Plan na Tajlandię

…czyli jak to się wszystko zaczęło. Marzy Ci się Tajlandia? Nie wiesz jak zrobić ten pierwszy krok i zaplanować swój samodzielny wyjazd do Tajlandii? No to koniecznie musisz przeczytać o tym jak nam się to udało!

Pewnego pięknego, grudniowego wieczoru, roku pańskiego 2015, gdzieś pomiędzy przyziemnymi rzeczami takimi jak deska do prasowania, a surfowanie po Internecie, któreś z nas wpadło na link do ofert z biletami lotniczymi na trasie Warszawa – Bangkok. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że lot był nie dość, że bezpośredni to jeszcze jego cena oscylowała w okolicy 500 PLN za osobę. Po sekundzie namysłu zostaliśmy szczęśliwymi posiadaczami biletów do Tajlandii. Po dwóch sekundach mieliśmy kompanów na ten wypad.

Do wylotu zostały nam prawie trzy miesiące, więc po przeglądnięciu cen biletów powrotnych postanowiliśmy wstrzymać się z ich zakupem, licząc, że bliżej marca znajdziemy coś w „przystępnej cenie”. W efekcie, około miesiąca przed planowanym wylotem kupiliśmy bilety powrotne na trasie Phuket – Kolonia za kwotę 900 PLN za osobę. Do tego doszedł lot na trasie Kolonia – Modlin za 65 PLN.

Przyszło nam też do głowy, że skoro będziemy już na Półwyspie Malajskim, to może warto zrobić sobie krótką przerwę od Tajlandii i zobaczyć coś jeszcze. W ten sposób zrodził się pomysł przerywnika w postaci odwiedzin Kuala LumpurSingapuru. Ot, taki weekendowy city break. Koszty biletów na trasie: Krabi-Kuala Lumpur-Singapur-Krabi, liniami AirAsia zamknął się w kwocie 400 PLN za osobę.

Czasu do wylotu było dużo, więc nikt nie śpieszył się z planowaniem zwiedzania. Skończyło się na tym, że 20 marca wsiedliśmy całą naszą czwórką do samolotu, a z naszych szumnych przygotowań skrystalizował się tylko ogólny zarys pobytu w Tajlandii. 

ekranwsamolocie

Plan był taki: spędzamy w Bangkoku trzy dni, po czym ruszamy na jedną noc do Kanchanaburi zobaczyć wodospady ErewanMost na Rzece Kwai, stamtąd zjeżdżamy na południe na wyspy w Zatoce Tajlandzkiej: Ko SamuiKoh Phangan, gdzie planowaliśmy spędzić trzy lub cztery dni. Następnie przemieszczamy się na Krabi, które miało stać się dla nas bazą wypadową do zwiedzania wysp Morza Andamańskiego. Ponadto 1 kwietnia mieliśmy z Krabi wylot do Kuala Lumpur. 2 kwietnia lot z Kuala Lumpur do Singapuru, a 3 kwietnia powrót do Krabi i dalsze zwiedzanie okolicy. Ostatnim punktem miało być dla nas Phuket, z którego 12 kwietnia mieliśmy wylecieć do Kolonii. 13 kwietnia czekał nas ostatni już lot do Modlina. Tam zostało nam tylko dostać się do Warszawy, odebrać z parkingu samochód i pokonać ostatnie 300 kilometrów, aby znaleźć się w domu.

Oczywiście wszystkie bilety kupione zostały tylko i wyłącznie z bagażem podręcznym. Jedynie w cenie biletu do Bangkoku mogliśmy zabrać ze sobą 20 kilowy bagaż rejestrowany. Niestety nie mieliśmy nikogo, komu można by było zawieźć jakieś prezenty, a, że wolimy testować lokalne alkohole, nie było też sensu wieźć naszych polskich wyrobów. Co do noclegów to na cały okres pobytu w Tajlandii nie zarezerwowaliśmy ani jednego miejsca. Najkrócej mówiąc: mieliśmy wysiąść w Bangkoku, a później jakoś to będzie. Jedyne rezerwacje noclegów zostały zrobione na noce w Kuala LumpurSingapurze. Tu przemówiła ekonomika czasu, na każde z miast mieliśmy przeznaczoną dobę, szkoda było połowę tego czasu spędzić na szukaniu miejsca do spania.

Warszawa Okęcie

Warszawa Okęcie

Jak to wszystko wyszło w praktyce, dlaczego nie zobaczyliśmy wodospadów, co stało się, że ominęliśmy Ko Samui, dlaczego zjawiliśmy się na Ko Lancie i ile trwało zastanawianie się, czy warto zamieszkać na Ko Phi Phi i zobaczyć Symilany… o tym wszystkim będzie tu można przeczytać już niedługo. Zapraszam Was więc w podróż po Tajlandii…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA