Azja,  Jordania

Petra – piękno wyciosane w skale.

Petra — jeden z siedmiu cudów świata nowożytnego. Kamienne miasto ukryte pośród skał i wyciosane w żółto-pomarańczowym piaskowcu. Miejsce owiane tajemnicą i ukryte przed wzrokiem ciekawskich. Petra — ukryte miasto zadziwiające ludzką wyobraźnię.

Jak Petra została odkryta

Jest końcówka sierpnia 1812 roku, młody szwajcarski badacz: Johann Ludwik Burckhardt jest w trakcie wędrówki z Syrii do Egiptu. Aby ułatwić sobie odkrywanie arabskiego świata, przyjmuje imię Ibrahim Ibn Abdullah, nosi tradycyjne stroje, a nawet przechodzi na Islam. Język arabski zna jeszcze z czasów studiów w Europie. Podczas wędrówki po Bliskim Wschodzie, gdzieś na południowym brzegu Morza Martwego słyszy, jak grupa Arabów opowiada o dolinie Wadi Musa, w której kryją się jakieś „starożytności”.

Burckhardt mówi swojemu beduińskiemu przewodnikowi, że obiecał złożyć na grobie Aarona (brata Mojżesza) ofiarę z kozła. Wie, że w dolinie Wadi Musa znajduje się jego grób. Nie wie tylko, gdzie jest wspomniana dolina. Przewodnik prowadzi Burckhardta w stronę litej skały, dopiero kiedy znajdują się w jej pobliżu, zauważa, że w skale jest głęboka rozpadlina. Beduin wprowadza go do środka i każe za sobą iść krętym, niemal pozbawionym słońca skalnym korytarzem.

Po prawie 30-minutowym spacerze Burckhard jako pierwszy Europejczyk staje przed czerwoną, wytwornie rzeźbiona fasadą Kashnetu, czyli Skarbca. Idąc dalej, znajduje się na głównej ulicy starożytnej Petry, na której od czasów krucjat, żaden europejczyk nie postawił swojej strony. W ten oto sposób zostało odkryte najbardziej romantyczne, zaginione miasto świata. To właśnie ta niedostępność była największym skarbem i zbawieniem Petry.

Petra – miasto wyciosane w skale

Kiedyś tętniące życiem miasto, dziś jedno z najsłynniejszych stanowisk archeologicznych świata — Petra. Miejsce to, znajdujące się w południowo — zachodniej Jordanii. Już w czasach prehistorycznych znajdowały się tu osady. Jednak miasto rozkwitło dopiero między III wiekiem p.n.e. a I wiekiem n.e. Było to zasługą Nabatejczyków — koczowniczego ludu arabskiego, którzy w IV w. p.n.e. osiedlili się na terenie Petry. Szybko odkryli, że ich miasto znajduje się na szlaku handlu korzeniami i wonnościami z Azji Wschodniej do miast basenu Morza Śródziemnego i stworzyli królestwo bogate i potężne. Kluczem do ich sukcesu była umiejętność kontrolowania i przechowywania wody. W 106 roku n.e. Petrę zajęli Rzymianie, w IV wieku pojawili się Chrześcijanie, w VII wieku Muzułmanie, aż w XII wieku Petrę zajęli Krzyżowcy. Od tego momentu Petra zaczęła popadać w zapomnienie, aż do 1812 roku…

My przyjeżdżamy do Wadi Musa (miejscowości, w której znajduje się wejście do Petry), z pustyni Wadi Rum. Droga jest prosta i wygodna, 104 kilometry przejeżdżamy w jakieś półtorej godziny. Zatrzymujemy się w Peace Way Hotel. Jest to miejsce godne polecenia, z czystymi wygodnymi pokojami, gorącą wodą i bardzo dobrymi śniadaniami. Do tego po sąsiedzku znajduje się bardzo smaczna restauracja z lokalnymi daniami. Za obiad dla dwóch osób płacimy od 12 do 15 JOD (60 – 75 zł).

Zwiedzanie Petry planujemy na wczesne godziny następnego dnia. Chcemy być jak najwcześniej, zanim zjadą się autokary z jednodniowymi wycieczkami. W Wadi Musa spotykamy tych, którzy są już po odwiedzeniu Petry. Wszyscy mówią, że spokojnie na zwiedzanie można poświęcić jeden dzień. Trochę nas to dziwi, bo przecież prawie każdy pisał, że dwa dni to totalne minimum na zobaczenie Petry. Dlatego też na wszelki wypadek w hotelu meldujemy się na dwie noce.

Petra… czas start!

Pod kasami w Petra Visitor Center zjawiamy się już koło godziny 7 rano. Nie ma kolejki, więc szybko kupujemy bilety. Za jednodniowy płacimy 50 JOD za osobę (252 zł). Mamy przy sobie paszporty, gdyby ktoś w kasie chciał sprawdzić, kiedy przyjechaliśmy do Jordanii lub zażądać od nas zakupu biletu za 90 JOD. Szybko jednak orientujemy się, że przecież skoro jesteśmy o 7 rano w kasie, to granicę musieliśmy przekroczyć dzień wcześniej.

Przy kasach biletowych znajdują się toalety i sporo sklepików z napojami, przekąskami i pamiątkami. Aby dostać się na właściwy teren Petry, trzeba okazać bilet i przejść przez bramki. Za nimi znajduje się parking z powozami i stajnie dla koni. W powietrzu roznosi się iście wiejski zapach, a uśmiechnięci Japończycy stoją w kolejce do bryczek. My z racji ideologicznego podejścia do pracy zwierząt w przemyśle turystycznym, nawet nie myślimy o powozach. Do czasu.

Dolina Bab al-Siq

To nazwa szerokiej doliny, która biegnie wzdłuż suchego koryta rzeki Wadi Musa.  Idziemy więc przepełnieni niecierpliwością, przez ten 900 metrowy odcinek. Co chwilę mijają nas pędzące z Japończykami powozy. Mamy okazję widzieć pierwsze rzeźbione w skale groby Nabatejczyków. Grób obeliskowyTriclinium Bab al-Siq (biesiadna sala grobowa), które znajdują się po lewej stronie wąwozu. Po jego prawej stronie widać skały dżinów, pionowe sześciany przypominające wieże, w których miały gościć duchy. Po przejściu 900 metrów droga schodzi lekko w dół i znika pomiędzy dwoma pionowymi skałami.

SIQ

Wchodzimy w zacieniony korytarz prowadzący pomiędzy dwoma pionowymi skałami, to właśnie on nosi nazwę Siq. Kiedyś przekraczało się wspaniałe i monumentalne wejście zwieńczone łukiem, do dziś przetrwały tylko jego pozostałości. Przed nami 1,25 km spaceru pomiędzy skałami, które w najwęższym miejscu są oddalone od siebie o zaledwie jeden metr. Idziemy patrząc na kanały wodne wykute w skałach, rysunki i fragmenty rzeźb. Kroczymy po bruku, który Nabatejczycy położyli już w I wieku naszej ery.  Jednak to sam w sobie Siq robi największe wrażenie.

Za każdym razem, kiedy wychodzimy zza zakrętu mamy nadzieję zobaczyć ten najpiękniejszy i najsłynniejszy widok w całej Petrze. W końcu widzimy jak zza rozstępujących się skał wyłania się coś, co zapiera nam dech w piersiach. I oczom naszym ukazuje się Skarbiec…

Skarbiec Faraona – Al-Khazna Firun/Al-Chazna

Wysoka na 43 metry fasada Skarbca to najsłynniejszy (choć wcale nie największy) zabytek Petry. Został wykuty na przełomie I i II w. n.e. Jest to monumentalny grobowiec, który był najprawdopodobniej miejscem pochówku nabatejskiego króla Aretasa III (lub też IV). Jest to najbardziej charakterystyczny typ grobu nabatejskiego: misterna fasada pokryta licznymi ornamentami. Do wnętrza budowli prowadzi wejście o wysokości 8 metrów. Legenda głosi, że w czterometrowej urnie, która wieńczy fasadę Skarbca, został ukryty skarb faraona. Na fasadzie można dostrzec ślady po kulach wystrzelonych przez śmiałków, którzy mieli nadzieję przedziurawić urnę i w ten sposób zdobyć słynny skarb. Ogrom budynku widać najlepiej kiedy w jego pobliżu stoją ludzie.

Mimo wczesnej pory na placu przed Skarbcem znajduje się już tłum ludzi. Prócz turystów jest oczywiście masa Beduinów, którzy proponują swoje usługi jako przewodnicy, chcą nas zaprowadzić na punkt widokowy, dać nam się przejechać na wielbłądzie, sprzedać bransoletki i lub cokolwiek za „Łan dolar”. Nie ma co liczyć na kontemplowanie piękna tego miejsca w ciszy i spokoju. A szkoda, bo fasada budowli zmienia się wraz ze zmianą oświetlenia. Kiedy przed nią stoimy, mieni się barwami żółci i pomarańczu.

Co skarbiec kryje w swoim wnętrzu?

Niestety aktualnie nie można wejść do wnętrza Skarbca. Taka sytuacja ma też miejsce w innych największych zabytkach Petry. Starałam się znaleźć informacje o tym, jak Skarbiec wygląda wewnątrz, gdyż przewodniki raczej milczą na ten temat. Stojąc przed budowlą, można zobaczyć przedsionek znajdujący się za kolumnadą. Wysokie na osiem metrów wejście znajdujące się na wprost prowadzi do sali głównej. Po jego prawej i lewej stronie są mniejsze wejścia ustawione bokiem do kolumnady, które prowadzą do komór bocznych. Do dziś nie wiadomo do czego służyły te pomieszczenia. Dalej nasz wzrok już nie sięga.

Wewnątrz Skarbca…

Główna komora Skarbca (prowadzi do niej środkowe wejście) ma wymiary 11 na 12 metrów oraz wysokość 10 metrów. Podobno nie posiada żadnych ozdób. Na każdej ze ścian znajduje się ozdobne wejście do nisz, w których prawdopodobnie składano ciała zmarłych. Badacze twierdzą, że ciało króla złożone było w niszy znajdującej się na wprost wejścia głównego. Piszę „prawdopodobnie”, gdyż do dzisiaj nie wiadomo, jakie było ich przeznaczenie, podobnie zresztą jak całego budynku. Skarbiec w Petrze jest bowiem jedną z bardziej tajemniczych budowli na świecie. Nie dość, że nie znamy jego przeznaczenia, to nie wiemy nawet, kto był jego twórcą.

Spod Skarbca dalsza trasa zwiedzania prowadzi w stronę północno — zachodnią. Podobno, gdyby iść w lewo (stojąc twarzą do Skarbca) można wejść na punkt widokowy i zobaczyć budowlę z góry. Nie do końca ufamy w tej kwestii Beduinom i nie przyjmujemy ich wątpliwych ofert. Dotrzemy tam inną drogą i trochę przez przypadek. Siq, którym dalej podążamy, robi się coraz szerszy, żeby w końcu doprowadzić nas do głównej części Petry. Zanim jednak tam dojdziemy, mijamy szereg innych budowli.

Grobowce nr 67 – 70

Ta część głównej alei nazywa się Zewnętrzny Siq i nadal prowadzi pomiędzy pionowymi skałami. Po lewej stronie widzimy rząd czterech grobowców, każdy z nich jest inny. Pierwszy (nr 67) sprawia wrażenie, jakby jego wejście znajdowało się poniżej poziomu ziemi. Na szczycie posiada otwór, który jest wejściem do faktycznej komory grobowej i zapewne to właśnie tam było chowane ciało zmarłego. Kolejny grobowiec (nr 68) wygląda na… niedokończony. Nigdzie w jego fasadzie nie widać wejścia. Trzeci z grobowców (nr 69) jest najlepiej zachowany i najbardziej ozdobny z całej trójki. Można wejść do jego wnętrza. W pustej sali widać trzy nisze grobowe znajdujące się na przeciwnej niż wejście ścianie. Ostatni czwarty grobowiec (nr 70) wyróżnia się tym, że tylko plecami przylega do skały i sprawia wrażenie wolnostojącej budowli. Do niego też nigdzie nie widać wejścia.

Ulica fasadowa i teatr.

Idąc kawałek dalej, wychodzimy na otwartą przestrzeń. Droga staje się szersza, a wąwóz, którym do tej pory szliśmy, znika. Po lewej stronie widać schody, prowadzą one na szczyt Dżabal Madbah (jest to osobna trasa nazwana: High Place of Sacrifice Trial — Droga do miejsca składania ofiar, ma ona 3 km i jest oznaczona jako trudna). Nie wchodzimy na górę, idziemy dalej w stronę głównej części Petry. Za schodami, po lewej stronie oczom naszym ukazuje się skała, w której wykute są małe budowle przypominające niewielkie domki. Zresztą myślimy, że są to mieszkania Nabatejczyków. Faktycznie są to kolejne grobowce, jest ich 44 i są ułożone w czterech rzędach jeden nad drugim. Miejsce to nazywa się Ulicą Fasadową. Idąc kawałek dalej, natrafiamy na kolejne 31 grobowców.

W końcu dochodzimy do dość oryginalnej jak na to miejsce budowli — teatru. Trochę zaskakuje fakt, że zaraz za grobowcami znajduje się budynek służący rozrywce. Został wybudowany, a raczej wykuty przed 27 roku n.e. Mieścił do 8 tysięcy widzów. Niestety uległ zniszczeniu w trakcie trzęsienia ziemi, które nawiedziło Petrę w 363 roku n.e. Kiedy spojrzy się nad rzędy ław dla widowni, można zobaczyć kamienne nisze wykute w skałach. To kolejne grobowce, które zostały celowo zniszczone przy budowie tego miejsca. Za czasów świetności Petry, z ulicy nie było widać sceny ani widowni, teatr był od nich odgrodzony dwupiętrowym budynkiem scenicznym, który był jednocześnie tłem dla aktorów. Swoją drogą ciekawe, jakie przedstawienia były wystawiane na deskach tego teatru?

Groby Królewskie.

Po przeciwnej stronie niż teatr, wysoko nad drogą widzimy ciąg kilku monumentalnych budowli. Są to Groby Królewskie wykute w górze Al-Chubsa. W tym miejscu jesteśmy dwa razy, zachodzimy tu też w drodze powrotnej. Polecamy tak robić: rano jest mało ludzi, po południu — lepsze światło. Monumentalizm tych budowli świadczy o tym, że wybudowano je dla jakiś ważnych w Petrze osób, niestety tak naprawdę nikt do dzisiaj nie odkrył, kto dokładnie był pochowany w tych miejscach. To, że w tych grobowcach znaleźli wieczny spoczynek królowie, jest tylko naszym podejrzeniem. Ot, kolejna tajemnica Petry.  Idąc od strony teatru, wchodzimy po niewielkich schodach i stajemy przed ciągiem wykutych w skale budowli.

Grobowiec Urny

Pierwszy od prawej strony znajduje się Grobowiec Urny (Urn Tomb). Łatwo go rozpoznać dzięki temu, że stoi na portykach kolumnowych. Beduini nazywają to miejsce lochami, można więc przypuszczać, że takie było jego przeznaczenie. Umieszczone na dwóch poziomach łuki podtrzymują duży taras rozciągający się przed budynkiem. Żeby dostać się pod sam grobowiec trzeba wejść po kolejnych schodach. Budynek jest ogromny, wykuta w skale fasada wznosi się na 26 metrów. Podobno ciała zmarłych chowane były w otworach (oknach) umieszczonych na wysokości kapiteli kolumn. Istnieje podejrzenie, że w środkowej urnie znajdowało się ciało jednego z ważniejszych królów Petry, a po dwóch jego stronach pochowane były jego małżonki.

W środku znajduje się jedna duża komora, ma ona wymiary 18 na 20 metrów i wysokość 10 metrów. Co tu dużo mówić: wnętrze budowli nie jest zbyt ozdobne. Może to wynikać z tego, że w 447 roku n.e. grobowiec przebudowano na kościół i całkowicie zmieniono wygląd jego wnętrza. Zastanawia nas tylko fakt, że skoro ciała chowano w urnach umieszczanych wysoko nad ziemią, to do czego służyły sale w dolnych częściach nabatejskich grobowców? Jedyna informacja, jaką znajduje to ta, że były to sale biesiadne.

Grobowiec Jedwabny

Po lewej stronie Grobowca w Urną znajduje się ciąg mniejszych grobowców, z których tylko jeden z nich jest nazywany i dokładnie opisany. Jest to Silk Tomb — Grobowiec Jedwabny. Nie jest on tak imponujący, jak sąsiednie budowle, patrząc na siego, ma się wrażenie, jakby fasada zmyła się wraz z deszczem. Ta budowla była prawdopodobnie miejscem ostatniego spoczynku dla kogoś niższej rangi niż król. Silk Tomb wyróżnia się jednak dzięki czemuś innemu — przepięknym kolorom, które stały się największą ozdobą jego fasady. Stąd też jego nazwa — kolorowe i cieniutkie paski różnobarwnego piaskowca wyglądają jak jedwab.

Grobowiec Koryncki.

Jako następny odwiedzamy Corynthian Tomb — Grobowiec Koryncki. W jego przypadku nazwa pochodzi od błędnie zinterpretowanego stylu. Ktoś kiedyś powiedział, że kolumny tego budynku powstały w stylu korynckim i tak już zostało. Jego górna część przypomina swoim wyglądem Skarbiec. Dolną wyróżnia rzadko spotykany u Nabatejczyków brak symetrii. W środku znajdują się cztery oddzielne pomieszczenia i nisze przeznaczone prawdopodobnie na sarkofagi.

Grobowiec Pałacowy.

I ostatni w tej grupie, znajdujący się na skraju skały, po jej lewej (północnej) stronie to Grobowiec Pałacowy – Palace Tomb. Jest jednym z większych budynków Petry, ma 46 metrów wysokości i aż 49 metrów szerokości. Jego fasada ma wyrzeźbione aż trzy piętra. Trzecie, najwyższe piętro było nadbudowane ze skalnych bloków, które już niestety nie doczekały naszych czasów. Cztery wejścia znajdujące się w jego dolnej części, prowadzą do czterech komór. Tylko dwie środkowe są ze sobą połączone.

Nazwa: Grobowiec Pałacowy wzięła się od skojarzenia z rzymskimi pałacami. Badacze twierdzą, że budowla była wzorowana na Złotym Domu Nerona w Rzymie. Najprawdopodobniej Grobowiec Pałacowy został zbudowany dla jednej z ostatnich nabatejskich rodzin królewskich i jest jedną z późniejszych tego typu budowli w Petrze. Można przypuszczać, że takie skrajne umiejscowienie było spowodowane tym, że wszystkie lepsze lokalizacje były już zajęte.

Miasto Petra

Po obejrzeniu grobowców wracamy na Ulicę Fasadową i idziemy w stronę właściwego miasta Petry. Części, w której znajdowało się centrum tej nabatejskiej społeczności. Jest to ogromny płaski teren bez ani grama zacienionego miejsca. To tutaj, po obu stronach ulicy znajdowały się różnego rodzaju budynki służące społeczności. Niestety niewiele z nich doczekało naszych czasów. Po prawej stronie mijamy pozostałości Nimfeum — czegoś, co kiedyś było wspaniałą fontanną z wodą pitną, zbudowaną na cześć nimf. To w tym miejscu zbiegały się ze sobą dwie rzeki: Wadi Musa i Wadi Mataha.

Kawałek dalej, po lewej stronie widzimy piękne, wysokie schody. Prowadziły one na teren, na którym prawdopodobnie znajdowały się rynki (Market Area). To czy faktycznie tutaj prowadzony był handel, jest niestety tylko naszą spekulacją. Gdzieś w tej okolicy Ulica Fasadowa zamienia się w Ulicę Kolumnową. Zachował się jej fragment, który ma 6 metrów szerokości i jakieś 250 metrów długości i co ważniejsze pozostał na nim oryginalny kamienny bruk. Kolumny pochodzą z czasów rzymskich, możemy oglądać ich pozostałości, zachowały się one częściowo niestety tylko po lewej stronie drogi.

Wielka Świątynia

Zaraz za obszarem, na którym znajdowały się rynki handlowe, trafiamy na pozostałości Wielkiej Świątyni. Jest to teren po lewej stronie Ulicy Kolumnowej. Prowadzą do niej kolejne wysokie schody, które niegdyś stanowiły część okazałego wejścia do budynku. Świątynia ta jest największym (ale nie najważniejszym) obiektem całej Petry. Teren, na którym była zbudowana, zajmuje bowiem prawie 8000 metrów kwadratowych. Świątynia dzieli się na dwie części: pierwszą jest dziedziniec o wymiarach 46 na 59 metrów, wyłożony wapiennymi płytami, pod którymi umieszczony był system kanalizacyjny. Dziedziniec był niegdyś otoczony imponującą kolumnadą. Druga część to prawdopodobnie właściwa część świątyni, która mogła pomieścić do 600 osób.

Brama Temenos (Łukowa)

Kiedy wracamy na Ulicę Kolumnową, dochodzimy do ruin budowli, która musiała być kiedyś imponującą bramą. Zapewne była budowana na wzór rzymskich łuków triumfalnych, jednak trudno to sobie wyobrazić, gdyż dziś pozostała tylko jej dolna część, świadcząca o tym, że brama miała trzy przejścia. Kiedyś stanowiła imponujące wejście do sanktuarium Kasr al-Bint, zamykane masywnymi wrotami. Przekraczając Bramę Łukową, wchodzimy na teren, który nazywa się świętym okręgiem (temenos), to tutaj znajdowała się najważniejsza i największa świątynia Petry. Dziś przechodząc przez bramę, możemy zrobić sobie zdjęcie z miłymi Jordańczykami przebranymi za żołnierzy.

Świątynia Kasr al-Bint el Farun

Pałac córki Faraona — tak właśnie nazywa się ta świątynia. Podobno nazwa wywodzi się z beduińskiej legendy, która mówi o uwięzieniu tu córki złego władcy Egiptu. Jest to budowla pochodząca z I wieku p.n.e. i najprawdopodobniej była poświęcona Duszarze — Nabatejskiemu bogowi słońca. To jego ołtarz znajduje się u stóp schodów do świątyni. Ta budowla, podobnie jak sąsiednia Wielka Świątynia, jest budowlą wolnostojącą. Z całego kompleksu Petry to ten budynek zachował się najlepiej. Niestety nie można do niego wejść, budowla jest ogrodzona.

Wadi ed-Deir – droga na szczyt

W tym też miejscu dochodzimy do końca ulicy, przed nami wyrasta kolorowa skała. To tutaj znajduje się niewielki budynek muzeum i większy budynek restauracji (są też toalety). Idziemy piaszczystą drogą prowadzącą pomiędzy skałami. W skałach znowu oglądamy wykute pomieszczenia. Tym razem nie są to grobowce, lecz domy i magazyny Nabatejczyków. Obecnie w niektórych znajdują się składziki lub parkingi dla samochodów albo osiołków. Niestety w sporej większości zapach jest bardzo nieprzyjemny i świadczący o tym, że pomieszczenia te wykorzystywane są jako toalety. Po niedługim spacerze dochodzimy do miejsca, w którym znajduje się Tryklinium Lwów. Aby obejrzeć je z bliska trzeba wejść w lewą odnogę korytarza.

Droga z piaszczystej szybko zmienia się w wykute w skale stopnie. Jest ich około 800. Mapa pokazuje nam, że szlak prowadzący do Klasztoru jest opisana jako „hard” i zajmuje jakieś 2,5 godziny. Mamy do przejścia 2 kilometry. Jesteśmy zdecydowani dojść na górę, gdyż każdy, kogo spotkaliśmy w Petrze, mówił nam, żeby nie odpuszczać tego miejsca.

Szybko okazuje się, że jest to najładniejsza i najbardziej malownicza część Petry z widokami tak pięknymi, że warte były każdego wysiłku. Po drodze, co kilka kroków mijamy stragany z rzeczami „wszystko po łan dolar”. Przy próbie zakupu oczywiście okazuje się, że w tej cenie w zasadzie nic nie ma, a aby zaopatrzyć się w pamiątki, trzeba wydać sporo więcej. Wybór pamiątek jest jednak spory i jeżeli ktoś nie ma czasu na szukanie ich w innym miejscu, powinien odświeżyć sobie techniki negocjacyjne i podjąć próbę zakupu czegoś u tutejszych Jordańczyków. My zakupów nie robimy, ale zatrzymujemy się na świeżo wyciskany sok pomarańczowy i herbatę u dwóch starszych Beduinek.

Ed-Deir – Klasztor

Niespodziewanie wyłania się nam zza zakrętu i wydajemy z siebie głośne „wow”. Stajemy przed największą w całej Petrze fasadą wykutą w skale. Patrzę na nią i zastanawiam się, dlaczego ktoś zbudował takie cudo w tak trudno dostępnym miejscu? Świątynia poświęcona była uwielbianemu przez Nabatejczyków królowi Obodasowi I, który zmarł w 86 roku p.n.e. Nazwa „Klasztor” pochodzi od znajdujących się wewnątrz, wyrytych na ścianach krzyży.

Fasada El-Deir ma 47 metrów wysokości i prawie 50 metrów szerokości. Nie robi tak dużego wrażenia, jak Skarbiec chyba dlatego, że wykucie jej na otwartej przestrzeni odbiera wrażenie ogromu. Nie wiemy, jak budowla wygląda wewnątrz, gdyż nie można do niej wchodzić. Nie jest nam to jednak potrzebne, siedzimy i zachwycamy się fasadą, myśląc o tym ile czasu i pracy wymagało jej wykłucie.

Kiedy już nacieszyliśmy oczy widokiem Ed-Deir, ruszamy na ostatni etap wędrówki — jedną z platform widokowych, z których można podziwiać panoramę rozpościerającą się w stronę Wadi Araba oraz Góry Aarona. Aby tam dotrzeć, trzeba kierować się trasą na wprost fasady Klasztoru. Znajdują się tam znaki na „View point”. Punktów widokowych jest kilka, łatwo je poznać po małych, drewnianych tarasach i powiewających jordańskich flagach. Widoki są niesamowite. Ogromna przestrzeń przecięta pasmami gór uświadamia nam, że dostanie się do Petry tą drogą, było w zasadzie niemożliwe.

Droga powrotna przez Petrę…

Zejście z Klasztoru jest równie męczące, jak podejście do góry. Moje kolana mają dość, nierówne i miejscami śliskie stopnie dają mi porządnie w kość. Cieszę się, że nie mamy już w planie więcej stopni. Tą samą trasą dochodzimy do Temenos i świątynie córki Faraona. Tutaj decydujemy się nie iść główną aleją Petry, ale znajdującymi się nad nią ścieżkami (po przeciwnej stronie niż opisane wcześniej Świątynia Główna i Rynki). Dzięki temu zwiedzamy jeszcze pozostałości Świątyni Uskrzydlonych Lwów. Jej nazwa pochodzi od skrzydlatych zwierząt wyrzeźbionych na kapitelach kolumn.

Idąc dalej, mijamy przykryte białym dachem pozostałości kościoła. Ta największa w Petrze bazylika wczesnochrześcijańska posiada niezwykle cenne mozaiki podłogowe (stąd przykrycie dachem). Idąc dalej ścieżką, przekraczamy koryto rzeki i dochodzimy ponownie do Grobów Królewskich..

i szukanie grobowca, którego nie było

Wydawać by się mogło, że w tym miejscu dochodzimy do momentu, w którym zwiedziliśmy główną część Petry. Patrzę jednak na mapę i jestem przekonana, że został nam do zobaczenia jeszcze jeden punkt — grobowiec nazwany Royal Tomb. Zgodnie z rysunkiem ma on być za czterema grobowcami, tak jakby z tyłu skały, w której są one wykute. Ciągnę więc tam Wojtka, tłumacząc mu, że skoro to jest Grób Królewski i został ukryty gdzieś z tylu to musi to być mega ważne i piękne miejsce.

Faktycznie zaczynamy oboje odczuwać zmęczenie. Mimo że jest luty, to słońce mocno nam dogrzewa. Wojtek idzie za mną do momentu, w którym skręcamy za górę i oczom naszym ukazuje się rząd wykutych w skale, niekończących się schodów. Wojtek oznajmia, że zostaje na dole. Ja dochodzę do wniosku, że to nie może być daleko i idę sama. Pokonuje masę schodów i dochodzę do zakrętu, jak się później okazuje — jednego z wielu. Jestem przekonana, że ten ważny „Royal Tomb” musi być gdzieś blisko.

i co się tam znalazło…

Niestety za kolejnym zakrętem są następne schody i kolejny zakręt. Nie chcę zawracać, bo cały czas mam przekonanie, że cel musi być tuż za rogiem. Udaje mi się wejść na skały i zobaczyć z góry rząd Grobów Królewskich, teatr i całą Petrę. Widok jest niesamowity. Pokonałam kawał drogi i znalazłam się na górze nad grobowcami. Dalej jednak nie znalazłam swojego „Royal Tomb”.

Po pokonaniu kolejnych schodów doszłam na sam szczyt. Tam namiot i Beduini pichcący sobie jedzenie. Żadnych zabytków, grobowców — nic. Odnajduję drogowskaz z napisem „View Point”, wiem, że jestem już tak daleko, że szkoda zawracać. Żałuję tylko, że nie zabrałam ze sobą wody, bo słońce staje się nieznośne, a wspinaczka po schodach porządnie mnie zmęczyła. Schodzę z traktu na ścieżkę i podążam wydeptanym szlakiem. W końcu dochodzę do punktu, w którym każdy odwiedzający Petrę chce się znaleźć… pode mną znajduje się Skarbiec Al-Khazane.

Nie znalazłam swojego „Royal Tomb”. W końcu przekonano mnie, że jest to tylko wspólne określenie czterech grobowców znajdujących się na dole. Napis został tak niefortunnie umieszczony na mapie, że od nadmiaru słońca uznałam go za dodatkowy punkt zwiedzania. Nie ma tego złego… dzięki niemu zobaczyłam Skarbiec z góry.

Wracam do Wojtka ledwo żywa, brak wody i ból kolana przy schodzeniu z góry dają mi już porządnie w kość. Wracamy głównym traktem w stronę Siq. Trasa powrotna wydaje się tak niemiłosiernie długa, że zazdroszczę każdemu, kto jedzie dorożką. Przeszliśmy tego dnia prawie 20 km i chyba pierwszy raz zwiedzanie tak mnie zmęczyło. Gdyby ktoś wtedy zaproponował mi oglądanie widowiska „Petra Nocą” albo powrót do Petry na następny dzień, to chyba stwierdziłabym, że zwariował.

Petra, czy warto?

Naszym zdaniem warto, choć zwiedzanie Petry do tanich nie należy. To miejsce w żaden sposób nas nie rozczarowało. Naganiacze czy nachalni sprzedawcy są tak wpisani w zwiedzanie świata, że nie robią już na nas wrażenia. Architektura Petry jest wyjątkowa i nawet Wojtek, którego w tej sprawie trudno zaskoczyć, był pod wrażeniem budowli wykutych w skałach. Bilety do Petry kosztują sporo pieniędzy, dziennie odwiedza ją masa turystów. Zastanawia nas gdzie podziewają się te pieniądze, bo stan, w jakim znajdują się niektóre zabytki woła o pomstę do nieba. Brakuje w Petrze dobrych oznaczeń tras, map i często jakichkolwiek informacji dla turystów.

Więc czy warto? Oczywiście, że warto! Bo Petra jest miejscem niepowtarzalnym, cudem architektury, który powstał tylko dzięki pracy rąk ludzkich i zabytkiem, którego próżno szukać w innych stronach świata.

Rad kilka

  • Godziny otwarcia Petry: 6:00 – 18:00 w sezonie letnim i 6:00 do 16:00 w sezonie zimowym.
  • Nie zapomnij zabrać z Visitor Center mapy Petry, przydaje się przy zwiedzaniu.
  • Koszt wstępu do Petry to 50 JOD (252 zł) za jeden dzień. 55 JOD (277 zł) za dwa dni. 60 JOD (302 zł) za trzy dni zwiedzania. Ceny te dotyczą osób, które spędzają przynajmniej jedną noc na terenie Jordanii
  • Dla osób, które przyjeżdżają do Jordanii tylko na jeden dzień cena biletu do Petry wynosi 90 JOD (454 zł)
  • Idąc do kasy po bilet warto mieć przy sobie paszport, możemy być poproszeni o jego kazanie w celu sprawdzenia daty przyjazdu do Jordanii.
  • Jeżeli odwiedzasz Petrę w pierwszy dzień pobytu w Jordanii i kupujesz bilet na jeden dzień zwiedzania, możesz zostać poproszony o zapłacenie kwoty 90 JOD. Prawdopodobnie działa to tak, że jeżeli przyjdziesz do kasy na następy dzień (z biletem) to otrzymasz zwrot 40 JOD.
i co ważne:
  • W kasach można płacić kartą lub gotówką.
  • Przewodnik po głównej trasie zwiedzania (4 km) to koszt 50 JOD, trasa główna + klasztor (8 km) to koszt 100 JOD
  • Przejazd powozem do skarbca i z powrotem to koszt 20 JOD (100 zł) za powóz.
  • Na teren Petry nie można wjechać rowerem ani żadnym innym pojazdem.
  • Samochód można zostawić na bezpłatnym parkingu przed wejściem głównym.
  • W Petrze kupimy picie, coś do przegryzienia i pamiątki (patrz niżej), ceny są oczywiście wyższe niż w mieście. Przykładowo: sok z pomarańczy 2 JOD (10 zł), magnez (2 JOD), Pepsi 1 JOD.
  • Warto mieć przy sobie zapas wody i coś chroniącego przed słońcem. W sezonie letnim zwiedzanie w Petrze musi być naprawdę gorąco. Krem z filtrem przyda się nawet w lutym.
  • i tu jeszcze dla zainteresowanych oficjalna strona Petry.

 

 

 

26 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial