Bohol – serce Filipin

Bohol — o tej wyspie mówi się: Filipiny w pigułce. Lokalni uważają, że to serce Filipin. Jest na niej wszystko: piękne plaże, miejsca do nurkowania, tarasy ryżowe (choć raczej z gatunku tych niewielkich), parki rozrywki, wodospady, dżungla, lokalny koloryt, ale też słynne Tarsiery i Wzgórza Czekoladowe. Bohol to takie must-see i jakoś przy planowaniu pobytu nie mogliśmy pominąć tego miejsca.

O tym, jak dostaliśmy się z Cebu na Bohol i naszych pierwszych dniach na pobliskim Panglao można przeczytać w poście: Panglao i Balicasag, czyli jak szukaliśmy żółwi.

BOHOL

Bohol leży w samym środku regionu Visauas. Powoduje to, że jest osłonięta od niszczycielskich tajfunów. Jest dziesiątą pod względem wielkości wyspą archipelagu. Określenie: serce Filipin wzięło się także z kontekstu historycznego. To właśnie na Bohol został podpisany pakt krwi pomiędzy kolonizatorem — Mauricio Legazpi a lokalnym wodzem – Datu Sikatuna.

Po traumatycznym snurkowaniu na Balicasag z przyjemnością zaplanowaliśmy dzień z daleka od plaż. W pierwszej wersji chcieliśmy objechać Bohol na skuterach, ale szybko przeliczyliśmy, że to trasa o długości ponad 100 km i najzwyczajniej musielibyśmy wszystko rozciągnąć w czasie. Tak więc wieczorem, kiedy siedzieliśmy na naszym tarasiku w Dumaluan Beach Resort wpadliśmy na pomysł, aby znaleźć kogoś, kto obwiezie nas po Bohol samochodem. Dzięki temu odpadało też noszenie plecaków i spokojnie mogliśmy znaleźć nowy nocleg gdzieś na wyspie.

SKUTER CZY SAMOCHÓD?

Kiedy tylko rzuciliśmy hasło „szukamy kierowcy” znalazł się młody Filipińczyk, który w imieniu swojego kolegi (właściciela busa) rozpoczął negocjacje ceny i trasy. W końcu stanęło na 2500 peso za dzień (420 peso za osobę) za trasę o długości 140 km, na której mieliśmy pięć przystanków.

Następnego dnia kierowca czekał na nas już o 8 rano. Wrzuciliśmy do busika nasze plecaki, na szybko rozwieszonych w aucie sznurkach powiesiliśmy wilgotne pranie i niczym cygański tabor ruszyliśmy w drogę zostawiając za sobą Panglao. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze tankowanie, bankomat i toaletę w Tagbilaran (pamiętajcie, aby na Filipinach zawsze mieć przy sobie papier lub chusteczki).

MAG-ASO FALLS

O 9:20 dotarliśmy na miejsce. Wodospad znajduje się w odległości 1,5 kilometra od miejscowości Antequera. Na drodze oczywiście kasa, każdy turysta za dojazd do wodospadów musi zapłacić 5 peso. Po kilku minutach, kiedy nasz kierowca zaparkował na pustym placu, okazało się, że za wstęp trzeba zapłacić kolejne 20 peso. Grzecznie płacimy, zabieramy ręczniki i schodzimy schodami w dół.

Dla kogoś, kto nie widział w swoim życiu wodospadów, Mag-Aso jest miłym dla oka widokiem. Niestety daleko mu do ogromnych i spektakularnych wodospadów i nawet na Bohol znajdziemy o wiele atrakcyjniejsze miejsca. Jest zielono, dziko, woda szumi, a silny prąd podcina nogi. Mimo wszystko Mag-Aso Falls to przyjemne miejsce na odpoczynek w upalny dzień.

Stwierdzamy, że jest za zimno na kąpiel (choć wydaje mi się, że ta woda jest cieplejsza niż ta, którą mieliśmy w kranie) i przysiadamy na kamieniach, delektując się widokiem. Uwaga dla tych, których zimna woda nie zniechęci: miejscami głębokość sięga 8 metrów, należy też uważać na silne prądy.

O 10:00 jesteśmy z powrotem na górze, okazuje się jednak, że nasz kierowca pojechał na śniadanie. Takie filipińskie standardy 🙂 Ruszamy dalej. Przed nami 23 km drogi do Corelli.

 

CO TO JEST TARSIER?

Tarsier (po polsku wyrak) wygląda jak mała małpka z łapkami jak u żaby. Tak naprawdę są to naczelne ssaki, które z małpkami mają niewiele wspólnego. Do tego jako jedyne ze ssaków naczelnych prowadzą wyłącznie drapieżny styl życia. Ich cechą rozpoznawalną są ogromne oczy. Dla mnie niesamowite jest to, że te malutkie stworzonka (mają od 9 do 15 cm) potrafią skoczyć nawet na odległość 6 metrów.

PHILIPINES TARSIER SANCTUARY

To miejsce zostało stworzone, aby chronić gatunek, poszerzać wiedzę na jego temat, dbać o jego populacje i edukować. Tarsierom grozi bowiem wyginięcie. Nie dość, że gatunek ten występuje tylko w trzech miejscach na świecie (Filipiny w tym Bohol, Indonezja — Celebes i Sumatra) to regularnie jego osobniki giną, zabijane zarówno przez ludzi, jak i zwierzęta (w szczególności koty). Samica tarsiera rodzi w swoim życiu podobno tylko jedno młode, co nie sprzyja wzrostowi populacji. W ośrodku, który znajduje się na Bohol żyje około 100 tarsierów. Codziennie rano kilka z nich jest przenoszonych do parku, gdzie siedzą sobie spokojnie i dają się oglądać turystom.

GARŚĆ PRAKTYCZNYCH INFORMACJI

Wstęp do Philippines Tarsier Sanctuary kosztuje 60 peso. Fundacja czynna jest w godzinach od 9:00 do 16:00. Zaraz po wejściu do budynku można poczytać o tarsierach i działalności fundacji. Kiedy przekroczyliśmy furtkę ogrodzenia, znaleźliśmy się w lesie przypominającym raczej gęsto rosnące krzaki. Pierwsza myśl: jak my tu znajdziemy te maleństwa? Ruszyliśmy wydeptaną ścieżką i zobaczyliśmy pracownika parku, który na nasz widok przyłożył palec do ust, a po chwili wskazał nam jedną z gałęzi. Siedziała na niej małpka. Małymi łapkami jak u żabki trzymała się kurczowo pnia i wyglądała jakby spała. Po chwili jednak tarsier otworzył swoje ogromne oczy i leniwie, obracając głowę w drugą stronę, zamanifestował swoje niezadowolenie. Ponieważ tarsiery mogą kręcić głową o całe 180 stopni, to skrzętnie to wykorzystują zwłaszcza wtedy, kiedy chce się im zrobić zdjęcie.

O CZYM PAMIĘTAĆ?

Tarsierów pod żadnym pozorem nie można dotykać. Nie wolno tez być głośno ani ruszać drzew, na których siedzą zwierzaki. Całkowicie zabronione jest używanie lamp błyskowych i zbliżanie aparatów blisko zwierzątek. Dba o to obsługa. Każdy tarsier ma swojego pilnującego, który stoi na straży jego bezpieczeństwa. Jakiekolwiek przejawy łamania panującego w parku regulaminu wiążą się z natychmiastową reakcją obsługi.

W Sanktuarium spędziliśmy około godziny, ale w tym czasie obeszliśmy trasę dwa razy. Wyczulam Was na to, abyście szukając tego miejsca na pewno trafili do Philippines Tarsier Sanctuary i wystrzegali się jak innych placówek, które są pseudo fundacjami. Wieść niesie, że małpki są tam trzymane w klatkach. Philippines Tarsier Sanctuary jest rekomendowana jako miejsce, w którym utrzymywany jest wysoki standard opieki nad zwierzętami.

WZGÓRZA CZEKOLADOWE

To chyba najbardziej rozpoznawalne miejsce nie tylko na Bohol, ale też na całych Filipinach. Każdy, kto po raz pierwszy spotyka się z tą nazwą myśli, że ma ona coś wspólnego z czekoladą. Szybko jednak można dowiedzieć się, że nazwa wywodzi się od czekoladowego koloru pagórków. Jest jednak coś innego, co sprawia, że miejsce to zyskało taką sławę: do dziś nie wiadomo jak wzgórza powstały.

Są oczywiście legendy. Jedna głosi, że to kapiące na ziemie łzy, które porosły trawą. Płakał oczywiście mityczny olbrzym, którego zaloty odrzuciła śmiertelniczka. Inna opowieść mówi o dwóch olbrzymach, którzy rzucali w siebie skałami i to z nich właśnie powstały wzgórza.

Pagórków jest 1770 lub 1268 – źródła podają różne liczby. Wzgórza mają wysokość od 40 do 120 metrów (lub też od 30 do 100 metrów). Ich ilość nie ma większego znaczenia. Kiedy bowiem stanie się na górze to oczom naszym ukazują się pagórki, aż po sam horyzont. Jeżeli chce się zobaczyć słynny czekoladowy kolor to najlepiej tu być w porze suchej. My oglądaliśmy pagórki zielone, porośnięte soczystą trawą, która dopiero co została skropiona ulewnym deszczem.

CZY WARTO?

Wstęp na taras widokowy, z którego rozpościera się panorama to koszt 50 peso. Kierowca dowiózł nas na parking w miejscowości Carmen. Abu zobaczyć tę unikatową panoramę trzeba się wspiąć po 214 schodkach. Na górze nie ma już starej drewnianej poręczy, pojawiło się nowe, bezpieczne ogrodzenie. Niestety miejsce jest mocno oblegane przez turystów (w szczególności tych japońskich). Minus jest taki, że to jedyny taki taras widokowy na całym terenie wzgórz. A teren ten jest ogromny, bo obejmuje prawie 50 km kwadratowych. Jeżeli ktoś chce ominąć to miejsce i nie zależy mu na zobaczeniu panoramy to nic straconego, bo wzgórza wyglądają równie imponująco z dołu.

W naszej grupie zdania na temat tego miejsca były mocno podzielone. Dla jednych panorama była piękna, a jej zobaczenie warte fatygi. Dla innych nie było w tym miejscu nic wyjątkowego. Dla mnie jednak jest to cud natury, którego nie zobaczę nigdzie indziej. Jestem zdania, że naprawdę warto było zobaczyć słynne Czekoladowe Wzgórza na własne oczy.

 

PANGAS FALLS

Wracając z Czekoladowych Wzgórz w stronę Loboc chcemy zobaczyć jeszcze jeden wodospad – Pangas Falls. Nasz kierowca nie zna tego miejsca. Pokazujemy mu Google maps, ale niewiele to pomaga. Woli pytać miejscowych, którzy w większości nie wiedzą, o jakie miejsce nam chodzi. To jedna z rzeczy, która zadziwiała mnie na Filipinach. Często zdarzało nam się, że lokalni mieszkańcy nie znali swojej najbliższej okolicy, nie wspominając nawet o sąsiednich wyspach.

W końcu kierowcy udało się namierzyć dobry kierunek i zjechał z głównej drogi w prawo, aby po kilku kilometrach stanąć przed prowizorycznym szlabanem i oświadczyć nam, że dalej nie jedzie. Lokalni oświadczyli, że musimy zostawić auto i przejść jakieś dwa kilometry.

POZA UTARTYM SZLAKIEM…

Po drodze mijamy małe wioski, malownicze domki i uśmiechniętych, machających nam Filipińczyków. Jesteśmy dla nich atrakcją, bo chyba niewielu turystów się tam zapuszcza. Okazuje się jednak, że miejsce jak każde inne ma swoją kasę oraz mały sklepik i aby zejść nad wodospad, należy uiścić opłatę w wysokości 10 peso. Kiedy pokonaliśmy już te dwa kilometry, dojechał nasz kierowca, mówiąc, że jednak można tu wjeżdżać. Tak więc dzięki „dobrym radom” zrobiliśmy sobie całkiem udany spacerek.

A wodospad… o wiele piękniejszy niż Mag-Aso Falls. O wiele też większy i bardziej malowniczy. Zresztą zobaczcie sami:

Podsumowanie kosztów:

– Samochód z kierowcą – 415 peso (za osobę, przy sześciu osobach)

– Mag-Aso Falls – 25 peso

– Chocolate Hills – 50 peso

– Sanktuarium Tarsierów – 30 peso

– Pangan Falls – 10 peso

– Jedzenie i picie tego dnia (bez kolacji) – 100 peso

Po zwiedzeniu Pangas Falls nasz kierowca odwiózł nas do Loboc gdzie musieliśmy znaleźć nocleg. Znajomi znajomych polecili nam rewelacyjne miejsce w dżungli, nad samym brzegiem rzeki Loboc. Perspektywa była przyjemna do momentu kiedy nie okazało się, że musimy pokonać masę schodów i, że znowu czeka na nas zimny prysznic. O tym, dlaczego nie mogliśmy zasnąć w środku dżungli, dlaczego otwarty rachunek to zły pomysł i czy warto bać się Zip Line, będzie już następnym razem.

  1. Odpowiedz

    Pięknie i niezwykle klimatycznie 🙂 Niesamowite krajobrazy, natura… To wszystko tworzy niesamowite wrazenie – bardzo mi się podoba: ) Zazdroszczę 🙂

  2. Odpowiedz

    Te drugi wodospady są zdecydowanie ładniejsze niż pierwsze :). Ale myślę, że wszędzie może się tak zdarzyć że lokalni mieszkańcy nie znają atrakcji znajdujących się niedaleko miejsca ich zamieszkania 🙂

    1. Odpowiedz

      Dokładnie tak było, zdecydowanie Pangas Falls był piękniejszym wodospadem. Nie wiem jak to się stało, że właśnie Mag-Aso Falls został okrzyknięty najpiękniejszym wodospadem wyspy Bohol. Gdybyśmy mieli trochę więcej czasu to poszukalibyśmy jeszcze innych, podobnych miejsc. Pokazuje to jednak, że warto czasami zjechać z utartego szlaku.

  3. Odpowiedz

    Piękne zdjęcia, cudne widoki, świetny post 🙂 Może kiedyś i ja tam będę? Takie moje małe marzenie 😀 Tarsier jest słodki <3

    1. Odpowiedz

      Dziękujemy 🙂 trzymamy kciuki za spełnienie marzeń.

    • Ola, Maj 20, 2017, 10:47 am

    Odpowiedz

    Jeeej, ile przydatnych informacji i ciekawostek! Świetna sprawa i piękne miejsce. Chociaż największe wrażenie zrobił na mnie Tarsier;)

    1. Odpowiedz

      Dziękujemy za te miłe słowa. Nam Tarsiery także bardzo przypadły do gustu. Cieszymy się, że udało nam się zobaczyć ten mały skarb wyspy Bohol.

    • Marta, Maj 19, 2017, 4:44 pm

    Odpowiedz

    Piękne widoki! Wzgórza Czekoladowe mnie kupiły. 🙂

    1. Odpowiedz

      O tak, są zachwycające.

  4. Odpowiedz

    Mieszkałam w Azji 2 lata, ale na Filipiny nigdy się nie wybrałam 🙁 Oczywiście, że na pewno warto tam pojechać 😛 Wspaniałe zdjęcia i piękne miejsce.

    1. Odpowiedz

      To w takim razie jest kolejne miejsce do odwiedzenia. Trzymam kciuki bo naprawdę warto 🙂

  5. Odpowiedz

    Właśnie zaczęłam marzyć o Filipinach, tak intensywnie i z radością, że kiedyś będę mogła się tam udać, nacieszyć wzrok krajobrazami, spotkać ciekawych ludzi i gdzieś znaleźć miejsca na chwile samotnych rozmyślań. 🙂 Piękne zdjęcia. 🙂
    Bookendorfina

    1. Odpowiedz

      Trzymamy kciuki 🙂

  6. Odpowiedz

    Jak mnie się marzy taka odległa podróż. Fantastyczne miejsce i piękne widoki!

    1. Odpowiedz

      W takim razie z całego serca życzymy aby to marzenie się spełniło. My też kiedyś marzyliśmy o Filipinach…

    • Eli, Maj 18, 2017, 10:28 am

    Odpowiedz

    Bardzo fajny artykuł ( jak wszystkie ). Ładne zdjęcia i dużo wiedzy o Bohol , która przyda się każdemu podróżnikowi i nie tylko. Czekamy na więcej.

    1. Odpowiedz

      Dziękujemy 🙂 Bardzo nam miło

    • Iga | Z naciskiem na szczęście, Maj 17, 2017, 11:42 am

    Odpowiedz

    Każde zdjęcie z osobna robi niesamowite wrażenie.
    Post mogły się składać tylko z nich 🙂

    1. Odpowiedz

      Dzięki, cieszymy się, że się podoba.

    • Kamila, Maj 15, 2017, 10:35 pm

    Odpowiedz

    narobiłaś mi apetytu 🙂 A zawód pilnowacza Tarsierów w takich okolicznościach przyrody – marzenie!

  7. Odpowiedz

    Mnie chyba najbardziej urzekły te Czekoladowe Wzgórza, a nawet sobie je wygooglowałam, ale tego koloru czekolady nie ujrzałam. Może kiedyś, jak sama tam dotrę. A jak ogólnie oceniacie Filipiny, bo ja słyszałam bardzo mieszane opinie.

    • Marta, Maj 15, 2017, 2:22 pm

    Odpowiedz

    Chciałabym się tam teleportować. Cudowne miejsce!

    • Asia, Maj 15, 2017, 1:23 pm

    Odpowiedz

    Zazdroszczę ogromnie! Filipiny to jedno z moich największych podróżniczych marzeń i dzięki Wam mogę choć na chwilę się tam przenieść 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA