Polski Dakar – Super Rally na piaskach Bukowna

Wyzwania są dla tych, którzy ruszają w drogę. Marzenia dla tych, którzy zostają w domu”. Therry Sabbin

Mówi się, że marzeniem każdego kierowcy rajdowego jest Dakar. Rajd, który jest największym wydarzeniem w świecie sportów motorowych. Owiany legendą, katorżniczy dla samochodów i załóg, niszczycielski dla sprzętów i zdrowia zawodników, a przy tym upragniony niczym wygrana w totolotka. Rajd stworzony przez wizjonera — szaleńca Thierrego Sabine, który wpadł na pomysł tej imprezy, kiedy sam ledwo uszedł z życiem w piaskach Sahary. Dakar w jego zamyśle nie miał być zwykłym ściganiem się przez dwa kontynenty, a czymś na miarę duchowego przeżycia, w którym człowiek walczy ze swoimi słabościami w ekstremalnie trudnych warunkach. Ideą zawodów miała być uczciwa walka, żelazna dyscyplina, niezłomność charakteru i duch przygody. My o Dakarze możemy marzyć… to trochę tak jak marzy się o przepłynięciu wpław Kanału La Manche albo o zdobyciu wszystkich ośmiotysięczników. Niby nie ma rzeczy niemożliwych, ale wiemy, że niektóre z nich są poza naszym zasięgiem. Przynajmniej na razie…

Póki co mamy swój własny, mały Dakar. Tak bowiem reklamowana była siódma runda MoneyWell Investment Kager Super Rally w Bukownie. Co takiego Bukowno — małe miasto w powiecie olkuskim, ma wspólnego z Dakarem? A no właśnie, że coś ma i nie jest to tylko jedna rzecz…

Po pierwsze piach. Co prawda różnica jest spora i wie to każdy, kto kiedykolwiek postawił swoją stopę na jakiejkolwiek pustyni (no może z wyłączeniem Pustyni Błędowskiej), piach w okolicy Olkusza, a ten na Saharze odrobinę się od siebie różnią. To trochę tak, jak gdyby porównać cukier w kostkach z cukrem pudrem, niby smakuje podobnie, ale konsystencja jakaś taka inna. Spora część trasy na obu odcinkach rajdu Super Rally prowadzi po piachu. Niestety, ku ogólnemu zasmuceniu zarówno uczestników, jak i kibiców, już bez niesamowicie fotogenicznego zjazdu do piaskowni (a ten odcinek był bardzo podobny do dakarowych tras). Piach wdzięczny nie jest, z równej jak stół trasy, już po dwóch przejazdach robiły się koleiny. Pod koniec rajdu były w niektórych miejscach tak głębokie, że jechało się jak w tunelu.

Po drugie: idea stworzenia ekstremalnie trudnej dla samochodów trasy. Z etapu na etap Bukowno jest coraz trudniejsze i coraz mocniej daje w kość samochodom. Igorowi, który w teamie Super Rally wyznacza trasy, udaje się to z mistrzowską precyzją. Bukowno było moim pierwszym rajdem, który przejechałam i do tej pory jest najczęściej jeżdżoną przeze mnie trasą w mojej krótkiej karierze pilota (można o jej początkach przeczytać TU). Było ciężko na początku, teraz jest hardcorowo. Żeby nie było nam nudno to, co edycje zmienia się kierunek, w którym jeździmy. Dodatkowo te, co równiejsze odcinki zamieniane są na coś, co momentami przypominało małe wąwozy. Na każdy kolejny rajd samochód jest coraz lepiej przygotowany, a mimo to mamy wrażenie, że jedzie się nim coraz trudniej.

Po trzecie: oba rajdy jest równie trudno ukończyć i na metę dojeżdża średnio co trzecia załoga. Nie bez powodu mówi się, że samym sukcesem jest ukończenie etapu Super Rally w Bukownie. Trasa jest niesamowicie wymagająca dla samochodów i przejechanie bez żadnej usterki graniczy z cudem. W naszej Suzuki Vitarze zaliczyliśmy podczas tego etapu dwie poważne awarie: urwaną poduszkę pod silnikiem (tylko dzięki pomocy Daniela Witasika, który w swoim serwisowym samochodzie znalazł i oddał nam potrzebną część, udało się usunąć tę usterkę w przerwie między sekcjami) i urwane mocowanie obu amortyzatorów z tyłu (na szczęście miało to miejsce na ostatniej, sobotniej sekcji więc dzięki uprzejmości właściciela najlepszego w Olkuszu warsztatu, w godzinę wszystko było przepięknie naprawione).

Niestety awarię nie opuszczały też innych załóg: Rober Rożek wraz z Marcinem Mrozem w swoim Suzuki Grand Vitara zaliczyli awarię układu chłodzenia. Na szczęście usterka ta została opanowana i załoga zakończyła rajd na pierwszym miejscu w swojej klasie Sport powyżej 150 KM. Wojtek KłakDawid Patruś w swoim Jeepie Grand Cherokee uszkodzili przedni napęd, co uniemożliwiło im dalszą walkę o podium, a tym samym o wyniki w generalce. Daniel Witasik i Michał Poczęty, których Suzuki Vitara trzymała się dzielnie, zaliczyli na ostatnim przejeździe awarię sworznia, czego efektem było urwanie przedniego, prawego koła. Na szczęście zdobyta na wcześniejszych przejazdach przewaga nad konkurentami pozwoliła im spokojnie ukończyć rajd na pierwszym miejscu w klasie Super Sport do 150 KM. Szczęścia nie mieli też Arkadiusz KrzemieńPiotr Marzec, którzy nie dość, że urwali jakąś ważną sprężynę, którą na szczęście pospawali, to na trasie musieli zmieniać koło.

fot. Przemysław Michalski

fot. Przemysław Michalski

W naszej klasie, czyli Sport do 150 KM, debiutująca załoga w składzie Paweł WoźniakMaciej Banek także nie objechali rajdu bez usterek, dopadła ich, a raczej ich Suzuki Vitare, awaria przewodu doprowadzającego paliwo do pompy, a później wtyczki do sterowania silnika. Efektem tego była kilkunastominutowa strata na przejeździe pierwszego odcinka i spadek w tabeli wyników. Na ostatnim odcinku Konrad Gola jadący z Hubertem Smugą, w swoim niezniszczalnym Patrolu, zaliczyli awarię przewodów olejowych. Niezawodny dotychczas Nissan zadymił, stanął w piachu i do mety nie dojechał. Przez to chłopaki spadli o dwa miejsca i rajd zakończyli poza podium. Najwięcej awarii miało nowe w Super Rally Mitsubishi Pajero Pinin prowadzone przez przesympatycznego Piotra Ozimka, pilotowanego przez Jacka Remiszewskiego, które zaliczyło chyba wszystkie choroby wieku dziecięcego w tym awarię układu kierowniczego i amortyzatorów. Na domiar złego Pinin zaliczył dwie małe kolizje (z tego co kojarzę to obie z drzewami), tym samym przeszedł całkowity chrzest bojowy. Złoty medal za najlepszą stłuczkę zdobyła jednak załoga Konrad JarneckiMikołaj Macek, którzy swoją bezawaryjną Suzuki Vitara kolizję z drzewem zaliczyli… tyłem samochodu. O tak… piach ściąga. Chłopaków na podjeździe tak podbiło na koleinie, że wypadli z trasy jednocześnie zsuwając się z podjazdu i tyłem usiedli na sośnie, klinując się jednocześnie pomiędzy drugim drzewem. Nikt nie dał rady ich wyciągnąć prócz wspaniałej i niezawodnej załogi Unimoga. Wojtek BodzionyMariusz Gwizdowski jeszcze nigdy nikomu nie odmówili pomocy, a co ważniejsze jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby Unimog kierowany przez Wojtka nie dał rady pomóc. Chyba nie ma na Super Rally załóg, które z pomocy Unimoga nigdy nie korzystały. W każdym razie awarii było dużo więcej, to tylko te, które zdążyłam zauważyć i zapamiętać. Jeżeli kogoś pominęłam, to pod postem możemy otworzyć wątek, w którym rozpoczniemy licytacje rajdowych uszkodzeń w samochodzie.

Mimo że porównywanie Dakaru do Bukowna to jak ustawienie obok siebie Lamborghini i Fiata 126p, to oba te rajdy mają jeszcze dwie cechy wspólne. Pierwsza to coraz częstsza walka na Bukownie z ograniczeniami własnego ciała i bólem. Zdaję sobie sprawę, że mało kto teraz się do tego przyzna, ale chodząc po placu i rozmawiając z zawodnikami, bardzo często słyszałam, że Bukowno daje w kość fizycznie. I nie mówię tu o tym, że ręce od trzymania kierownic bolą tak, jakby zawodnicy ostatni tydzień robili tylko biceps na siłowni. Sporo osób odczuwało problemy z kręgosłupem, głową czy ból klatki piersiowej. Niestety nasze organizmy dostają w kość na tych wertepach, kręgosłupy przeżywają wstrząsy niczym przy wypadku samochodowym, a ból w czasie jazdy jest właśnie tego efektem. Zawodnicy jednak dzielnie zagryzają zęby, niektórzy przegryzają tabletkami przeciwbólowymi i wszyscy jadą dalej. Tym razem Bukowno oszczędziło nam jednego: walki z upałem. Pogoda, zwłaszcza niedzielna sprawiła, że zamiast przegrzania bliżsi byliśmy przemarznięcia.

Jest jeszcze jedna rzecz, która pokazuje podobieństwo obu rajdów, a raczej ukazuje, że szlachetne idee, które promować miał Dakar, są wiecznie żywe. Mówię tu o koleżeństwie i wzajemnej pomocy. Pewnie każdy pamięta historię z Dakaru, kiedy motocyklista Marek Dąbrowski oddał swój silnik Cyrilowi Despres, aby ten mógł nadal walczyć o pozycję w czołówce. Panowie dokonali zamiany swoich silników w obozie, bez wsparcia ciężarówek serwisowych i mechaników. Mimo że to zgodne z regulaminem, każdy z nich otrzymał po 15 minut kary. Obaj dojechali do mety; Dąbrowski na 80 pozycji, a Cyril Despres jako zwycięzca. Na każdym z etapów Super Rally patrzę na ogromną ilość podobnych sytuacji. Może nikt jeszcze nie zamieniał w bazie silników, ale pomoc przy naprawach, użyczanie części i narzędzi czy ogólne doradztwo i wsparcie psychiczne to rzecz powszechna i normalna.

A jak nam udał się rajd? Było ciężko i muszę przyznać, że cieszę się, że mamy już Bukowno za sobą. Minimalny plan dla nas mówił o tym, że musimy rajd ukończyć, aby utrzymać pierwsze miejsce w generalce. Od początku zdawaliśmy sobie sprawę, że jeden nasz błąd zniweczy pracę, jaką wykonaliśmy przez cały sezon. A Bukowno błędów nie wybacza. Kiedy na drugiej sekcji Wojtek zapytał mnie czy słyszę, jak coś się tłucze w samochodzie, powiedziałam mu, że jak dla mnie tłucze się wszystko, co może i do tego coś jeszcze podejrzanie świszczy. W bazie okazało się, że od tych wertepów nie wytrzymała poduszka pod silnikiem (informacja dla pań — jedyne co ta część ma wspólnego z poduszką to nazwa i fakt, że ma amortyzować silnik), silnik się tłukł, a przy okazji zerwał osłonę od wentylatora. Na szczęście większych strat nie spowodował i po szybkiej wymianie wszystko było jak nowe. W warsztacie naprawa taka trwa dwa dni i kosztuje dużo pieniędzy, na bazie Wojtek zrobił to sam, bez podnośnika i to w 20 minut (zawsze mówiłam, że mechanicy oszukują!). Jak już wcześniej wspomniałam cała ta operacja była możliwa dzięki temu, że Daniel pożyczył nam swoją część, całe szczęście, że jemu nie okazała się później potrzebna. Walczyliśmy więc dalej, robiąc całkiem dobre czasy, aż do ostatniego przejazdu w sobotę. Po zakończeniu pierwszego odcinka kochani kibice (dzięki Aguś) dali znać, że… ciągniemy za sobą oba amortyzatory. Zostały nam do przejechania 4 km, aby zakończyć dzień bez taryfy, i tu zaczął się dylemat: przejechać na spokojnie bez amortyzatorów czy poprosić o taryfę i oszczędzić auto. Decyzja zapadła, że jedziemy, tyle że powoli. Amortyzatory podpięliśmy na niezniszczalnych trytytkach i powoli objechaliśmy odcinek, robiąc czas gorszy o półtorej minuty (taryfa wynosiłaby jakieś 20 minut). Pierwszy dzień rajdowy zakończyliśmy gdzieś w okolicy piątego lub szóstego miejsca.

W niedzielę, z naprawionym mocowaniem amortyzatorów ustawiliśmy się dzielnie na końcu listy startowej. To na pierwszym odcinku dojechaliśmy Suzuki Konrada Jarneckiego, która zakleszczyła się pomiędzy dwoma sosnami i Pinin, które próbowało się wdrapać pod stromy podjazd, zaliczając kolejne drzewo. Objechaliśmy wszystkie sześć przejazdów bezawaryjnie, jechaliśmy swoje, nie męczyliśmy bardzo samochodu, zdawaliśmy sobie sprawę, że podium jest poza naszym zasięgiem. Okazało się jednak, że sosna zrzuciła załogę Konrada Jarneckiego z podium, a po awarii pomarańczowej bestii Konrada Goli na ostatnim odcinku przeskoczyliśmy w czasach na trzecie miejsce i zajmując tym samym miejsce na podium. I tutaj po raz kolejny sprawdziła się stara zasada rajdów samochodowych: jedzie się do samego końca. W naszej klasie pierwsze miejsce zajęła załoga, która jest niekwestionowanym mistrzem Bukowna i pogromcą piachów: Kamil MatyasikPiotr Raj. Im od samego początku nikt nie zagrażał. Drugie miejsce zajęli swoim niezniszczalnym i bezawaryjnym Nissanem Patrolem: Mateusz Piekiełko i dawno niewidziany na Super Rally Maciej Kozłowski, którzy nie dość, że nie zaliczyli żadnego drzewa, to nawet nie ubrudzili samochodu. Bezbłędna i bezawaryjna jazda (oraz błędy kolegów) zaprowadziła ich na drugie miejsce. A my całą tę piaskową burzę zakończyliśmy na naszym ulubionym, trzecim miejscu co jednocześnie oznacza, że w wynikach generalnych całej edycji SUPER RALLY 2016 zajęliśmy pierwszą pozycję.

mag_7156

A tak na koniec pozwolę sobie zacytować: „Koleiny były dla nas za szerokie, nie mieściliśmy się w nich, a jak już w nie wpadaliśmy, to nasze auto po prostu zawisało i nie było w stanie jechać dalej. Przypadków, gdy się zakopaliśmy w piachu i trzeba było tracić kilkadziesiąt minut, żeby się wygrzebać, już nawet nie liczę. Gdy raz po raz się zakopujesz, gdy raz po raz masz awarię i jesteś bezradny, bo nie masz części, nie jesteś w stanie naprawić auta, to przychodzą myśli, że po co się tak męczyć. Najbliżej rezygnacji byłem na odcinku, gdy strasznie rozbolała mnie głowa. Tak bardzo, że wydawało mi się, że eksploduje. Jechaliśmy z prędkością 30 km/godz., bo jak za bardzo przyśpieszaliśmy, to na każdej nierówności głowa mi pękała. Wtedy myślałem, czy na pewno warto poświęcać zdrowie aż tak bardzo w sytuacji, gdy nie walczymy już o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej”. Nie jest to cytat uczestnika Super Rally, ale Adama Małysza po ostatnim rajdzie Dakar… cóż wrażenia są podobne, tylko odcinki dłuższe. W każdym razie chodzą słuchy, że najlepsi w Dakarze nie daliby rady objechać Bukowna.

Chapeau bas koledzy : )

 

    • Ola, Październik 26, 2016, 12:12 pm

    Odpowiedz

    Niezłe wyzwanie! Super

    1. Odpowiedz

      O tak, wyzwanie jest 🙂 ale też i spora satysfakcja.

  1. Odpowiedz

    Wow! Super! 🙂

  2. Odpowiedz

    A potem widzę ogłoszenia typu: sprzedam vitarę, igła, pali na dotyk, dziadek jeździł nią tylko do kościoła 🙂
    [tylko wnuczek czasem wykradał się nią na rajdy]

    1. Odpowiedz

      W większości przypadków trudno jest pomylić samochód biorący udział w rajdach terenowych z autem zabranym z garażu dziadka. Nawet laik zauważy zmiany w tych pojazdach. Samochody są specjalnie przystosowane do rajdów i często przebudowane w całości oraz wzmocnione. Nasza Suzuka kupowana była od pana, który nawet nie wiedział, że ma w niej reduktor. Niestety mało osób, które ma nieprzerobione auta próbuje swoich sił w cross country, a szkoda bo być może ten sport znalazł by wtedy więcej miłośników.

  3. Na takie zawody Dakar chętnie bym się kiedyś wybrał. Piękne zdjęcia, ukazujące siłę i możliwości tych samochodów terenowych 🙂

    1. Odpowiedz

      Takie nasz „mały Dakar” jest w zasięgu ręki. Zapraszamy serdecznie, w przyszłym sezonie na pewno też odbędą się rajdy w Bukownie. Fajnie byłoby spotkać się na tym prawdziwym Dakarze i nawet mogła by to być ta Ameryka Południowa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA