Ameryka Północna,  Kuba,  Podróże

Zatoka Świń – Kuba. Co warto tam zobaczyć.

Zatoka Świń – Bahia de Cochinos. Znajdziesz tu krokodyle, kolibry, piękne plaże i miejsca do nurkowania ale i kawałek ciekawej historii. Ponownie zapraszam na Kubę.

Półwysep Zapata i Zatoka Świń są często pomijane w trakcie zwiedzania Kuby. Ja wybieram to miejsce ze względu na kontekst historyczny, inni, aby zobaczyć krokodyle i kolibry, wszyscy zgodnie chcą nurkować w cenote. Opuszczamy Vinales i kierujemy się w stronę południowych wybrzeży Kuby. Do przejechania mamy 370 km. Na szczęście większość po szerokiej i pustej kubańskiej autostradzie podarowanej Kubańczykom od Związku Radzieckiego.

Zatoka Świń – Bahia de Cochinos

geograficznie

Bagnisty teren Zatoki Świń to wschodnia część Półwyspu Zapata. Zapata po hiszpańsku oznacza but, a półwysep otrzymał taką nazwę z prostego powodu — kształtem przypomina obuwie. Jest to najmniej zaludniony rejon Kuby, ponieważ większość półwyspu zajmują bagna, lasy i namorzyny. Za to żyje tu około 200 gatunków ptaków i krokodyl kubański. Z uwagi na to, że jest to jeden z bardziej zróżnicowanych ekosystemów na wyspie, utworzono tu park narodowy i rezerwat biosfery UNESCO. Półwysep można zwiedzać wyłącznie w towarzystwie przewodnika ponieważ teren jest zdradliwy i łatwo się tu zgubić. Wybierają się tam głównie miłośnicy ptaków i połowów ryb (podobno te są wrzucane z powrotem do wody).

Długo nurtowało mnie, skąd wywodzi się nazwa: Zatoka Świń. Udało mi się ustalić, że ma ona dwa, równie prawdopodobne źródła. Pierwsze wiąże się z tym, że w rejonie zatoki Hiszpanie wyładowywali transporty świń (po hiszpańsku los cochinos). Drugie pochodzenie nazwy wiąże się z nazwą ryby: cochino (Rogatnica piękna), która zamieszkuje m.in. rafy Zatoki Świń.

historycznie – inwazja w Zatoce Świń

Niezależnie czy nazwa „Zatoka Świń” wywodzi się od ryb, czy hiszpańskich prosiaków, to większość ludzi na świecie kojarzy ją z wydarzeniem historycznym – Inwazją w Zatoce Świń. Miało to miejsce w roku 1961. Amerykański rząd sporządził plan zaatakowania Kuby („operacja Pluto”) i obalenia rządów Fidela Castro. Plany przygotowało CIA, ale warunkiem przeprowadzenia inwazji był fakt, że nie wezmą w niej udziału amerykańcy żołnierze. Dlatego też zwerbowano i przeszkolono na terenie Stanów kubańskich imigrantów. W nocy z 17 na 18 kwietnia 1961 roku przypłynęli oni na plaże Giron. Jednak nie było to żadne zaskoczenie dla Fidela Castro, który o inwazji wiedział już wcześniej i zdążył się do niej przygotować.

Amerykańskie wojsko (jeżeli można tak nazwać przeszkolonych, kubańskich imigrantów) utknęło na plażach Zatoki Świń, z jednej strony odcięte przez wody zatoki i bagniste tereny półwyspu, a z drugiej przez kubańskie wojsko wspierane rosyjskimi czołgami. Żołnierze nie doczekali się wsparcia lotniczego ze strony amerykańskiego rządu. Walki trwały niecałe 72 godziny. Zginęło 114 atakujących, 1189 Kubańczyków trafiło do niewoli. Rok później Fidel Castro wymienił ich na leki i żywność warte 53 miliony dolarów. Straty strony kubańskiej nie są dokładnie znane, mówi się, że zginęło od 2000 do 5000 żołnierzy.

Zwycięstwo przysporzyło Fidelowi Castro więcej sympatii wśród Kubańczyków i zacieśniło stosunki ze Związkiem Radzieckim. Kiedy jedziemy w stronę Playa Larga, wzdłuż drogi widzimy pomniki. Każdy z nich upamiętnia jednego poległego w walce Kubańczyka.

Zatoka Świń i krokodyle

Droga z Vinales mija nam szybko i całkiem przyjemnie. Jazda pustą autostradą jest fajnym doświadczeniem. Idąc w ślady Alexa, kupujemy przy drodze kanapki z wieprzowiną. Dostajemy je zawinięte w kawałek gazety, bo nikt tu nie ma serwetek papierowych. Kanapki smakują wybornie. O 13:30 docieramy do Parku Krokodyli (Criadero de Crocodiles). Skuszeni pozytywnymi opiniami i faktem, że miejsce to jest objęte patronatem UNESCO, decydujemy się je odwiedzić. Na Kubie żyją dwa gatunki krokodyli, farma została stworzona, aby uchronić je przed wyginięciem i wspomóc rozmnażanie gadów. W końcu Zatoka Świń słynie z krokodyli.

Wstęp kosztuje 5 CUC (19 zł). Wchodzimy do ogrodu. W środku wybetonowane baseny z żółwiami i iguaną. Po przejściu paruset metrów trafiamy przed zagrody z małymi krokodylami. Znowu beton i trochę wody, zero jakichkolwiek udogodnień, żadnej zieleni, roślin… nic. Obok pracownik parku trzyma na ręce małego krokodyla i wciska go turystom, żeby sobie z nim zrobili zdjęcie. Krokodyl ma zawiązaną paszcze. Przestaje mi się podobać to miejsce. Alejka prowadzi wzdłuż sklepików, wprost do baru. Kiedy do niego wchodzimy, uśmiechnięty Kubańczyk wciska nam grzechotki i ciągnie na scenę. Można zagrać z „prawdziwą” kubańską orkiestrą. Oczywiście nie za darmo.

Jak smakuje krokodyl?

Każdy, kto ma bilet wstępu do Criadero de Crocodiles, dostaje w barze darmowy napój (piwo, kubańską kolę, fante czy sprite), a za 10 CUC (38 zł) można zjeść danie z krokodyla (siekane mięso i frytki). Wojtek decyduje się spróbować, podobno najlepiej smakuje krokodyl w Zatoce Świń. Porcja jest niewielka, ale zadziwiająco dobra. Kiedy w barze pojawia się kolejna grupa turystów, muzycy zaczynają grać, a wodzirej wciska grzechotki następnym nieszczęśnikom. I tak cały dzień biznes się kręci. Przez bar trzeba przejść, żeby zobaczyć staw z dorosłymi krokodylami. Teren ze zbiornikiem wodnym jest spory. Z jednej jego strony, na brzegu siedzą krokodyle. Choć bardziej odpowiednim słowem jest: leżą. Aby trochę pobudzić je do życia, pracownik parku wkłada za siatkę wędkę z jakimś ochłapem. Krokodyle zaczynają podnosić głowy i pokazywać kły. Publika się cieczy.

Criadero de Crocodiles dla nas zdecydowanie NIE!

Nagle przede mną i Liwką wyrasta pracownik ogrodu z małym krokodylem na ręce. Zwierze jest tak małe, że mieści się mu na dłoni. Zanim się orientuję, że i on ma gumeczkę na pysku, trzymam go już w ręce. Jest mięciutki jak żabka, ma podobną konsystencję. Nie podoba mi się to, że każdy może go dotknąć. Ponieważ Liwka stanowi dla niego realne zagrożenie szybko oddaje go opiekunowi. Mały wraca do… wiaderka. Kurczę nie tak to miało wygadać. Nic więcej już nam niepotrzebne.

Uciekamy z ogrodu, który okazał się mocno przereklamowanym miejscem. Może i krokodyle są tu dobrze traktowane, może i dzięki temu miejscu gatunek jest ochroniony, ale sam fakt, że można sobie z krokodylami robić zdjęcia, skreśla to miejsce. Maluchy powinny siedzieć w swoich klatkach, a nie być podawane z ręki do ręki. Gdyby jednak ktoś zdecydował się na odwiedzenie Criadero de Crocodiles, to pamiętajcie: wstęp to 5 CUC (dzieci do lat 2 za darmo). Toalety na terenie parku są płatne. Uwaga na komary. Gryzą potwornie.

Koliber kubański – najmniejszy ptaszek Kuby

Zatoka Świń słynie z różnorodności ptaków. My chcemy zobaczyć te najmniejsze, czyli kolibry (pszczele, kubańskie czy też złociki). Ptaki żyjące na Kubie są najmniejszymi przedstawicielami gatunku, ich długość to około 10 cm. Jesteśmy pewni, że chcemy je zobaczyć, ale nie bardzo mamy pomysł jak to zrobić. Na wycieczkę po półwyspie Zapata nie mamy za bardzo czasu, a żadne z nas nie wie gdzie się udać, aby wypatrzeć tak małego ptaszka. Z pomocą przychodzi nam Alex, który wiezie nas… do domu swojego znajomego.

Nie ma tego miejsca na Google maps. Można je znaleźć na maps.me. Oznaczone jest tam jako Bee Hummingbird (birds watching) w miejscowości Palpite, pomiędzy Farmą Krokodyli a Playa Larga. Na końcu gruntowej drogi, za kamiennym murem stoi dom. Taki sam jak inne domy w Zatoce Świń. Nad drzwiami, na frontowej ścianie znajduje się wyblakły malunek kolibra i napis: Casa del Zunzun. Wychodzi do nas uśmiechnięty mężczyzna i wita się z Alexem. To właściciel o imieniu Barnabe. Prowadzi nas na tył domu, gdzie znajduje się ogród pełen ukwieconych drzew.

Barnabe – zaklinacz pszczelich kolibrów

Myślę sobie: super, mamy już miejsce, ale ile teraz trzeba czekać, aby zjawiły się te maleńkie ptaszki? Wtedy widzę jak Barnabe bierze do ręki małe poidełko i zaczyna gwizdać, po kilkunastu sekundach zjawia się pierwszy ptaszek. Barnaba pokazuje nam, gdzie na gałęziach można dostrzec kolibry. Są maleńkie, szybkie i zlewają się z gałązkami. Niektóre przylatują do poidełek zawieszonych na drzewach, inne do samego Barnabe. Malutkie ptaszki wyglądają jak utkane z cekin. Za wszelką cenę chcemy zrobić im zdjęcie, ale jest to niebywale trudne. Dziękujemy Alexowi za to, że nas tu przywiózł. Bez niego na pewno byśmy tu nie dotarli. Barnabe nie ma cennika, ale za jego gościnę i poświęcony czas zostawiam mu kilka CUC. Ruszamy w stronę Playa Larga.

Zatoka Świń i Playa Larga

Zatoka Świń to przede wszystkim miejscowości: Playa Larga i Playa Giron. Znowu nie mamy noclegu i ponownie z pomocą przychodzi nam Alex. Tłumaczy, że jeżeli chcemy spać nad zatoką, blisko plaży to musimy wybrać Playa Larga. W Playa Giron casy położone są daleko od linii brzegowej. Alex zawozi nas do Casa Leonar. Znowu nie mamy żadnych zastrzeżeń, jest czysto, przestronnie i w przyzwoitej cenie (około 30 CUC – 115 zł za pokój dla 4 dorosłych). Jedyne co nam krzyżuje plany to ulewny deszcz. Jedziemy coś zjeść i tu znowu zdajemy się na wybór Alexa. Zawozi nas do restauracji Edel Orlando gdzie zajadamy się przepysznymi owocami morza, choć właściciel namawia nas też na… krokodyla.

Sama Playa Larga nie ma za wiele do zaoferowania. Niektóre przewodniki całkiem przemilczają jej istnienie. To niewielka rybacka wieś, która jest świetną bazą wypadową dla zwiedzania półwyspu Zapata. Mnie najbardziej urzeka znajdujący się tam pomnik kraba. Dzięki temu, że pada, a do zwiedzania jest niewiele, mamy czas, aby chwilę odpocząć. Nasz domek znajdujący się przy samej plaży świetnie się do tego nadaje.

W drodze do Playa Giron

Następnego dnia budzi nas piękna pogoda. Właściciel przygotowuje nam śniadanie na świeżym powietrzu, z widokiem na zatokę. Pakujemy się do samochodu i ruszamy do Playa Giron, po drodze chcemy zobaczyć cenote i poplażować. Zatoka Świń jest uważana za jedno z lepszych miejsc na Kubie (o ile nie najlepsze) do nurkowania i pływania z rurką. Pomiędzy Playa Larga a Playa Giron, jakieś 30 – 40 metrów od brzegu ciągnie się klif, który tworzy koralową ścianę. Do kilkudziesięciu miejsc nurkowych można dostać się bez konieczności korzystania z łodzi. Do tego atutem miejsca są zatopione statki.

Jednym z ciekawszych miejsc do snurkowania jest plaża Caleta Buena, jej fenomen polega na tym, że od morza dzieli ją osłonięty klif, przez co mieszają się tam wody słone i słodkie. To sprawia, że można tam zaobserwować ryby, których nie ma w innych miejscach. Wstęp na tę plażę jest płatny, w cenie 15 CUC (57 zł) mamy nieograniczony bufet z jedzeniem i piciem.

Cenote Cueva de los Peces

My nie nurkujemy (niestety), ale bardzo chcemy zobaczyć cenote, czyli naturalną studnię kresową z jeziorem, która pod ziemią łączy się z wodami morskimi. Taka znajduje się w Zatoce Świń, w lasach pomiędzy Playa Larga a Playa Giron i nazywa się Cueva de los Peces (jaskinia ryb). Cenote ma 70 metrów głębokości. Żadne z nas nigdy nie widziało ani nie pływało w cenote więc bardzo chcemy zobaczyć to miejsce. Już sobie wyobrażam błękitne jezioro otoczone soczystą zielenią lasu, z zimną wodą z kolorowymi rybkami, hamakami leniwie bujającymi się dookoła… no i na wyobrażeniach się kończy.

Podjeżdżamy pod Cueva de los Peces, jest jeszcze parę minut do otwarcia. Widzimy, jak co chwile podjeżdżają samochody i wysiadają z nich roześmiane grupki osób. Zabierają swój sprzęt nurkowy i znikają za bramą. No to my też idziemy. Okazuje się jednak, że dziś jest… zamknięte… bo jest zamknięte. Tłumaczymy, że my tylko na chwile, że możemy w sumie tylko wejść, zobaczyć i zrobić zdjęcia, że nie musimy pływać. Odpowiedź brzmi za każdym razem: przyjedźcie jutro. Ale juro nas tu nie będzie… Alex próbuje przekonać rodaków, żeby wpuścili nas, choć na chwilę, ale też mu się to nie udaje. Mówi nam ze smutkiem: to Kuba, nic na to nie poradzimy. Na pocieszenie zostaje nam tylko popluskanie się w morzu.

Museo de Playa Giron

O historii inwazji w Zatoce Świń było już wyżej. Aby przekonać się na własne oczy, jak przedstawiają ten epizod Kubańczycy, polecam wybrać się do muzeum w Playa Giron. Bilet wstępu to koszt 2 CUC (7,6 zł) a za fotografowanie należy zapłacić 1 CUC (3,8 zł), muzeum czynne jest od godziny 8:00 do 17:00. Już przed wejściem witają nas sowieckie czołgi i samolot oraz tablica upamiętniająca poległych w czasie walk. W środku spora sala jest podzielona na dwie części, jest tu wiele tablic, zdjęć, prywatnych rzeczy i zachwytów nad bohaterskimi postawami Kubańczyków. Można zobaczyć podziurawione kulami ubranie, zniszczone banknoty, broń i zdjęcia Fidela Castro. Niestety podpisy są tylko w języku hiszpańskim, ale mamy Alexa, który tłumaczy nam teksty i opowiada ciekawostki z historii. Co prawda twierdzi, że po stronie atakującej nie było wielu Kubańczyków, tylko hiszpańskojęzyczni mieszkańcy Stanów, którzy pochodzili z Ameryki Południowej… cóż, może tak właśnie uczą w kubańskich szkołach.

Oglądamy pamiątki po Eduardo Garcia Gonzales, młodym chłopaku, który raniony podczas walk, zdążył przed śmiercią napisać swoją krwią imię najwspanialszego, kubańskiego wodza: Fidela. Można też obejrzeć buty trzynastoletniej Nemesi Rodríguez Montano. Dziewczynka była świadkiem ataku na Zatokę Świń. Atakujący żołnierze zamordowali jej mamę, a braci ranili. Jej białe buty, które były jedyną cenną rzeczą, jaką posiadała, zostały zniszczone w czasie walki i ucieczki. Później powstała nawet „Elegia o białych butach”. W muzeum widzimy też ścianę z wizerunkami tych, którzy polegli. Jest bardzo podniośle (jak na warunki kubańskie) i patriotycznie.

Plaża w Playa Giron

Po wyjściu z muzeum idziemy na drugą stronę ulicy po coś do picia. Przy okazji trafiamy na targ z pamiątkami. To w zasadzie pierwsze takie miejsce, które odwiedzamy na Kubie. Chcemy kupić kapelusz dla Liwii, ale zakupy kończymy z całą siatką pamiątek: drewniane rzeźby, domino, bransoletki z muszelek. Niewątpliwie ceny są zachęcające, ale jeszcze bardziej zachwyca nas fakt, że wszystko, co oglądamy, jest wykonane ręcznie i na Kubie, żadnych „made in china”. Do tego trafiamy na tak sympatycznych sprzedawców, że jest nam aż żal stamtąd wychodzić. Pytamy Alexa, czy dokonaliśmy dobrego zakupu i czy ceny są ok. Alex dyplomatycznie nam odpowiada: jeżeli uważacie, że te rzeczy są tyle warte, to znaczy, że ta cena jest dobra. To ręczna robota i pamiętajcie, że kupując od Kubańczyków, pozwalacie im się utrzymać.

Pobyt w Zatoce Świń kończymy pobytem na plaży. Alex zawozi nas Playa Coco w Playa Giron, gdzie możemy chwilę odpocząć i wykąpać się w ciepłej wodzie. Tutaj plaża jest piaszczysta w przeciwieństwie do tej przy cenote, pomimo to nie jest do końca zachwycająca. Na zdjęciach wygląda ładnie, w rzeczywistości jest trochę zaniedbana i opuszczona, niewątpliwie nam to nie przeszkadza. Zadowoleni z faktu, że zobaczyliśmy Zatokę Świń, okupieni pamiątkami i wykąpani w karaibskim morzu ruszamy w stronę Cienfuegos.

8 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial