Zamknij

Apartamenty Szuflandia w Wiśle

Znudziło ci się nocowanie w murowanych pensjonatach, które swoją bryłą przypominają nudną i szarą figurę geometryczną? Chciałbyś gdzieś wyskoczyć na weekend, ale marzy Ci się miejsce z klimatem, pomysłem i nowatorskim designem? Chciałbyś zasypiać i budzić się z widokiem na las, góry i rozgwieżdżone niebo? No to właśnie znaleźliśmy takie miejsce! Nazywa się Szuflandia i znajduje się w Wiśle.

Z uwagi na fakt, że do kolejnej wyprawy zostało nam jeszcze trochę czasu, a od powrotu z Filipin minęła już wieczność, postanowiliśmy, że trzeba wyrwać się z miasta choć na weekend. Przeglądając oferty w Internecie i szukając jakiegoś miejsca z klimatem, trafiliśmy na Apartamenty Szuflandia. Szczęściem jakimś okazało się, że można spędzić tam jeden z wakacyjnych weekendów.

Apartamenty Szuflandia*

Środek Beskidzkich lasów. Z daleka od drogi głównej i nawet kawałek od bocznej. Gdzieś pod lasem, na stoku góry Kiczera, obok potoku i w pobliżu wyciągu stoją dwa przepiękne, drewniane domki. Z trzech stron otacza je las. W jednym znajdują się apartamenty dla par (dwuosobowe), w drugim dla rodzin (czteroosobowe). Ma być cicho, spokojnie i zdrowo. Apartamenty Szuflandia przypominają odrobinę skandynawskie klimaty, pomyślane są prosto, skromnie i w zgodzie z naturą. Jest w nich jakaś taka przytulna delikatność, która sprawia, że momentalnie człowiek czuje się w nich jak w domu. Trzeba zaznaczyć, że domki w całości wykonane są z drewna, a sporą część ścian apartamentów zajmują okna. Dzięki temu mamy pod dostatkiem dziennego światła.

Apartament Joy

Rezerwujemy apartament dla dwóch osób, Dostajemy pokój na drugim, najwyższym piętrze. Kiedy do niego wchodzimy, stajemy zaskoczeni i stwierdzamy, że wnętrze robi wrażenie. Jest prosto, surowo, naturalnie i klimatycznie. Ściany obite są brzozową sklejką, która okazuje się być niesamowicie wdzięcznym elementem wystroju. Mnie bardzo podobają się abażury do lamp, które wyglądają na ręczną robotę. Najważniejsze miejsce w pokoju — podwieszane łóżko, robi na nas takie wrażenie, że od razu się do niego pakujemy i stwierdzamy, że nigdzie już nam się nie chce ruszać. Przez ogromne okno widać las, nie mogę się doczekać, aż zajdzie słońce i będę mogła oglądać, gwiazdy leżąc w łóżku.

Jest wszystko czego potrzebujesz…

W apartamencie, prócz genialnego, podwieszanego łóżka znajduje się kuchnia z całkowitym wyposażeniem. Jest lodówka, płyta indukcyjna, zlew. Do dyspozycji jest komplet talerzy, sztućców i wszystko, co niezbędne do przygotowania posiłku. Jest też czajnik i herbata. W lodówce czeka na nas talerz winogron. W łazience znajdziemy mydło do rąk i oczywiście komplet ręczników. Pokój aż lśni czystością (w Szuflandii gości prosi się o niewchodzenie do pokoi w obuwiu, co zresztą bardzo się nam podoba). Jest też klimatyzacja (nie korzystamy), gniazdko do podłączenia telewizora (też nie korzystamy) oraz Internet bezprzewodowy.

Nam najbardziej zależy na ciszy i spokoju. Obie te rzeczy od razu znajdujemy w Szuflandii. Jest cicho, jak makiem zasiał. O tym, że pozostałe domki są zajęte, wiedzieliśmy tylko dlatego, że na parkingu stały samochody. Zaprałam laptopa, aby dokończyć post o Siquijor, ale nawet nie wyciągnęłam go z torby. Szuflania spełnia wszystkie warunki jako miejsce idealne do pracy, ale naprawdę uda się to tylko tym, którzy mają bardzo silną wolę.

Jest jedna jedyna rzecz, która w tym miejscu mi przeszkadzała. Jest nią światło latarni świecące w nocy. Okna podwieszanych sypialni na drugim piętrze wychodzą na parking, na którym stoi latarnia i słupki oświetlające ścieżkę. Świecą się one wieczorem i dają naprawdę intensywne światło. Niestety tym samym można zapomnieć o zasypianiu w całkowitej ciemności. Dla mnie ogromna szkoda, bo ciemność w nocy to rzecz, której ogromnie brakuje mi w mieście.

 

Jak spędzić czas w Szuflandii?

W zasadzie można nie wychodzić z łóżka i gdyby nie piękna pogoda to pewnie spędziłabym w nim cały dzień z książką w jednej ręce i kubkiem herbaty w drugiej. To chyba pierwsze miejsce, w jakim byliśmy, w którym nie byłoby mi smutno z powodu brzydkiej pogody. Większość apartamentów posiada tarasy, więc jeżeli kogoś pobyt bardzo rozleniwi, to może sobie rozłożyć leżak i odpoczywać.

Na terenie Szuflandii znajduje się też basen, który sam w sobie stanowi nie lada atrakcję. W upalny dzień nie jest nam nic więcej do szczęścia potrzebne. Dla amatorów kiełbasek na świeżym powietrzy jest grill i miejsce na ognisko. Na wyposażeniu znajdziemy wszystko, co jest nam do grillowania potrzebne.

W okolicy Szuflandii znajdują się też trasy piesze m.in. na Przełęcz Błękitek (684 m.n.p.m.), Wielką Czantorię (995 n.p.m.) czy Soszów (800 m.n.p.m). Aby ruszyć w drogę nie trzeba nawet wsiadać do samochodu, w zasadzie mieszka się przy szlaku. Podsyłamy Wam link do mapy z trasami i szlakami turystycznymi na stronie mapa-turystyczna.pl. Oczywiście w zimie miłośnicy białego szaleństwa mają pod samym nosem stok narciarski.

Jak spędziliśmy czas przez weekend, kiedy już opuściliśmy Szuflandię?

Odwiedziliśmy Wisłę. Może i wstyd przyznać, ale była to moja pierwsza wizyta w tym mieście. Jak to w tego typu miejscach turystycznych: jest deptak, jest sporo restauracji i knajp, budki z goframi, szwarc, mydło i powidło na kolorowych straganach. Przeszliśmy więc zatłoczoną ulicą 1 maja, nad którą góruje wieża Kościoła Ewangelicko Augsburskiego im. Piotra i Pawła. Zrobiliśmy sobie spacer przez Park Kopczyńskiego i bulwar księżycowy. Znaleźliśmy czytelnię na świeżym powietrzu i park legend i podań.

Skansen w Wiśle

A, że uwielbiamy skanseny, to nie mogliśmy sobie odpuścić. Muzeum Beskidzkie imienia Andrzeja Podżorskiego znajduje się w centrum Wisły, w budynku, w którym od 1974 roku znajdowała się stara karczma. Obecnie znajduje się w niej część wystawy, na której można zobaczyć m.in. przykłady sztuki ludowej, wygląd regionalnych strojów czy drewniane zabawki. Można obejrzeć przyrządy niezbędne w codziennym życiu i pracy. Jest także zrekonstruowany wygląd dawnej izby zwanej kurno — kurlawa chyli tradycyjne wnętrze chałupy kurnej z Beskidu Śląskiego.

Wewnątrz po lewej stronie chaty znajdował się piec o wymiarach metr na półtora. Pod piecem była zagroda, w której zimą trzymano drób. W pomieszczeniu było łóżko, ale spano także na ławach i zapiecku. Najważniejszy w izbie był stół, który w domu był miejscem uświęconym.

W osobnych, drewnianych budynkach znajduje się kuźnia, chałupa kumornika z kurlawym piecem oraz pasterska kolyba z koszorem – ogrodzeniem z tynin. Do tego jest też pasieka pszczelarska i zielnik. Do tego można także obejrzeć wnętrze klasy szkolnej. Skansen może do dużych nie należy, ale ma swój urok i jest naprawdę wart zobaczenia. Chaty stojące na dziedzińcu mają… niesamowity zapach. Wystarczy do nich wejść, zamknąć oczy i poczuć się jak parędziesiąt lat temu.

Skrzyczne – z widokiem na Beskid Śląski

Odpoczynek, odpoczynkiem, ale być w górach i ich nie zobaczyć to grzech. Ponieważ u niektórych Szuflandia wzmocniła potrzebę lenistwa, to w drodze kompromisu stanęło na wycieczce na Skrzyczne. Dlaczego Skrzyczne? Bo jest tam wyciąg krzesełkowy, który miał działać także w lecie i piękna panorama na okolice. Tylko nie doczytałam sobie, że w lecie działa tylko jego górna część wyciągu…

Wyobraźcie sobie jaka była mina Wojtka, kiedy na miejscu okazało się, że trzeba na własnych nóżkach pokonać trasę do górnej stacji. Skrzyczne ma tylko 1275 m n.p.m., ale jest najwyższym szczytem Beskidu Śląskiego. Ze Szczyrku prowadzą na górę niebieski i zielony szlak pieszy. Do przejścia jest raptem 3 i pół kilometra do górnej stacji kolejki (Pod Skrzycznem) lub 8 kilometrów na sam szczyt. My oczywiście wybieramy trasę do Pod Skrzycznem, gdzie mamy zamiar wsiąść, robimy jednak zasadniczy błąd, idąc pod nim, a nie kierując się na niebieski szlak. W każdym razie na górę docieramy, ciesząc po drodze oczy pięknymi widokami.

Na Skrzycznem znajduje się schronisko PTTK, jest też boisko do siatkówki czy możliwość pogrania w badmintona. W chatce obok urzęduję starszy pan, który chętnie rozegra z nami partyjkę w warcaby lub zrobi nam (za symboliczną opłatą) konkurs strzelania z wiatrówki lub łuki. Uwaga! Zasady zmieniają się w zależności od humoru gospodarza. Dla amatorów leśnych owoców, w okolicy Skrzycznego znajdują się całe połacie leśnych borówek (lub też jagód).

Duma Wisły…

Wracając ze Skrzycznego zatrzymujemy się na chwilę pod Skocznią imienia Adama Małysza w Wiśle — Malince. Jest tam możliwość wjechania na górę skoczni wyciągiem krzesełkowym. Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 8 zł. Kiedy my docieramy na miejsce, wyciąg już nie działa, oglądamy skocznie z dołu i dochodzimy do wniosku, że bez śniegu nie robi takiego fajnego wrażenia. Za to w Wisłę trafiamy na zawody młodych skoczków. Dzieciaki mające po kilka lat walczyły o puchar na Małej Skoczni Centrum znajdującej się przy głównej ulicy Wisły.

Na piwo do Cieszyna…

Kiedy nasz weekend w Apartamentach Szuflandia dobiegł końca, a upał był tak uciążliwy, że trudno już było wysiedzieć nad basenem, postanowiliśmy ruszyć w stronę domu. Po drodze, kiedy mijaliśmy drogę na Cieszyn, wpadliśmy na pomysł, że może warto zajrzeć do tego „podzielonego miasta”. Szybko okazało się, że Cieszyn jest całkiem ładnym i dość oryginalnym miejscem. Zrobiliśmy sobie spacer po Cieszyńskiej Wenecji — części starego miasta, która znajduje się nad brzegiem rzeki Młynówki. Małe domki zbudowane są nad samym jej korytem, a przerzucone nad nią mostki, kojarzą się z Wenecją i jej kanałami.