwięcej było ich w tym roku.
    Wielce obiecujące podsumowanie.
    Pozdrawiam z Australii-)

  13. 7 stycznia, 2020 10:57 am Odpowiedz

    Liczby robią wrażenie! A ile czasu zabrały Wam sprawy organizacyjne?

  14. Ależ cudowne miejsca odwiedziliście! 🙂 Filmiki i zdjęcia mogłabym oglądać i oglądać. 🙂 Człowiek ma takie poczucie, że choć na chwilę się tam dzięki filmikom się i dzięki Wam przenosi. 🙂 Dosłownie nie mogę się napatrzeć. 🙂 mój rok nie był tak obfity, ale mimo wszystko cieszę się, że udało mi się zobaczyć po raz drugi moją “ukochaną” Sardynię. 🙂 Trzymam kciuki za Wasze dalsze podróże, bo zapowiada się Wam ponownie bardzo fajny rok. 😉 Pozdrawiam!

  15. 6 stycznia, 2020 11:27 am Odpowiedz

    Przyznam, że wygląda to imponująco. U nas było zdecydowanie skromniej (mniej) podróży. Mamy nadzieję, że 2020 będzie dla Was równie udany podróżniczo. 🙂

  16. 6 stycznia, 2020 10:28 am Odpowiedz

    Z listy z 2019 dwie pozycje nam się pokryły. Kopenhaga i Kuba, ale… O Kubie negatywne rzeczy? Jakie? Przecież tam jest szalenie bezpiecznie.

    Zazdroszczę Nowego Jorku i Central Parku, to moje marzenie na przyszłe lata.

    W Japonii się zakochacie, gwarantuję. Z tym, że ceny prawie jak w nowym Jorku 🙂

    Serdecznie pozdrawiam w nowym roku z Huaraz w Peru 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *