15 października, 2026
Argentyna — Iguazú, czyli bardzo głośne spotkanie z naturą
Podróż: listopad 2025.
Po brazylijskiej panoramie wodospadów przyszedł czas na argentyńskie Iguazú. Wiedziałam już, że będzie pięknie. Nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo w tym całym huku, wodnej mgle i tłumie ludzi przestaną mieć znaczenie wszystkie wcześniejsze zdjęcia.
Z Brazylii do Argentyny: granica też ma swój rytm
Na następny dzień wybieramy się na stronę Argentyńską i to już jest trudniejsze logistycznie. Przez granicę można tylko przejechać, a my nie mamy dokumentów i zgody na przekroczenie granicy samochodem z wypożyczalni. Zgodnie ze wskazówkami postanawiamy zostawić go po stronie Brazylijskiej i przejechać do Argentyny autobusem. Pierwszy problem to brak parkingu przy granicy. Kiedyś chyba był, ale jest remont i wszystko jest rozkopane. Pod samym budynkiem przejścia granicznego znajdujemy mały parking… Przez chwilę przyglądam się innym i zauważam, że każdy, kto tu parkuje, odjeżdża zaraz po załatwieniu formalności… ale cóż! Może nikt nie zauważy stojącego przez cały dzień małego Fiacika. Niestety zauważają… po powrocie za wycieraczką mamy wielki nakaz zapłaty na kwotę około 2000 PLN!
Ale jeszcze nieświadomi opuszczamy Brazylię i stajemy na przystanku autobusowym. Bez większych problemów przejeżdżamy przez argentyńską granicę (po drugiej stronie mostu) i wracamy do autobusu. Tak, tu miejscowe autobusy czekają aż pasażerowie przejdą kontrolę. Po stronie argentyńskiej kierowca wyrzuca nas na rozwidleniu dróg więc uznajemy, że trzeba złapać autobus do samych wodospadów. Kończy się na taksówce, która za 10 USD zawozi nas pod kasy. Po stronie Argentyńskiej bilety kosztują 45000 ARS, czyli jakieś 116 PLN.
Pociągiem i kładką do Gardzieli Diabła
Po tej stronie granicy zwiedzanie wodospadów wygląda podobnie tyle, że zamiast autobusów, dowozi nas pociąg z wagonikami. Też można wsiadać i wysiadać gdzie się chce. My jak zwykle jedziemy do końca… zależy mi na tym, aby zobaczyć Diabelską Gardziel od wewnątrz. Metalowymi kładkami idziemy ponad kilometr wgłąb rzeki, aż do momentu, kiedy jej gładka i spokojna toń znika w przepaści.
Wchodzisz na ostatni fragment kładki i… cały świat znika w bieli. Mgła unosi się jak para z ogromnego kotła, osiada na rzęsach, na ubraniu, na skórze. Woda spada tu z prawie 80 metrów, z siłą, która sprawia, że barierki drżą, a rozmowy stają się niemożliwe. Tęcze pojawiają się i gasną w ułamku sekundy… patrzysz na jeden z siedmiu przyrodniczych cudów świata…
Niestety radość z rozkoszowania się tym miejscem ginie w tłumie przepychających się osób. Może dobrze, że niewiele słychać, bo pewnie w powietrzu wisiałoby kilka słów powszechnie uważanych za wulgarne. Mimo to jest pięknie… monumentalnie. Po raz kolejny natura pokazuje swoje piękno.
To nie jest zwykły punkt widokowy. To serce Gardzieli Diabła — miejsce, gdzie czujesz, że stoisz na granicy dwóch światów: ludzkiego i tego, w którym rządzi tylko żywioł. Jest pięknie, głośno i mokro…
- Drogowskaz w stronę argentyńskiej granicy.
- Przejazd kolejką na argentyńskiej stronie parku.
- Argentyna — Pociągiem i kładką do Gardzieli Diabła.
Motyle, powrót i niedosyt
A potem wchodzimy w świat motyli… jest ich tu pełno. Latają dookoła jakby nie bały się ludzi. Liwia jest zachwycona. Poi motyle wodą, wsiada z nimi do pociągu. One odlatują i wracają… niektóre są wielkości dłoni.
Wracamy parkową kolejką w stronę wyjścia. W parku zostało jeszcze wiele tras do przejścia. Można zejść pod wodospad, pływać łódką, spacerować kładkami między kolejnymi kaskadami. Liwia jednak chce iść na basen. Boi się pływania pod wodospadami. Postanawiamy więc wracać — autobusem do miasta, potem kolejnym przez granicę. Przechodzimy kontrolę paszportową po stronie Argentyńskiej, ale przez granicę Brazylii autobus przejeżdża bez zatrzymania… I w tej chwili orientujemy się, że mamy pieczątki wyjazdowe z Brazylii, ale nie mamy wbitego wjazdu… zatrzymujemy więc kierowcę i… wracamy na granicę. Pierwszy raz w życiu wracam na przejście graniczne będąc już w kraju docelowym aby prosić o pieczątkę wjazdową.
No, a potem znajdujemy ten mandat… już nie wiem, czy mam śmiać się, czy płakać. Na szczęście udaje nam się zamienić go na pouczenie.
I tak oto kończy się nasza przygoda z wodospadami Iguazu… ja mam niedosyt. Brakło mi jeszcze spaceru, powolnego delektowania się tym miejscem… i trochę tej łódki, ale może uda się następnym razem…
- Argentyna — Motyle, powrót i niedosyt.
- Argentyna — Motyle, powrót i niedosyt.
- Argentyna — Motyle, powrót i niedosyt.
- Potężny nurt oglądany z argentyńskiej strony.
- Woda i mgła przy Garganta del Diablo.
- Motyle również potrafiły skraść uwagę.
- Wodna mgła i tęcza przy wodospadach.









