Azja,  Jordania

Jordania – Dolina Księżycowa czyli pustynia Wadi Rum.

Jest takie miejsce na świecie, gdzie można poczuć się jak na księżycu. Miejsce, które mieni się wszystkimi odcieniami czerwieni. Sanktuarium ciszy. Najpiękniejsza pustynia świata — Wadi Rum w Jordanii. To właśnie tam chcemy Was zabrać tym razem…

Izrael tak nas wciąga, że szybko chcemy wrócić w te okolice. Dlatego nie mija nawet miesiąc od powrotu do Polski, kiedy ponownie wysiadamy z samolotu na izraelskiej ziemi. Tym razem na lotnisku w Owdzie. Pomimo jednak ogromnej miłości, jaką obdarzyliśmy Izrael, postanawiamy tym razem ruszyć do Jordanii, zwiedzić Petrę oraz pustynię Wadi Rum. Zobaczenie Petry, czyli ruin miasta Nabatejczyków, jednego z siedmiu cudów świata nowożytnego, było od zawsze moim marzeniem. A o pustyni Wadi Rum czytałam tyle, że grzechem byłoby nie przekonać się na własnej skórze czy rzeczywiście jest najpiękniejszą pustynią świata.

 

Lotnisko Owda w Izraelu.

Przed godziną 11 lądujemy na lotnisku w Izraelu. Port lotniczy Owda znajduje się w południowej części kraju. Od Ejlatu dzieli nas jakieś 60 km. Kiedy stajemy na płycie lotniska, uderza nas gorące powietrze. W Polsce w tym czasie jest jakieś 10 stopni na minusie, a my z radością zaczynamy ściągać z siebie kolejne warstwy ubrań. Wojtek wyciąga telefon i fotografuje napis na terminalu. To wystarczy, aby strażnik wziął nas na bok i kazał sobie pokazać zrobione zdjęcia. Od razu zaczęła się seria pytań z gatunku „po co tu przyjechaliśmy” i „co będziemy robić w Izraelu”. Na szczęście po naszych odpowiedziach możemy iść dalej, gdzie czeka nas już standardowa kontrola.

Po ostatniej wizycie na lotnisku w Tel Awiwie jesteśmy już przygotowani na dociekliwe pytania. O dziwo idzie gładko i szybko. Otrzymujemy najprostszy zestaw: po co tu przyjechaliśmy, jaki mamy plan podróży, gdzie będziemy mieszkać. Zgodnie z prawdą mówimy, że od razu kierujemy się na granicę z Jordanią i wracamy do Izraela dopiero na lot powrotny. Pani w okienku już nie pyta, kim dla siebie jesteśmy ani gdzie pracujemy, dochodzimy do wniosku, że zanotowali to sobie przy naszej styczniowej wizycie. Znowu dostajemy malutką karteczkę, której nie można zgubić i ruszamy na autobus.

Lotnisko jest malutkie, nie ma na nim bankomatu, jest tylko jeden kantor wymiany walut. Zaraz za bramkami wita nas miła pani i wręcza nam niebieską reklamówkę z ulotkami o Izraelu i małym kremem do rąk. Ot, taki pakiet powitalny. Po prawej stronie hali przylotów znajduje się stoisko, w którym można zakupić bilety na autobus numer 282 do Ejlatu. Bilet kosztuje 21 ILS za osobę, zielone autobusy stoją już pod terminalem i czekają na pasażerów. Nie trzeba sprawdzać rozkładów, bo są one dopasowane do godzin przylotów. Jest jeszcze jedna opcja dostania się do miasta: autobusy sieci Fun Time, które kończą kurs na granicy z Jordanią. Bilet kosztuje 8$. Przez chwilę żałujemy, że nie wybraliśmy tej linii, ale później okazuje się, że docieramy na granicę szybciej niż autobusem Fun Time.

W stronę granicy z Jordanią…

Podróż na dworzec w Ejlacie trwa 45 minut. Kiedy wysiadamy z autobusu, zaczepiają nas kierowcy taksówek, chcą nas zawieźć na granicę z Jordanią za kwotę 40 ILS (40 zł). Wiemy, że to dużo więc próbujemy się targować. Udaje nam się zbić cenę o 10 ILS i w niecały kwadrans jesteśmy na przejściu granicznym Yitzhak Rabin Border Crossing. Jest jeszcze inna, tańsza opcja dostania się na granicę z Jordanią: na dworcu trzeba wsiąść w autobus jadący na przystanek Rabin Border Terminal/Rd90 i stamtąd przejść na nogach jakieś 1,5 km do granicy. My tę opcję wybraliśmy w drodze powrotnej (koszt biletu autobusowego to mniej niż 5 ILS).

CO MUSISZ WIEDZIEĆ O PRZEKRACZANIU GRANICY EJLAT – AKABA

  • Granica nie jest czynna całą dobę. Standardowo godziny, w których granica jest otwarta to 6:30 – 20:00 (od niedzieli do czwartku) i 8:00 – 20:00 (w piątki i soboty). Pamiętajcie, że godziny te mogą się zmienić (zwłaszcza w święta). Aktualne informacje i godziny można znaleźć pod tym linkiem.
  • Opuszczając Izrael każdorazowo musimy zapłacić opłatę wyjazdową 100 ILS za osobę. Nie ma zmiłuj… nie da się tego pominąć. Do tego 5 ILS opłaty manipulacyjnej, niezależnie od ilości osób.
  • Nie przekroczymy granicy wynajętym samochodem 🙁
  • Nie wjedziemy do Jordanii motocyklem, z rowerem także może być problem.
  • Tak jak na innych, Izraelskich przejściach granicznych tutaj też nie zostaną nam wbite do paszportu pieczątki. Standardowo wręczane są małe karteczki, których trzeba pilnować i okazać je w trakcie powrotu do Izraela.
  • Zwyczajowo wbijane są do paszportu pieczątki Jordańskie, które także są śladem pobytu w Izraelu. Jeżeli ktoś obawia się, że pieczątka taka utrudni mu wjazd do niektórych krajów arabskich, musi poprosić celnika o wbicie pieczątki i wizy na osobnej karcie.
  • Jordańczycy wręczają nam do uzupełnienia deklarację turysty, na której trzeba wpisać swoje dane. W którymś momencie jesteśmy też pytani o cel podróży. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wygląda taka deklaracja.
  • Jeżeli na terenie Jordanii spędza się mniej niż trzy noce (4 dni), to wracając do Izraela trzeba zapłacić podatek w wysokości 10 JOD (ok. 50 zł).
  • Na samej granicy poruszamy się dość intuicyjnie: od okienka do okienka. Każdy uprzejmie wskazuje nam dalszy krok i cała kontrola przebiega sprawnie i miło.
I najważniejsze czyli jak opuścić przejście graniczne:
  • Po stronie Jordańskiej nie można opuścić granicy na piechotę. Koniec i kropka. Odcinek ten trzeba przejechać jakimś pojazdem. Podobno teren ten należy do wojska. Żadne autobusy nie jeżdżą do miasta. W zasadzie jedyną opcją dostania się do Akaby jest taksówka. I tu stykamy się z prężnie działająca mafią taksówkową. Wychodząc z przejścia granicznego pytamy celnika o to ile powinien kosztować przejazd do miasta. Wskazuje nam na wiszącą tablicę z ustalonymi cenami przejazdów i stwierdza, że to kwoty, które powinniśmy zapłacić.
    Jakie jest nasze zdziwienie, gdy na parkingu z taksówkami widzimy taką samą tablicę z ręcznie poprawionymi cenami, oczywiście poprawionymi na ceny wyższe. Żadne negocjacje z taksówkarzami nie wchodzą w grę, nawet odwołanie się do słów celnika i pokazanie zdjęcia tablicy z granicy. Sprawa jest prosta: nie zgadzasz się na ich ceny — nie jedziesz i nic na to nie poradzisz. My za taksówkę do centrum Akaby płacimy 11 JOD (55 zł) lub 15 $ (53 zł). Zdecydowanie łatwiej ceny negocjuje się w drodze powrotnej.

 

Jordania.

Ten niewielki kraj Bliskiego Wschodu jest coraz bardziej lubianym kierunkiem podróży. Teraz kiedy otwarte zostało połączenie z Ammanem (bezpośrednie loty z Krakowa i Warszawy znajdziemy już od ok. 400 zł), Jordania jest na wyciągnięcie ręki. Ten najspokojniejszy z arabskich krajów szczyci się gościnnymi mieszkańcami, wyjątkowym jedzeniem, dobrym klimatem i ogromnym otwarciem na turystów. Zaledwie 26 kilometrów linii brzegowej i jakieś 15% łąk lub pól uprawnych sprawia, że większość kraju pokryta jest żółto czerwonym piaskiem. Mówi się, że najlepiej jest odwiedzić Jordanie pomiędzy marcem a majem lub od października do listopada. My jednak byliśmy z końcem lutego i stwierdzamy, że na wizytę w Jordanii każdy czas jest dobry.

Po przekroczeniu granicy docieramy do centrum Akaby i odnajdujemy naszą wypożyczalnię samochodów (Thrifty). Po dokładnych oględzinach pojazdu możemy ruszyć w drogę. Chce mi się śmiać, kiedy pan z wypożyczalni zaznacza na karcie uszkodzenia karoserii. Mam ochotę mu powiedzieć, że spokojnie może zakreskować cały rysunek samochodu. W końcu zaopatrzeni w lokalną walutę i napoje, o godzinie 13:00 ruszamy w stronę pustyni Wadi Rum. Już sam wyjazd z miasta robi na nas wrażenie, kilkupasmowa droga wije się pomiędzy wysokimi skałami, by w końcu odsłonić nam typowy, pustynny jordański krajobraz.

 

Pustynia Wadi Rum

Znana też pod nazwą Wadi Ramm. Mówi się, że jest to najpiękniejsza pustynia na świecie. Na pewno jest trochę inna niż żółte, piaskowe wydmy, które znamy, chociażby z Afryki. Słowo Wadi oznacza dolinę, Ramm w języku starosemickim znaczy wzniesienie. Nam najbardziej podoba się nazwa: Dolina Księżycowa i uważam, że porównanie Wadi Rum do księżycowego krajobrazu jest jak najbardziej na miejscu. Tym samym nie dziwi nas fakt, że to właśnie w tym miejscu nakręcono film „Marsjanin”. Zresztą Wadi Rum jest miejscem, w którym powstało około 50 różnych filmów fabularnych.

Cały teren Wadi Rum zajmuje jakieś 720 km kilometrów kwadratowych. Najwyższy szczyt pustyni Dżabal Ramm ma wysokość 1754 m n.p.m. i jest drugim, najwyższym wzniesieniem Jordanii. Teren pustyni Wadi Rum zamieszkuje jedno z większych beduińskich plemion Jordanii – Howeitat. Podobno ich przodkiem był sam Mahomet. Dziś plemię Howeitat koczowniczy tryb życia prowadzi tylko w czasie lata, a zimy spędza w wioskach. Zresztą większość Beduinów zamieniła już dawno wielbłądy na pickupy, a namioty na wygodne mieszkania. Ponadto świetnie opanowali oni zasady działania ruchu turystycznego i stali się najlepszymi przewodnikami po Wadi Rum. Panuje tu zasada, zgodnie z którą pracować i mieszkać na pustyni mogą tylko ci, których rodzina przebywa tu od pokoleń. Dla nas to dobre rozwiązanie, bo kto ma znać pustynie lepiej niż ci, którzy wychowali się tu od małego.

 

Nie musisz rezerwować wcześniej noclegu…

…nocleg sam Cię znajdzie. W naszym przypadku, zanim dojechaliśmy na pustynię mieliśmy już kilka wizytówek z numerami telefonów do najlepszych beduińskich przewodników. Odnieśliśmy wrażenie, że w Jordanii każdy zna każdego i każdy poleca swojego „Best friend” jako osobę, która zagwarantuje nam full pakiet i niezapomniany pobyt na pustyni.

Kiedy skręciliśmy z głównej drogi w stronę Wadi Rum i stanęliśmy, aby zrobić zdjęcie jedynej linii kolejowej w Jordanii (akurat jechał jedyny pociąg, który przemierza tę trasę), Wojtka zaczepili Beduini jadący swoją Toyotą w stronę pustyni. Okazało się, że prowadzą swojego campa, mają świetną lokalizację, dobre ceny i czas, aby zabrać nas na zwiedzanie pustyni. Stwierdzili, że zaczekają na nas przy punkcie informacji turystycznej i tam wszystko uzgodnimy. Pomyśleliśmy, że jakoś się z tego wymiksujemy, w końcu każdy pisał, że przy wjeździe do Wadi Rum jest tych Beduinów wielu i można przebierać w ofertach jak w ulęgałkach.

Wybór pakietu wycieczkowego…

Nasz Beduin czeka na nas już na parkingu. Mijamy go z szerokim uśmiechem i mkniemy w stronę centrum Informacji turystycznej i kasy. I tu nasze wielkie zdziwienie, kiedy okazuje się, że nie ma tam żadnych Beduińskich przewodników i nikt nie rzuca się na nas ze swoimi najlepszymi ofertami. Jak okiem sięgnąć na placu stoi tylko Beduin z białej Toyoty i co lepsze wcale nie zachowuje się jakbyśmy byli jego jedyną szansą na zarobek. Tym samym szybko pojmujemy, że mamy dość ograniczone pole manewru. Wstęp na teren rezerwatu Wadi Rum jest płatny. Jordańczycy płacą 1 JOD, obcokrajowcy 5 JOD (25 zł). Wiemy jednak, że zanim wejdziemy na teren parku musimy mieć przewodnika i nocleg.

Nasz Beduin stawia nas przy tablicy z mapą i cenami wycieczek, po czym stwierdza, że ceny są odgórnie ustalone. Na potwierdzenie tego wskazuje nam tabelę z opisami wycieczek i ich kosztami. Negocjacje idą nam jak po grudzie. W końcu całość pobytu na pustyni zamyka się w zawrotnej kwocie 120 JOD (600 zł za dwie osoby), w tym 75 JOD (378 zł) to koszt wycieczki po pustyni, którą mamy rozłożoną na dwa dni (w sumie do przejechania 80 km). Cena zawiera też nocleg w campie, zachód słońca (tu na wszystkim da się zarobić), beduińską kolację, ognisko ze śpiewami, śniadanie i wodę mineralną. W całej tej zawrotnej kwocie Toyotę i przewodnika Abdullaha mamy tylko dla siebie.

 

Wadi Rum – zwiedzanie

Kiedy cenowe negocjacje dobiegają końca, nasz Beduin każe nam wjechać na teren rezerwatu i zaparkować samochód na parkingu w wiosce Ramm. Gdy stajemy przed bramą prowadzącą na teren wioski, przewodnik mówi coś do stojącego tam strażnika i zostajemy przepuszczeni. Tam czeka już na nas jego brat Abdullah, który pakuje nas do identycznej Toyoty i oświadcza, że będzie naszym przewodnikiem przez najbliższe dwa dni. W ten sposób wygodnie usadowieni na pace pickupa ruszamy odkryć najpiękniejszą pustynię świata.

Siedem filarów mądrości.

Wjeżdżając na teren rezerwatu i jadąc w kierunku wioski Ramm, po lewej stronie mijamy skałę o tej właśnie nazwie. „Siedem filarów mądrości” jest jednocześnie tytułem autobiograficznej powieści, którą w 1919 roku zaczął pisać Lawrence z Arabii. Ponieważ to nazwisko przewija się nieustannie przez bezkres pustyni Wadi Rum, to warto wspomnieć kim był Tomas Edward Lawrence (dla przyjaciół T.E.). Ten urodzony w 1888 roku Brytyjczyk był archeologiem, podróżnikiem, wojskowym i szpiegiem. Jego biografia jest tak ciekawa, że nakręcono o nim film i zrobiono z niego przyjaciela młodego Indiana Jonsa. Właśnie dzięki filmowi z 1962 roku, pod tytułem „Lawrence z Arabii” pustynia Wadi Rum została pokazana światu i doceniona przez podróżników. Beduini szybko podłapali ten trend i wiele miejsc na pustyni powiązali z historią słynnego Brytyjczyka.

Lawrence spędził większość życia na Bliskim Wschodzie, nauczył się języka arabskiego, jeździł na wielbłądzie, nosił arabskie stroje i walczył po stronie Arabów, będąc jednocześnie orędownikiem powstania niepodległej Arabii. Tak naprawdę do dziś nie wiadomo czy Lawrence był ich szczerym przyjacielem, czy tylko gorliwym wykonawcą angielskiej polityki na Bliskim Wschodzie. W czasie I wojny światowej Książę Feisal bin Al-Hussein i T.E. Lawrence wybrali Wadi Rum na miejsce swojej kwatery głównej. W każdym razie w swojej biografii „Siedem filarów mądrości” Lawrence opisywał miejsca, które dziś odwiedzamy w Wadi Rum i które Beduini nazwali właśnie na jego cześć, wykorzystując trochę jego postać, aby podkolorować historię pustyni. Zapewne z tego też powodu skała, którą widzimy wjeżdżając do rezerwatu także została nazwana na cześć brytyjskiego bohatera.

Sadzawka/Źródło Lawrence’a

Pierwszym punktem, który odwiedzamy na pustyni jest sadzawka Lawrence’a. Jedno z miejsc na terenie Wadi Rum, w których wykuto w skałach kanały i cysterny na wodę. Źródło (Ain Abu Aineh) używane było już za czasów nabatejskich i stanowiło przystanek dla karawan idących z Arabii do Lewantu. To miejsce też opisał w swojej biografii T.E., wspominając o tym, że podczas orzeźwiającej kąpieli w sadzawce Ain Shallaleh odkrył na skale nabatejskie inskrypcje. To miejsce także nazwano na jego cześć dopiero po premierze filmu „Lawrence z Arabii“. Nie wchodzimy na górę, aby zobaczyć źródło, zostajemy na dole gdzie widać ciąg kamiennych koryt, przy których poją się wielbłądy. Abdullah pokazuje nam kamienną ścianę, na której wyryte są inskrypcje. Później dochodzimy do wniosku, że z dwudniowej wycieczki po pustyni, ten punkt zwiedzania był najmniej interesujący.

Piaskowe wydmy i snowboard

Drugim punktem, który oglądamy tego dnia, jest wysoka, wydma z czerwonego piasku. Abdullah z uśmiechem mówi, że możemy wdrapać się na szczyt, z którego rozpościera się imponujący widok. Pokazuje nam też stojące obok deski snowboardowe i oświadczył, że są do naszej dyspozycji. Chyba oboje uświadamiamy sobie, gdzie znajduje się najbliższy szpital i uprzejmie dziękujemy za tę atrakcję. Z widokiem nasz Beduin miał racje… zapomniał jednak wspomnieć, że wdrapywanie się po piasku jest dość męczące i czasochłonne. Podejrzewam, że chciał się nas pozbyć na dłuższą chwilę. Wspinaczka jest mecząca, stopy zapadają się w piach, nogi ślizgają na boki, do tego wydma zdaje się nie mieć końca. Po chwili wszędzie mamy drobny piasek. Kiedy jednak stajemy na szczycie Czerwonej Wydmy, przekonujemy się, że widok, jaki się stamtąd rozpościera, jest naprawdę kosmiczny.

Kanion Kazali lub też Khazali (Dżabal Chazali)

Bardzo blisko Czerwonej Wydmy znajduje się Kanion Kazali (Khazali Canyon). Tak naprawdę górę, w której jest kanion widać już ze źródła Lawrence’a. Od strony północnej, na głębokość 100 metrów wrzyna się w głąb masywu szczelina. Wdrapujemy się na skały i wchodzimy do wnętrza góry. Początkowo jest szeroko, ale z każdym krokiem kanion się zwężą, w końcu całe jego dno pokryte jest wodą, która uniemożliwia dalsze przejście. Na ścianach kanionu oglądamy nabatejskie inskrypcje. Są poza działaniem słońca, wiatru i wody, tym samym bardzo dobrze się zachowały. Rysunki przedstawiają wielbłądy, konie, kozy, ludzi i duchy. Ich znaczenie nie jest do końca znane, ale Abdullah jest zdania, że te inskrypcje miały wychwalać boga.

Noc na pustyni.

Kiedy kończymy zwiedzanie kanionu, słońce zniża się ku horyzontowi. Abdullah informuje nas o tym, że jeżeli chcemy zdążyć na zachód słońca, to musimy kierować się w stronę campu. Po jakimś kwadransie jazdy wysiadamy z naszej Toyoty pod pionową skałą, pod którą stoi rząd identycznych namiotów. Dostajemy jeden z nich, w środku stoi łóżko i mały stolik. Nic więcej. Nie ma nawet wieszaka, na którym można powiesić ubrania. Zresztą, po co skoro w nocy temperatura ma być bliska zeru i mam plan spać we wszystkim, co mam na sobie. W osobnym budynku znajdują się toalety i prysznice, jest czysto i jest w nich ciepła woda. Trochę wyżej, w osobnym budynku jest coś, co stanowi stołówkę i miejsce spotkań. Wszędzie jest pełno ciepłych i puszystych koców, które wspaniale chronią przed zimnem. Staram się nie myśleć o tym, że raczej nigdy nie były one prane.

Gdyby ktoś był zainteresowany to nocowaliśmy w Bedouin Culture Camp, prócz rezerwacji przez Booking można zadzwonić lub napisać na WhatsApp do Abdullaha (00962 0776370105).

W namiotach nie ma zamków, wiszą tylko kłódki bez kluczy. Na nasze pytania Abdullah stwierdza, że nie ma się co martwić, bo tu nic nigdy nie ginie. Ograniczone zaufanie każe nam jednak zabrać ze sobą wszystko, co cenne. Idziemy obejrzeć zachód słońca i szybko przekonujemy się, że opinie o tym, jak jest urokliwy, nie są przesadzone. Kiedy słońce znika za skałami, a my zaczynamy odczuwać chłód, przenosimy się do beduińskiego namiotu, przed którym pali się już ognisko. Beduini roznoszą metalowe kubki, do których wlewają gorącą i niesamowicie pachnącą herbatę.

Zarb czyli beduiński grill. 

Tradycyjny beduiński grill (Zarb) robiony jest… pod ziemią. Nie wiemy o tym i czekając na kolacje, zastanawiamy się, dlaczego nikt nie zajął się przygotowaniem jedzenia. W końcu zostajemy zaproszeni do kręgu i oglądamy, jak spod ziemi wydobywany jest stojak zapełniony mięsem i warzywami. Tradycyjnie beduini przygotowują swoje dania w podziemnych piecach, w których umieszczony jest rozżarzony węgiel, wszystko przykrywa się dywanami i zasypuje piaskiem. Potrawa smakuje wyśmienicie, ale trudno powiedzieć czy to przez walory dania, czy zwyczajnie jesteśmy głodni. Po zjedzeniu i wypiciu kolejnych kubków herbaty, wszyscy układają się wygodnie wokół ognia, przykrywają się kocami i słuchają beduińskich śpiewów. W ten sposób niepostrzeżenie mija cały wieczór i nad pustynią Wadi Rum zapada noc.

Noc na pustyni Wadi Rum mija spokojnie. Nad naszymi głowami nie ma jednak sklepienia pełnego gwiazd, księżyc świeci zdecydowanie za jasno. Pod beduińskimi kocami jest tak ciepło, że w nocy ściągam z siebie kolejne warstwy ubrania. Rano jemy śniadanie i zabieramy za sobą wodę, wiemy, że nie można jej tu nigdzie kupić. Abdullah podjeżdża po nas i zaczynamy kolejny dzień zwiedzania Wadi Rum.

Um Fruth rock bridge – skalny most.

To pierwszy punkt drugiego dnia naszego zwiedzania i chyba najczęściej fotografowane miejsce w całym Wadi Rum. Abdullah namawia nas do wejścia na górę i mówi, że zarówno wspinaczka, jak i obciążenie mostu są bezpieczne. Przypomina mi się Azzure Window na wyspie Gozo i mam wątpliwości czy aby nie szkodzimy przyrodzie. Na szczycie mostu stoi jednak grupa osób więc postanawiamy wdrapać się na szczyt i zobaczyć widok na pustynię. Droga jest krótka, ale bardzo stroma, w śliskich butach musi być to ryzykowne. W jednym miejscu trzeba się podciągnąć do góry. Mimo że nie mam lęku wysokości, wyślizgane kamienie sprawiały, że ani podczas wspinaczki, ani stojąc na szczycie, nie czuję się stabilnie. Droga w dół wcale nie jest łatwiejsza.

Wędrówka przez Kanion Abu Khashab

Kiedy już wypiliśmy kolejny kubek aromatycznej herbaty, zrobiliśmy zapas do domu i zakupiliśmy beduińską chustę, Abdullah wiezie nas w następne miejsce — Kanion Abu Khashab. Przewodnik wysadza nas przy wejściu do kanionu i oznajmia, że będzie na nas czekał po drugiej stronie. Nawet się cieszymy, że przed nami taki fajny spacer. Szybko jednak okazuje się, że poczucie odległości na pustyni jest pojęciem bardzo względnym. Sam kanion jest przepięknym tworem natury. Idziemy pomiędzy wysokimi, pionowymi skałami mieniącymi się wszystkimi odcieniami żółci i czerwieni i podziwiamy jak to możliwe, że w tym surowym klimacie uchowała się jakaś roślinność. Brodząc po piasku, dochodzimy do miejsca, w którym kanion zwęził się do kilku metrów, a piasek pokrywający jego dno zamienia się w kamienne bloki. Każdemu, kto będzie miał okazję odwiedzić Wadi Rum, polecam taki spacer. To chwila, w której można poczuć siłę pustyni i zatopić się w jej bezkresnej ciszy.

Mały Most w Khor al Ajram

Jest to najmniejszy skalny łuk na całej pustyni Wadi Rum. Wejście na niego jest bardzo proste. Tak naprawdę łuku nie widać z dołu i aby móc podziwiać jego urok trzeba wdrapać się na niewielką skałę. O ile sam łuk wygląda dość skromnie (ma zaledwie 4 metry rozpiętości) to widok, jaki rozpościera się z góry, jest zachwycający. Stojąc na jego szczycie, można podziwiać pustynne góry: Jabal Khazali, Jabal Rum i Jabal Um Ishrin.

 

Dom Lawrence’a

To kolejne miejsce, które swoją nazwę zawdzięcza słynnemu Brytyjczykowi. Bo nie ma niestety pewności, że T.E. kiedykolwiek mieszkał w tym miejscu. Na pewno chronili się tu Nabatejczycy. Legendy głoszą, że Lawrence spędził tu przynajmniej jedną noc, inne, że przetrzymywał w tym domu broń. Mimo że samo miejsce jest raczej kamiennym rumowiskiem, to warto wspiąć się na niewysoką skałę i przespacerować kawałek. Wtedy można ujrzeć kolejną niesamowitą panoramę pustyni.

Na koniec wycieczki Abdullah pokazuje nam miejsce, w którym znajduje się jeden z kamieni topograficznych i głaz pokryty piktogramami. Tłumaczy nam, że nieregularny kształt przypominający labirynt to mapa pustyni Wadi Rum z zaznaczonymi miejscami, w których można znaleźć wodę. Takich kamieni na pustyni jest kilka. Były one informacjami dla Beduinów i karawan przemierzających ten region.

Po tym Abdullah odwozi nas na parking w wiosce, odbiera od nas umówioną wcześniej należność i mów nam: „Do zobaczenia”. Wie, że pustynia Wadi Rum ma magiczną moc i prędzej czy później tu wrócimy. Teraz jednak ruszamy spełnić kolejne podróżnicze marzenie i zobaczyć słynną Jordańską Petrę… (o tym w następnym wpisie).

Na koniec rad i informacji kilka…
  • Od 2011 roku Pustynia Wadi Rum wpisana jest na światową listę dziedzictwa UNESCO
  • W campach można się podładować, w domkach jest prąd i kontakty ale pamiętaj, że w trakcie zwiedzania pustyni nie ma żadnych szans na prąd czy zakupy spożywcze (prócz przygotowywanej na miejscu herbaty). Pamiętaj o naładowaniu baterii.
  • Beduini proszą o to, aby skarby pustyni pozostawić na pustyni. Pamiętajcie więc o tym, by nic z Wadi Rum nie zabierać.
  • Proszą też o to, aby na pustyni nie pozostawiać żadnych śmieci. Na terenie rezerwatu nie ma koszy. Wyjątkiem są domki w campach.
  • Pamiętaj, że temperatury na pustyni potrafią się szybko zmienić. Warto mieć ze sobą kilka warstw ubrań, coś od wiatru, słońca i deszczu. Zdecydowanie w lutym sprawdziło się ubranie „na cebulkę”.
  • Zabierzcie ze sobą latarkę. Przejście nocą z namiotu do toalety bez żadnego oświetlenia może być nie lada wyzwaniem.
  • Toalety na pustyni znajdziemy tylko w campach. W innych sytuacjach należy iść za potrzebą w jakieś ustronne miejsce. Pamiętajcie, aby spalić po sobie zużyty papier lub chusteczki higieniczne.
A na koniec podsumowanie kosztów:
  • Autobus nr 282 z lotniska w Owdzie – do centrum Ejlatu – 21 ILS (21 zł) za osobę
  • Taksówka z dworca w Ejlacie do przejścia granicznego – 30 ILS (30 zł)
  • Opłata za opuszczenie Izraela – 205 ILS za dwie osoby
  • Taksówka z granicy do centrum Akaby – 11 JOD (50 zł) lub 15$
  • Zakupy w Akabie (duża woda mineralna, Cola, lód) 3 JOD
  • Wypożyczenie samochodu w Jordanii – ok 500 zł za cztery doby
  • Wstęp na teren pustyni Wadi Rum – 5 JOD (25 zł) za osobę
  • Koszt dwudniowego zwiedzania pustyni i noclegu 120 JOD (600 zł) za dwie osoby
  • Zakupy w beduińskim namiocie: dwa opakowania herbaty z kardamonem i beduińska chusta 10 JOD (50 zł)

 

“Warunki naszego życia były głównym źródłem zła, którego  nie brak w tej opowieści. Spędziliśmy bądź co bądź kilka lat na nagiej pustyni, pod niebem nie znającym litości. W dzień skwarne słońce burzyło nam krew, a ostry wiatr przyprawiał o zawrót głowy. W nocy ociekaliśmy rosą, a tysiące niemych gwiazd demaskowało naszą znikomość.” T.E.Lawrence 

39 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial