Antigua – miasto u stóp wulkanów.

Antigua, dawna stolica Gwatemali, największe wrażenie robi nad ranem. Kiedy ulice są jeszcze puste, a szczyty wulkanów niezakryte chmurami. Łazimy z samego rana po brukowanych ulicach. Nikt nas nie zaczepia, nie proponuje zakupu pamiątek, nie zachwala swoich dań. Nie musimy omijać biegających boso dzieci ani przekupek siedzących pod ścianami budynków. Słońce zaczyna świecić coraz mocniej, a my zastanawiamy się gdzie zjeść śniadanie i znaleźć chlebek bananowy. Antigua zachwyca w kilka minut.

O tym jak znaleźliśmy się w Ameryce Środkowej i dojechaliśmy do Antiguy możecie przeczytać w poście: Salwador i Gwatemala, czyli pierwsze chwile w Ameryce Środkowej.

Antigua – miasto położone u stóp wulkanów…

Antigua to szachownica ulic. Są one zaprojektowane jak od linijki, dzielą się na aleje (avenidas), które biegną z północy na południe i ulice (calles) które łączą wschód z zachodem. Każda ulica jest numerowana i każda ma dwie połówki. W centrum miasta znajduje się Parque Central. Jeżeli zdarzy Ci się kiedyś zgubić na ulicach Antiguy, podnieś głowę do góry i znajdź sylwetkę wulkanu Aqua – tam jest południe. Po obu bokach ulic stoją niskie budynki, są kolorowe i mało urodziwe. Muszą być niskie dla bezpieczeństwa mieszkańców, przez wieki regularnie były niszczone przez trzęsienia ziemi.

Nie ma tu wrzeszczących szyldów i reklam, nie ma wylewającej się na ulice tandety. Jest 3 listopada, chwile po godzinie 8 rano. Miasto budzi się pomału do życia, na ulicę wyjeżdżają budki z owocami i sokami, kobiety z koszykami pełnymi pamiątek, otwierają się sklepy i restauracje. Siadamy na ławce w parku i patrzymy na mieszkańców. Mają ciemne twarze poorane zmarszczkami, wiemy, że większość z nich jest potomkami Majów, ale nawet oni sami nie lubią się do tego przyznawać.

Życie w cieniu żywiołów.

Patrzymy na ludzi, którzy od pokoleń żyją w mieście regularnie niszczonym przez trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów. Nad Antiguą góruje sylwetka jednego z nich – Agua (Wulkan Wody). Nazwa pochodzi od znajdującego się w jego szczycie jeziora. Dzieli nas od niego 10 kilometrów. O tym, czy faktycznie w jego kraterze jest jezioro, raczej się nie przekonamy. Na Agua nie prowadza się turystów. To jego wybuch w 1541 roku i zalanie ówczesnej stolicy lawą błotną spowodowało, że narodziła się Antigua. Na zachód od miasta widać dwa masywy kolejnych wulkanów: AcatenangoFuego (Wulkan Ognia). Ten ostatni jest cały czas aktywny i każdej nocy widać jak wypluwa w niebo czerwoną lawę.

Antigua – miasto pełne lokalnego kolorytu.

Chyba wszystkie kobiety w parku są ubrane w lokalne stroje. Kolorowe, wielowarstwowe spódnice zwane cortes i bluzki – huipil są tkane ręcznie. Widzimy nawet kilkulatki biegające w tradycyjnych strojach. Nie wiemy, czy panuje tu taki zwyczaj, czy jest to robione z myślą o turystach. Co chwile ktoś do nas podchodzi, proponując zakup pamiątek: breloczków, portfelików czy chust. Wszystko wykonane ręcznie z tkanin, które od setek lat pokrywają te same wzory Majów. Teraz żałujemy, że nie daliśmy się ponieść szałowi zakupów, bo już nigdzie później nie widzieliśmy takiej ilości fajnych pamiątek.

Kiedy tak siedzimy w cieniu drzew, podchodzi do nas kilkuletni chłopiec trzymający w ręce koszyk i pyta, czy coś kupimy. Grzecznie odpowiadamy, że nie. Ale on nie ma zamiaru odejść i wcale nie zniechęca się naszą odmową. Wie już, że jeśli nie da się zbyć, to na pewno coś zarobi. Dla tych ludzi te kilka Quetzali (Quetzal to waluta Gwatemali, 1 GTQ = 0,5 PLN), to być albo nie być lub bardziej: zjeść, albo nie zjeść. To, co zarabiają przy sprzedaży pamiątek, nierzadko pozwala utrzymać całe rodziny.

Nie zapomnij o pamiątkach…

Należy pamiętać o tym, że gwatemalskie pamiątki to prawdziwe rękodzieło. Trudna sytuacja finansowa mieszkańców często sprawia, że przepiękne rzeczy można tu kupić w cenie tak niskiej, że ledwo zwraca się to, co zostało zainwestowane w ich produkcje. W końcu Wojtek wybiera kolorową bransoletkę z muliny za kilka Quetzali. Chłopak się cieszy i odchodzi. Kiedy jednak widzi, że mam problem i nie wiem jak zawiązać na nadgarstku ciut za krótką bransoletkę, wraca i sam to robi. Po czym uśmiecha się szeroko i odchodzi, szukać kolejnych klientów podśpiewując pod nosem.

W parku i na ulicach widzimy też wielu mężczyzn z małymi, drewnianymi skrzynkami i stołeczkami. To pucybuci. Prawdziwy mieszkaniec Gwatemali nie może sobie pozwolić na brudne buty. Tylko mali chłopcy noszą sportowe obuwie. Adidasy i sandały (nie daj boże japonki) to buty dobre dla Gringo (Gringo to lekko obraźliwe określenie turysty). Prawdziwemu Gwatemalczykowi nie przystoi nosić sportowego obuwia.

Parque Central – serce Antiguy.

Parque Central to centrum miasta i lokalnej społeczności. Kiedyś nazywano go Plaza Major, było to w czasach kiedy Antigua powstawała, czyli gdzieś w 1541 roku. Wtedy też wytyczono tu pierwsze ulice. Wcześniej, od 1527 roku stolicą było Ciudad Vieja, ale po czternastu latach miasto zniszczyła erupcja wulkanu Agua, a ludność zaczęła przenosić się do Antigui. Szczyt świetności miasta przypadł na rok 1717, Antigua przeżywała wtedy rozkwit, była najważniejszym miastem Ameryki Środkowej, pełnym pięknych zabytków, kolonialnej architektury i ludzi.

Wszystko to skończyło się w 1773 roku, kiedy to miastem wstrząsnęły dwa silne trzęsienia ziemi, a wulkan Fuego dał o sobie znać. To największe nazwano „siedemdziesiątym siódmym trzęsieniem”. Ponieważ w tamtych czasach uważano katastrofy naturalne za karę boską, po pierwszym wstrząsie mieszkańcy ruszyli na procesje i gorliwie wyznawali swoje grzechy. Niestety nie przyniosło to rezultatów i kolejne trzęsienie zniszczyło miasto. Jego mieszkańcy wraz ze swoim dobytkiem zostali zmuszeni do opuszczenia Antiguy (wydano oficjalne polecenie przeniesienia się w bezpieczne miejsce). Zadecydowano o założeniu nowej stolicy w Ciudad Gwatemala, a Antigua pomału popadała w zapomnienie i ruinę. Pomimo nakazu opuszczenia miasta część ludzi wracała i próbowała tu żyć normalnie, odbudowywali zniszczone domy po to, tylko by przeżyć kolejne trzęsienie ziemi. I kolejne. Tak aż do roku 1976.

…i najlepszy punkt obserwacyjny 🙂

Siedzimy na ławce w parku i patrzymy na fontannę, przy której bawią się dzieci. Mali potomkowie Majów. Możemy tak siedzieć godzinami. Siedzimy tak też po zapadnięciu zmroku. Miejscowych jest równie dużo, jak w ciągu dnia. Tylko światła jest mniej, bo Antigua nie jest jakoś wybitnie oświetlona. Na ulicach pojawia się też więcej żebraków i chorych, wyciągają oni pomarszczone dłonie, prosząc o pieniądze. Niektórzy rozkładają prowizoryczne posłania i kładą się do spania pod murami Palacio de los Capitanes. Niby jest bezpiecznie, ale nie komfortowo. Dochodzimy do wniosku, że Parque Central najładniejszy jest z samego rana, kiedy pierwsze promienie słońca opierają się o bruk, a park i okoliczne budynki owiane są jeszcze resztką snu.

Każdy kto będzie kiedyś w Parque Central powinien poświęcić chwilę na to, aby obejrzeć wszystkie zakątki tego uroczego placu i parku. W czasach kolonialnych było to centrum władzy, religii i kultury. Były tu nie tylko urzędy, ale też plac targowy, miejsce, w którym odbywały się walki byków, wyścigi konne, parady wojska, publiczne chłosty, a nawet egzekucje. W 1704 roku ulice zaczęła pokrywać kostka brukowa, a w 1738 na środku parku stanęła fontanna. Fontanna, choć nie ta sama, nadal stoi w tym samym miejscu. A na obrzeżach placu mamy pozornie piękne budynki. Pozornie, bo z niektórych niewiele zostało. Ale to właśnie one świadczą o tym, jak dostojne było kiedyś to miasto.

Palacio de los Capitanes

Palacio de los Capitanes (Pałac Królewski tudzież Pałac Kapitanów) zajmuje całą południową stronę Parque Central. Nie da się nie zauważyć tego budynku. To typowy przykład architektury kolonialnej, z elegancka, dwupiętrową fasadą i 54 łukami. Jego budowę rozpoczęto w 1558 roku, a w 1678 dobudowano piętro. Budynek musiał być okazały, bo w tamtych czasach mieścił najważniejsze władze całej Ameryki Środkowej i to właśnie w tym budynku urzędowali gubernatorzy zarządzający Gwatemalą, Hondurasem, Salwadorem, Nikaraguą, Kostaryką oraz meksykańskim stanem Chiapas. Po trzęsieniu ziemi w 1773 roku, budynek został opuszczony i przeznaczony na magazyn. Zmieniło się to dopiero w roku 1939. Dzisiaj w Palacio de los Capitanes mieszczą się m.in. sale konferencyjne i muzeum. Wieczorem jego krużganki zmieniają się w noclegownie i przyciągają bezdomnych, którzy chronią się tam przed deszczem.

Palacio del Ayuntamiento

Po przeciwnej stronie Parque Central mieści się inny zabytkowy budynek: Palacio del Ayuntamiento (Pałac Rady Miejskiej). Mniejszy niż Palacio de los Capitanes, ale też dwukondygnacyjny i z równie pięknymi krużgankami. Uwagę przykuwają toskańskie kolumny z litego kamienia i wschodnia ściana, która pokryta jest rzeźbionym kamieniem (widok bardzo rzadki w Antigui). Patrząc na budynek, ma się wrażenie, że został zbudowany z dużych kamieni. W rzeczywistości jest to tylko rodzaj okładziny, która sprawia takie wrażenie. Budynek nadal mieści biura lokalnych urzędów.

Katedra San Jose

Najpiękniejszym i jednocześnie najsmutniejszym budynkiem przy Parque Central jest Katedra San Jose i jej ruiny. Pierwszy budowany w tym miejscu kościół powstawał z gruzów przywiezionych ze zniszczonej osady w Dolinie Almolonga. Dużo czytałam o tej świątyni ale jakoś do tej pory nie umiem uporządkować jej historii. Katedra powstawała na miejscu wcześniejszych budynków sakralnych, jej budowa była utrudniona przez trzęsienia ziemi. W końcu świątynia otrzymała status jednego z ważniejszych i piękniejszych kościołów kolonialnych Gwatemali. Później regularnie była niszczona (przez trzęsienia ziemi) i odbudowywana w różnym zakresie.

Tak naprawdę mowa tu o dwóch świątyniach… Od strony Parque Central, po kilku stopniach, przez przepiękną barokową fasadę z białego kamienia, wchodzi się do katedry. Schody zapełnione są ludźmi, kobiety w kolorowych strojach trzymają na głowach kosze z pamiątkami, dzieci chwytają się spódnic swoich mam, mężczyźni rozmawiają. W kościele odbywa się nabożeństwo, więc o zwiedzaniu nie ma mowy. Zaskakujące w tej świątyni jest to, że obecna nawa główna prowadzi w poprzek kościoła, więc wchodzimy trochę jak przez boczne wejście. Najprawdopodobniej jest to pierwsza od wejścia nawa poprzeczna dawnej bazyliki.

Ruiny katedry San Jose.

Aby jednak zobaczyć to, co najwspanialsze i poczuć ogrom tej świątyni, należy iść do wejścia bocznego, które znajduje się od jego południowej strony (5a Calle Oriente). Za wstęp płacimy po 16 GTQ (niecałe 8 zł). Zaraz za wejściem podchodzi do nas przewodnik i pyta, czy znamy hiszpański, bo chętnie opowiedziałby nam o losach Katedry. Niestety nie możemy skorzystać z jego pomocy i sami zaczynamy zwiedzać ruiny. To, co zostało z budynku, robi niesamowite wrażenie, ale też wywołuje ogromny smutek. Stajemy pomiędzy olbrzymimi kolumnami, które wyrastają wprost z trawy i unosimy głowy, patrząc na sklepienie z nieba. Kiedyś musiało to być przepiękne i imponujące miejsce, dzisiaj jest tylko wspomnieniem świetności Antiguy i przypomnieniem jak niszczącą moc mają żywioły.

Łuk Świętej Katarzyny

Chyba najbardziej charakterystyczne miejsce nie tylko dla miasta, ale też dla całej Gwatemali. Chyba każdy kojarzy przepiękne zdjęcia żółtego łuku łączącego dwie strony ulicy, z górującą za nim sylwetką wulkanu Agua. Marzyłam o tym, aby zrobić tam śliczne zdjęcia… jakie było nasze zaskoczenie, kiedy wjechaliśmy do miasta i zobaczyliśmy, że łuk jest zasłonięty rusztowaniami, a jego remont nie wygląda na taki, który ma się lada dzień skończyć. Łuk Świętej Katarzyny (Santa Catalina Arch) znajduje się na ulicy 5a Avenida Norte, powstał w XVII wieku, aby połączyć Klasztor Św. Katarzyny ze znajdującą się po drugiej stronie budynkiem.

W jednych źródłach znalazłam, że była tam szkoła, w innych, że klasztor należało powiększyć, bo mniszek było ponad sto i nie mieściły się w głównej części klasztoru. Być może obie te wersje są prawdziwe. Ponieważ zakonnice nie opuszczały murów konwentu, nad ulicą zbudowano przejście, aby uchronić je przed wychodzeniem na zewnątrz. Łuk celowo został tak zaprojektowany, aby przechodzące nim siostry nie były widziane z ulicy. Do dziś przetrwał tylko łuk, a w budynku klasztoru znajduje się Hotel Convento Santa Catalina Martir. Podobno wiszący na łuku zegar pochodzący z XVIII wieku musi być nakręcany co trzy dni.

Iglesia de La Merced

Kiedy staniemy pod łukiem, plecami do wulkanu, to na końcu ulicy widzimy żółty budynek, to kościół i klasztor La Merced, który szczyci się najbardziej misterną i imponującą fasadą w całej Gwatemali. Na żółtym tle widać drobno utkane niczym koronka, ornamenty z muszli i kwiatów. Wewnątrz świątynia jest skromna i całkowicie inna niż to, co zapowiada jej zewnętrzny wygląd. Jednak naprawdę pięknym miejscem są znajdujące się obok ruiny klasztor z dziedzińcem, na którym znajduje się największa w Ameryce Środkowej fontanna. O dziwo działająca. Aby zobaczyć klasztor i  krużganki trzeba wejść w bramę znajdującą się na lewo od głównego wejścia do świątyni. Wstęp to koszt 15 GTQ (ok. 7 zł). Będąc tam nie zapomnijcie wejść na piętro i zobaczyć widoku na wulkany (w godzinach porannych, później zasłaniają je chmury).

Iglesia de San Francisco El Grande

Kolejna, warta zobaczenia świątynia w Antigua to kościół San Francisco El Grande. Znajduje się on na południowym końcu ulicy 1a Avenida Sur. Jest to najstarszy działający w mieście kościół. W czasach swojej świetności był ogromnym centrum religijnym i kulturalnym. Mieściły się między innymi: szkoła, szpital, drukarnia czy sale muzyczne. Niestety tak jak i inne kościoły, ten także wielokrotnie był niszczony przez trzęsienia ziemi.

Na szczęście nadal możemy podziwiać przepiękną fasadę z oryginalnymi, kręconymi kolumnami. Ruiny tego klasztoru, porozrzucane po rozległych ogrodach należą do najbardziej imponujących w Antigua. My niestety dotarliśmy tutaj przed samym zachodem słońca i nie udało nam się zobaczyć klasztoru. Kościół San Francisco El Grande słynie też z grobu świętego Pedro de San Jose Bentancur, który ufundował w mieście szpital dla najbiedniejszych. Podobno dzięki temu świętemu dochodzi tu  licznych cudownych uzdrowień. W 1960 roku do świątyni powrócili jej założyciele – zakon franciszkanów i zajęli się jego odbudową.

Tanque La Union – pralnie miejskie.

Przed Convento Santa Clara (2 Avenida Sur) znajduje się niewielki skwer. Kiedy tu przychodzimy, jesteśmy jedynymi turystami. Siadamy na murku przed kościołem i obserwujemy mieszkańców. Na schodach, trawnikach, murkach i krawężnikach trwa handel, ożywione rozmowy i biesiadowanie. W pewnej chwili pojawia się policjant, kobiety szybko zwijają swoje prowizoryczne stoiska, a mężczyźni pakują swoje towary. Policjant powoli do każdego podchodzi i wymienia kilka zdań, nikomu nie wypisuje mandatów. Wszyscy spokojnie czekają, aż się oddali i z powrotem będą mogli rozłożyć swoje stoiska.

Na końcu skweru znajduje się budynek, a raczej konstrukcja składająca się z 22 łuków. To jakby zadaszone przejście z szeregiem murowanych koryt połączonych z większym zbiornikiem. To Tanque La Union – miejskie pralnie. Dawniej nie wszystkie domy miały dostęp do wody, więc w miejscach publicznych budowano tego typu pralnie. Ta, którą mamy okazje zobaczyć pochodzi z 1853 roku. Klasycystyczne łuki tworzą miejsce dla 22 komór, każda z nich ma specjalne miejsce na mydło i wnękę, w której piorąca może schować stopy tak, aby wygodniej się jej stało. Niedługo przekonamy się, że kobiety w Gwatemali piorą wszędzie: w jeziorach, rzekach, potokach, a czasami nawet w czymś, co my określamy mianem ścieku. Nigdy jednak nie spotykamy nikogo korzystającego z miejskich pralni i ani razu w czasie tej podroży nie trafiamy na pralnie, w których stałyby dostępne urządzenia piorące powszechnie zwane pralkami.

Cerro de la Cruz

Chyba każdy, kto wpisał w Internecie hasło: Antigua Gwatemala, zobaczył zdjęcie, na którym widać panoramę miasta z sylwetką wulkanu Agua i krzyżem. To widok ze wzgórza zwanego Cerro de la Cruz. Niewybaczalnym grzechem jest tu być i nie wdrapać się na to niewielkie wzniesienie. Z góry wspaniale widać szachownicę ulic, kolonialne budynki, Parque Central, kościoły i zabytki. Wulkan Agua jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy obrócić się w prawo (i odrobinę wychylić), aby zobaczyć sylwetki wulkanów Fuego i Acatenango. Widok jest naprawdę nieziemski.

Wcześniej miejsce to było nazywane Cerro del Manchen. Krzyż, który stał się jego symbolem, został tu postawiony dopiero w 1930 roku. Na wzgórze prowadzi alejka ze stopniami, teren jest zadrzewiony, są też ławeczki. Rano mijaliśmy osoby z psami i biegaczy. Wieść głosi, że przejście przez park jest średnio bezpieczne i zdarzały się tu napady. Podobno teraz miejsce jest już pilnowane przez policję. Ani policji, ani złodziei nie spotkaliśmy.

Aby wejść na Cerro de la Cruz, należy kierować się na północ ulicą 1a Avenida Nte. Za zabudowaniami zaczyna się chodnik prowadzący w lewo, w stronę wzniesienia, nie da się go nie zauważyć. Samo wejście na wzgórze to kilka minut szybkim marszem. Nie ma żadnej opłaty za wstęp. Można też dojechać na górę taksówką lub tuk-tukiem. Jeżeli zależy nam na zobaczeniu wulkanu Agua w całej okazałości to bezpieczniej wybrać się tu w godzinach porannych. Po południu jego szczyt będzie skąpany w chmurach.

Spędzamy w Antigua tylko trzy dni, spacerujemy po uliczkach, siedzimy i patrzymy na ludzi. Miasto można zwiedzać bez mapy i bez celu. Znajdziecie wiele ciekawych miejsc, do których my nie trafiliśmy. A może Wy odkryliście jakieś fajne miejsce, którego my nie znaleźliśmy?

Rady nasze (niekonieczne przydatne)
  • Nie zapomnijcie o wybraniu się na targ, który znajduje się zachodnim krańcu ulicy 3a Calle Poniente. W jego głównej części próżno jednak szukać pamiątek. Prędzej traficie tam dobre jedzenie. Pamiątki znajdziecie na końcu placu po jego prawej stronie.
  • Będąc tam, rzućcie okiem na terminal z busami. Tak wielu chicken busów w jednym miejscu możecie już nie znaleźć w Gwatemali.
  • Markety (supermarkety) są jedynymi sklepami w Antigua, w których znajdziecie ceny na wszystkich artykułach. Tu też kupicie najtańsze rzeczy począwszy od jedzenia, skończywszy na elektronice (ładowarki, przelotki etc.). Nawet jeśli wolicie robić zakupy w małych sklepikach, to warto w markecie zrobić rozeznanie ile co powinno kosztować. Supermarkety znajdziecie na zachodnich krańcach ulic: 5a Calle Poniente, Poniente i pomiędzy tymi ulicami, wzdłuż ulicy Alameda de Santa Lucia. Markety przypominają z zewnątrz małe sklepiki więc wejść nie jest tak łatwo znaleźć. Niezależnie od której ulicy wejdziecie, sklepy łączą się w środku w jeden duży supermarket.
  • Pamiątki można kupić w Nim Po’t (duży sklep m.in. z lokalnymi tkaninami) towary mają na sobie metki z cenami i można płacić kartą (adres: 5a Ave. Norte # 29, zaraz obok Łuku Świętej Katarzyny). Trochę nowsze wzornictwo (zwłaszcza na torebkach) można znaleźć w sklepiku Colibri, który mieści się pod adresem 4a Calle Oriente # 3B.
  • Nie zapomnijcie o tym, że Gwatemala słynie z jadeitu. Będąc w Antigui można zobaczyć muzeum tego kamienia, który Majowie uznawali za święty i sprowadzali z rzeki odległej o 200 km. Z jadeitu nadal ręcznie wykonuje się przepiękne ozdoby i biżuterię. Niestety pamiątki te mają jeden minus – są dość drogie. Casa del Jade – sklep, fabryka i muzeum Jadeitu mieszczą się pod adresem: 4 Calle Oriente # 10. 
  • Jeżeli nie bawią Was błyskotki to można zajrzeć do Muzeum Czekolady (4a Calle Oriente # 14) czynne od 10:30 do 18:30.
  • Można też odwiedzić jedną z plantacji kawy (np. Caoba Farms, 5a. Ave. Final sur Sobre Puente Pensativo, Antigua). W samej Antigui jest wiele kawiarni i palarni kawy. Warto spróbować jak smakują świeżo mielone ziarna, które są taką dumą mieszkańców.
a i jeszcze nie zapomnijcie…
  • Obowiązkowo trzeba spróbować chlebka bananowego! Tego smaku nie da się opisać słowami. Najlepszy kupimy u Dony Luisy w piekarni niedaleko Parque Central – Dona Luisa Xicoteneatl, 4a Calle Oriente # 12. Można kupić połówkę chlebka, ale gwarantujemy, że wrócicie po resztę. Ciężko donieść go do hotelu.
  • Jeżeli chcecie wypić kawę z widokiem na dachy Antigui to możecie wybrać się do Sky Baru 😉 Cafe Sky mieści się pod adresem: 1a Avenida sur # 15, niedaleko kościoła San Francisco El Grande.
  • Jeżeli planujecie wysyłać kartki to zróbcie to z Antigui. Zarówno pocztówek, jak i poczty próżno szukać w innych częściach Gwatemali.

 

A na koniec (jeżeli w ogóle ktoś dotrwał do tego momentu) dorzucam jeszcze kilka zdjęć w Antigui:
  1. Odpowiedz

    bardzo ładne zdjecia

    • Monika, Styczeń 9, 2018, 3:32 pm

    Odpowiedz

    Wracamy za niecałe dwa tygodnie do Gwatemali po blisko 4 latach przerwy. Ciekawi jesteśmy czy znów nas zachwyci klimat tego miasta 🙂 bo zapamiętaliśmy go jako wyjątkowy!

  2. Odpowiedz

    Piękne zdjecia! Mam nadzieję, że kiedyś odwiedzę to miasto. 🙂

  3. Odpowiedz

    Cudowna fotorelacja! Antigua to piękne, kolorowe miasto z majestatycznym wulkanem. Dzięki za tyle fantastycznych wskazówek 🙂 Nam muzeum czekolady i chlebkiem bananowym się rozmarzyłam!

    • Asia, Grudzień 21, 2017, 1:46 pm

    Odpowiedz

    Jak tam pięknie! Jestem zakochana w krajach latynoamerykańskich i mam nadzieję, że z czasem je wszystkie odwiedzę 🙂

  4. Odpowiedz

    Przepiękne miasto! Wygląda naprawdę niesamowicie… 🙂

    • Kisss, Grudzień 21, 2017, 7:52 am

    Odpowiedz

    Nie sądziłam, że miasta Ameryki Środkowej mogą tak zachwycać. Zdjęcia są super. Może wstyd się przyznać, ale nigdy nie słyszałam o Antigua (nie wiem jak to poprawnie odmienić) a i o Gwatemali mam niewielką wiedzę. Dzięki takim wpisom jak ten czuję się jakbym sama zwiedziła to miejsce.

  5. Odpowiedz

    Z Meksyku do Gwatemali już nie tak daleko, ale musi jeszcze poczekać :). Miasto robi wrażenie! Dzięki za ten wpis, na pewno wrócę.

    • Aneta, Grudzień 19, 2017, 8:35 pm

    Odpowiedz

    Wow, opis tego miasta robi wrażenie ! I zdjęcia są genialne.
    Stroje Majów wyjątkowo przyciągnęły moja uwagę swoimi kolorami. Przepiękne 🙂
    Nie było mi dane wychylić nosa poza Europe ale wszystkie kraje Ameryki Środkowej trochę źle mi się kojarzyły do tej pory. Z Twojego opisu jednak wynika, ze jest to bezpieczny i bardzo kolorowy kraj!

    • UNIVI, Grudzień 19, 2017, 7:47 pm

    Odpowiedz

    Przepiękne zdjęcia i całe mnóstwo ciekawych informacji 🙂 Nie miałam pojęcia, że to miasto może być aż tak interesujące, a zarazem intrygujące 🙂

  6. Odpowiedz

    Fascynujące miasto, koniecznie chciałabym się tam wybrać, zawsze przyciągały mnie takie miejsca, w których człowiek żyje w pobliżu wulkanów. 🙂

    • Sonia, Grudzień 19, 2017, 8:48 am

    Odpowiedz

    Dla mnie świetny klimat! Do tego te ruiny kościoła <3 Bardzo lubię takie miejsca i zawsze jestem ciekawa ludzi i ich życia 🙂 Narobiliście mi chrapkę na wyprawę w tamtym kierunku 🙂

  7. Odpowiedz

    Widać ogromny wkład pracy włożony w ten wpis. Jestem pod wrażeniem i tekstu, i miasta…!

  8. Odpowiedz

    Faktycznie interesujące miasto. Ogólnie dużo złego słyszy się o stolicach krajów środkowoamerykańskich, więc cieszy taka spokojna alternatywa. Właśnie. Jak kwestie bezpieczeństwa? Spotkałem się ostatnio z opinia że miasto zrobiło się nieprzyjemne, ale klimat Waszej relacji i zdjęcia pokazują że raczej ciągle jest w miarę spokojnie i bezpiecznie. No i zachęcająco. Chyba miejsce którego nie można pominąć będąc tam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA