Kanion Osumi 1000krokow.pl
Albania,  Europa,  Podróże

Albania – Kanion Osumi i miasto Berat.

To nasz drugi dzień samochodowej wycieczki po Albanii. Po zobaczeniu Szkodry, Jeziora Szkoderskiego i Jeziora Koman postanawiamy ruszyć na południe Albanii. Tak wiem, nasz plan był całkowicie nielogiczny, ale kierowało mną praktyczne podejście. Wiedziałam, że Wojtek i Liwka po jednym dniu zwiedzania nie są jeszcze bardzo zmęczeni, więc świadomie wybieram jedną z dłuższych tras.

Tego dnia mamy w sumie do przejechania jakieś 300 km. Od miejscowości Corovode, w której rozpoczyna się Kanion Osumi dzieli nas 150 km. Po drodze mamy Berat, jedno z piękniejszych miast Albanii. Do samego końca nie wiem, czy najpierw zwiedzić Berat ryzykując, że nie dojedziemy do kanionu, czy może jechać znowu do najdalszego punktu i zwiedzać wszystko w drodze powrotnej. Po raz kolejny wybieram drugą opcję i znowu okazuje się, że był to dobry wybór.

Droga do Kanionu Osumi

Do Berat jazda idzie nam sprawnie i droga nawet się nie dłuży. Kiedy mijamy słynne „tysiąc okien”, podejmuję decyzje, że jedziemy dalej, w stronę kanionu. Wertuje przewodniki i blogi i tak naprawdę nie wiem do końca gdzie mamy się kierować, żeby ten kanion zobaczyć. Droga robi się coraz węższa i kręta. O dziurach nawet nie wspominam, ale przynajmniej te wstrząsy skutecznie usypiają Liwkę. W drodze powrotnej jestem tą drogą tak zmęczona, że czuję się jakbym cały dzień siedziała na rolercosterze.

Polican i legendy o fabrykach broni.

Mijamy miejscowość o nazwie Polican. Na pierwszy rzut oka całkiem zwyczajne miasto w Albanii. Miejscowi czujnie na nas zerkają, mamy wrażenie, że jesteśmy jedynym obcym samochodem przejeżdżającym przez Polican. Czym więc wyróżnia się to niepozorne miasto? W 1962 roku powstała w Polican Państwowa Fabryka Przemysłowa, która produkowała broń i amunicje. Podobno przez okres pięciu lat produkowano tutaj po 50 ton amunicji i broni dziennie. 50 ton… min, nabojów, granatów i karabinów… Fabryk nigdzie nie widzimy, podobno są ukryte w lasach. Po upadku komunizmu fabryka, która produkowała broń i amunicje zajęła się jej niszczeniem… podobno, bo nigdzie nie mogę znaleźć potwierdzenia tych informacji.

Çorovoda i punkty widokowe nad Kanionem Osumi.

Punkt widokowy nr 1

Docieramy wreszcie do miasta Çorovoda i tu zaczyna się problem, bo żadna z map nie ma sensownego oznaczenia i tak naprawdę jedziemy trochę na logikę. Kierujemy się na południe (SH72) i po minięciu miasta i przejechaniu kilku kilometrów docieramy do pierwszego punktu widokowego. Mieści się on przy sporym parkingu i polu biwakowym, jest tam też jakiś lokal z jedzeniem. Schodkami w dół i już jest się na pięknej platformie widokowej. Oczom naszym ukazuje się fragment kanionu Osumi (od zakrętu do zakrętu). Nie jest to duży fragment z całych 26 kilometrów kanionu, ale już człowiek wie, dlaczego Albańczycy nazywają to miejsce najładniejszym kanionem Europy.

Punkt widokowy nr 2 i legenda o pannie młodej.

Kolejny punkt widokowy nad Kanionem Osumi znajduje się przy samej drodze. Metalowe barierki i schodki są tak dobrze widoczne, że nie da się ich nie zauważyć. Minusem jest brak parkingu ale przy tak niewielkim ruchu spokojnie można zostawić samochód przy drodze. To tutaj znajduje się też Vrima e Nuses, czyli po polsku: dziura panny młodej. Cały czas byłam przekonana, że jest to rodzaj małej jaskini czy też groty, a tak naprawdę jest to dziura w skale, po której się chodzi. Nie da się do niej wejść, za to można do niej wpaść. 

Skąd ta nazwa? Wywodzi się ona z legendy, która mówi o pewnej pannie, która nie chciała zostać mężatką. A, że były to czasy, kiedy panna za dużo do powiedzenia nie miała, nie pozostało jej nic innego jak wznieść modły do Boga. Wszechmocny jej wysłuchał i kazał rozstąpić się kamiennemu kanionowi, tworząc dziurę, w której panna mogła się skryć przed swatami. Panna ślubu uniknęła, a dziura w Kanionie Osumi pozostała. Ponoć młode dziewczyny (zapewne już mężatki) przychodziły tutaj, aby szybko zajść w ciąże. Aby się to stało, musiały wejść do kamiennego otworu w ubraniach założonych na lewą stronę, a wyjść z niego w ubraniach założonych na stronę prawą. Nie sprawdzamy, czy w tej legendzie jest, choć ziarno prawdy, ale gdyby ktoś próbował, to proszę, dajcie znać.

Punkt widokowy 3 i stary most.

Tak naprawdę nie wiem, czy ten most jest stary, ale kiedy po nim chodziłam, to zastanawiałam się, kiedy jego deski się rozsypią. Jedno jest pewne: stąd rozpościera się piękny widok na Kanion Osumi. Jak tam trafić? Tu pomogła nam mapa maps.me, bo na niej ten punkt widokowy był oznaczony. Jadąc od Vrima e Nuses drogą na południe, po przejechaniu 1,5 km należy odbić w prawo. Po przejechaniu 200 metrów jesteśmy nad mostkiem (na Google maps jest on opisany jako Osumi Canyon Bridge). Droga wzdłuż kanionu ciągnie się jeszcze dalej na południe, nam zaczyna doskwierać głód i późna godzina. Wiedząc, że przed nami długi powrót postanawiamy wracać w stronę Beratu.

Kasabashi Bridge – moja wizytówka Albanii

Nie wiem, dlaczego właśnie Albania kojarzy mi się z takimi mostami, ale strasznie podoba mi się ten element krajobrazu i architektury, Kiedy mijamy Çorovoda, odbijamy w prawo i po 1,5 km jesteśmy pod jednym z takich mostków. Niby nic… zwykły kamienny most przewieszony nad niewielkim o tej porze potokiem, a człowiek od razu się cieszy, że znalazł takie miejsce. Pewnie w całej Albanii są setki takich mostów, ale nam udało się znaleźć tylko ten jeden. Albo aż jeden…

Berat czyli o co chodzi z tymi oknami?

Berat i okna to dwa słowa, które są z sobą nierozerwalnie związane. Już na spotkaniu z rezydentem słyszymy to określenie i szczerze mówiąc jeszcze sama nie wiem, o co z tymi oknami chodzi. Wszystko staje się jasne w momencie, kiedy pierwszy raz przejeżdżamy przez Berat… Na zboczu góry, zaraz za rzeką Osum znajdują się dziesiątki charakterystycznych białych domów z dużymi oknami. To dzielnica Berat zwana Gorica, którą zamieszkują głównie chrześcijanie.

Główną część Berat stanowi jednak jego północna część, czyli dzielnica Mangalem wraz ze wzgórzem zamkowym. Tam też kierujemy nasze pierwsze kroki. Samochodem wjeżdżamy na samą górę wzgórza, pod bramę od strony kas. Nie da się pomylić, gdyż na wzgórze prowadzi tylko jedna droga i kilka ścieżek. Jesteśmy tak głodni, że po przekroczeniu bramy i zapłaceniu po 100 Lek (3,6 zł) za bilet, siadamy w pierwszej napotkanej restauracji.

Wzgórze zamkowe

Kiedy wstajemy najedzeni, jest już dość późno. Ruszamy jednak w żółwim tempie na zwiedzanie cytadeli. Wózek kiepsko pcha się po brukowanych wąskich uliczkach, ale po tak obfitym obiedzie nie ma chętnego do noszenia Liwki na rękach. Wzgórze zamkowe to takie małe miasteczko usytuowane 187 metrów nad Berat i otoczone kamiennym murem. Wewnątrz murów znajdują się wąskie uliczki, kamienne domy, cerkwie i meczety.

Nasze zwiedzanie to bardziej spacer, wędrujemy pomiędzy kamiennymi budynkami, szukając opisanych w przewodniku miejsc. Wzgórze zamkowe ma niesamowity klimat i szybko sprawia, że chowam przewodnik i skupiam się tylko na widokach. Ponieważ poświęciliśmy Berat za mało czasu mam ogromne, wrażenie, że zwyczajnie nie jestem upoważniona, aby o tym mieście pisać. Czuję ogromny niedosyt związany z tym miejscem i żal, że nie mieliśmy okazji się w nim zanurzyć. Dlatego odsyłam Was po raz drugi do bloga Album z podróży do Beaty i Marcina, którzy w Albanii byli w tym roku i w Berat spędzili zdecydowanie więcej czasu i pięknie o tym mieście piszą.

A my przystajemy jeszcze na Moście Gorica skąd rozpościera się piękny widok na rzekę Osum, dzielnicę Gorica i majestatyczne szczyty gór. Wspaniale widać stąd słynne okna. Białe domki zbudowane jeden nad drugim z wielkimi oknami wyglądają niczym klocki lego. I już wcale się nie dziwie, dlaczego Berat uznawany jest za jedno z piękniejszych miast Albanii. Dzień chyli się ku końcowi, więc wsiadamy w auto i ruszamy w drogę powrotną do Durres.

Ciekawostka czyli dlaczego w Albanii na ścianach budynków wiesza się lalki?

Na koniec mam dla Was ciekawostkę. Jeżdżąc po Albanii, nie raz widzieliśmy lalki zawieszone na ścianach budynków. Kiedy pierwszy raz coś takiego zobaczyłam, to pomyślałam, że to jakieś biedne dziecko właśnie wypadło z okna. Dopiero po chwili rozpoznałam, że to lalka. Przyznam, że trochę upiorny to widok. W końcu udało mi się doczytać, o co z tymi lalkami (i pluszakami, bo temat tyczy się też ich) chodzi: chronią one Albańczyków od „syri i keq” – złego oka. Wierzą oni, że wszystkie nieszczęścia, jakie ich spotykają, są efektem rzucenia na nich klątwy. Przed klątwą bronią ich właśnie te zabawki. A kto może rzucić klątwę? Każdy: zazdrosny sąsiad, zawistna rodzina, a nawet obcy. Albańczycy po upadku komunizmu stali się bardzo zabobonni i efektem tego są właśnie te biedne lalki, misie, czerwone flagi, ale i wiązki czosnku, które można spotkać nawet na domach w Tiranie. Jak to się mówi: strzeżonego, pan Bóg strzeże.

Dla tych co nie widzieli nasz film z Albanii:

Można na nim zobaczyć zarówno Kanion Osumi jak i Berat.

10 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA


Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial