Albania,  Europa,  Podróże

Albania – od targu w Krui do bunkrów Enwera Hodży

Piątkowy poranek w Albanii obudził nas hałasami z pobliskiej budowy. Nie pozostało nam nic innego jak zebrać się i ruszyć poznawać kolejnych miejsc, które miałam na naszej liście. Za nami zwiedzanie Szkodry i rejs po Jeziorze Koman oraz wyprawa do Berat i nad Kanion Osumi. Na dziś zaplanowałam nam stare miasta, kolorowe targi, największe bunkry i zakamarki stolicy. Z Durres do Krui dzieli nas raptem 45 kilometrów, niecała godzina drogi… przed nami kolejne perełki Albanii: Kruja i Tirana.

Kruja

Czy Kruja różni się od innych historycznych miast Albanii? Moim zdaniem (i na pierwszy rzut oka) nie. Większość z albańskich miast ma charakterystyczne wzniesienie, na którym znajduje się (lub też znajdowała) najstarsza część miasta, otoczone murami obronnymi. W Krui jest podobnie.

Przyjeżdżamy i parkujemy samochód na jednym z prywatnych parkingów u stóp cytadeli. Trochę nas korci, aby wjechać na samo wzgórze zamkowe, ale powstrzymują nas metalowe słupki. Później orientujemy się, że jest to do zrobienia, ponieważ na wzgórzu znajdują się pensjonaty i restauracje, do których można dojechać autem. Wystarczy poprosić o to strażnika z pilotem do chowania słupków. Pchając wózek z Liwką po krujenskich kocich łbach, nie wiedząc jeszcze o pensjonatach i panu z pilotem, przeklinam tego, kto te metalowe słupki tam wsadził.

O tak, Kruja i wzgórze zamkowe nie są łaskawe dla wózków, nawet takich terenowych jak nasz. Strome podejście, kocie łby, schody tylko utrudniają zwiedzanie. Reasumując: polecam tu chustę, nosidło czy nawet ręce. Kiedy już wtoczyliśmy się na wzgórze zamkowe, to dostaje jakiegoś zaćmienia kierunkowego i każę Wojtkowi wyjechać po najwyższych schodach (tak, tak, na wzgórzu są też schody), żeby za chwile powiedzieć mu, że pomyliłam drogę i musi znieść wózek na dół.

Cytadela czyli Zamek Skanderbega.

To najważniejszy zabytek Krui. Trzeba pamiętać, że Skanderbeg jest największym albańskim bohaterem narodowym i wszystko, co z nim związane jest w Albanii otoczone dużym kultem. Na wzgórzu w Krui cytadela stała jeszcze zanim ktoś o Skanderbegu usłyszał. Dopiero w XV wieku miejsce to stało się siedzibą bohatera. To stąd dzielnie bronił się przed atakami Turków. Jednak jak to często w historii bywa: bohater umarł (w tym przypadku akurat na malarię), a miasto z twierdzą zdobyto głodem. Turkom udało się to dopiero za czwartym oblężeniem. Niewątpliwie Kruja nie miała dużo szczęścia, bo to, czego nie zniszczyli Turcy, nie dało rady przeciwstawić się trzęsieniu ziemi.

Muzeum Skanderbega

Na wzgórzu zamkowym w Krui podobno prawdziwa (w sensie oryginalna) jest tylko wieża. Reszta jest rekonstrukcją. Najciekawszym budynkiem jest Muzeum Skanderbega, które znajduje się w hmm… czymś, co ma przypominać jego zamek. Przypomina raczej budowlę z fantastycznych powieści niż zamek narodowego bohatera. „Winę” za to ponosi córka dyktatora, która kierowała odbudową i przygotowała jej plany. Wydaje się, że miała dość dużo swobody, ponieważ nie trzymała się prawdy historycznej. Do dziś zarzuca się jej, że budynek za bardzo razi nowością i odbiega od pierwotnego wyglądu zamku.

Narodowe Muzeum Skanderbega czynne jest od października do marca, od wtorku do niedzieli w godzinach od 9:00 do 13:00 i od 15:00 do 18:00. W sezonie, czyli od kwietnia do września otwarte jest codziennie od 9:00 do 19:00. Bilet kosztuje 200 ALL. Niestety nie powiemy czy warto zajrzeć do środka, bo my wybraliśmy inne muzeum znajdujące się w Krui. Jeżeli ktoś tylko ma trochę czasu, to na pewno nie pożałuje zwiedzenia ekspozycji. Podobno prócz pamiątek związanych ze Skanderbegiem jest wiele eksponatów związanych z tym rejonem Albanii. Największym zainteresowaniem cieszą się hełm, miecz i tron Skanderbega. Niestety wszystkie trzy są kopiami.

Muzeum Etnograficzne w Krui czyli powrót do przeszłości.

Obok Muzeum Skanderbega, trochę niżej na zamkowym wzgórzu, za kamiennym ogrodzeniem znajduje się istna perełka — Muzeum Etnograficzne. Uwielbiamy miejsca, dzięki którym możemy przenieść się w czasie, a takie właśnie jest to muzeum. Po przekroczeniu bramy znajdujemy się w pięknym ogrodzie, to właśnie w nim stoi tradycyjny XVIII wieczny dom wybudowany przez Ismaila Paszę Toptaniego. Parter budynku to pomieszczenia gospodarcze w tym tłocznia oleju czy pomieszczenie, w którym wyrabia się tradycyjne albańskie czapki (geleshi).

Na piętrze znajdują się pokoje mieszkalne. Centralną częścią piętra jest pomieszczenie, które my potocznie zwiemy salonem. Jest tam też kuchnia z oryginalnym wyposażeniem (choć znajdą się w niej i plastikowe opakowania), z okienkiem, przez które gospodyni wyglądała, sprawdzając, czego brakuje gościom. Po prawej stronie od wejścia znajduje się damska część domu, czyli pokoje dla kobiet. Druga część piętra to strefa męska z pokojami przystrojonymi bronią i instrumentami muzycznymi. Uwaga! Zebrane w muzeum eksponaty w 90% są autentyczne.

Muzeum czynne jest od wtorku do niedzieli w godzinach od 9:00 – 13:00 i 15:00 – 18:00. Wstęp 300 ALL.

W zakamarkach wzgórza zamkowego.

Po zwiedzeniu muzeum pakuję Liwkę do nosidła i ruszam brukowanymi uliczkami w dół wzgórza zamkowego. Mijamy łaźnie z XV wieku i dochodzimy do malowniczego zakątka ogrodzonego murem. Wewnątrz, na małym dziedzińcu rośnie stare drzewo oliwne. Za nim znajduję otwarte drzwi do świątyni, jej wnętrze ozdobione jest malowidłami a sufit rzeźbionym dachem. Nie wchodzę do środka z uwagi na mój nieodpowiedni strój (odsłonięte ramiona). Obok znajduję mały grobowiec.

 

Na spotkanie wychodzi mi starszy mężczyzna, domyślam się, że strażnik tego miejsca. Gestem zaprasza mnie do wnętrza sali, która przypomina mi trochę salkę do modlitw. To miejsce to klasztor bektaszytów — ich święte miejsce medytacji. Bektaszyci to bractwo religijne założone w XIII wieku, łączy ono w swoim wyznaniu elementy chrześcijaństwa, ezoteryzmu, szamanizmu i zaratustrianizmu. W Albanii wyznanie to odrodziło się po 1991 roku, kiedy to upadł komunizm. W jego czasach klasztor bektaszytów w Krui zamieniony był na magazyn i częściowo zniszczony.

Bazar czyli najfajniejsza atrakcja Krui

Byłaby najfajniejsza, gdyby nie… wózek, a w zasadzie brukowana ulica bazaru. Zdecydowanie zamienia nam przyjemne kupowanie pamiątek na walkę z kostką brukową. Do tego wąskie wejścia do sklepów i wysokie stopnie stają się problematyczne dla wózka. Marzyło mi się buszowanie w starych antykwariatach i sklepach ze starociami, podczas gdy skończyło się na staniu pod sklepikami (Wojtek znikał we wszystkich, szukając dla siebie bagnetu), oglądaniu wystaw (skądinąd bardzo ciekawych) i uśmiechaniu się do dość natarczywych sprzedawców.

Jedną uliczkę, która prowadzi od Hotelu Panorama do zamku zajmuje słynny krujeński bazar. Najmniej ciekawie jest przy samym zamku, ponieważ tam uliczka staje się bardziej placem i prócz sklepików znajduje się tam sporo restauracji. Jestem prawie pewna, że na tym bazarze można przy odrobinie cierpliwości i czasu znaleźć prawdziwe cuda i autentyczne perełki. Bez tego na pewno kupimy sporo rękodzieła, tkaniny, ozdoby, lokalne czapki, alkohole, masę antyków, ale i sporo chińszczyzny, niewątpliwie każdy znajdzie coś dla siebie.

Po więcej informacji o Krui i Skanderbegu zapraszam do zaprzyjaźnionego bloga Album z podróży. A my zmęczeni walką z brukiem Krui, przed nami Tirana…

Tirana – komunistyczna stolica Albanii

Tirana… Pierwsze wrażenie: jejku jak tu tandetnie, szaro i niemodnie. Monumentalne, posępne budowle konkurują z szarością osiedli. Drugie wrażenie: jejku jak oni tu jeżdżą! W żadnym miejscu Albanii nie było tak trudno poruszać się samochodem, jak w jej stolicy. Udaje się nam jednak dostać do centrum. Tu miłe zaskoczenie: podziemny parking i całkowicie bezproblemowe znalezienie miejsca. Jeszcze tylko schody i jesteśmy w centrum Tirany.

Tirana i Plac Skanderbega.

Komunizm wyburzył zabytki Tirany, żeby na ich miejscu zbudować plac na miarę swojego wodza. Piękne, historyczne budynki ustąpiły miejsca potężnym, surowym w swej formie i jednakowym w kolorze gmachom, które świadczyć miały o potędze ustroju. Na środku placu postawił złoty pomnik Envera Hodży, który spoglądał na swój ukochany lud. Tirana była z niego taka dumna. Dziś jego miejsce zajął prawdziwy albański bohater – Skanderbeg. Komunistyczne budynki jednak zostały. Teraz już nie straszą swoją potęgą, ale stanowią atrakcje i ciekawostkę. Takie trochę przeniesienie się w czasie.

Pierwszy budynek, który widzimy to czysta postać komunistycznej architektury, która każdym swoim fragmentem chwali kraj i jego lud. To budynek Narodowego Muzeum Historycznego w Tiranie. Jego fasada ozdobiona jest ogromną mozaiką przedstawiającą Albańczyków w tradycyjnych strojach i powiewający nad nimi sztandar. Nie wchodzimy do środka, mimo że wiemy, że jest to największe i najlepiej wyposażone muzeum całej Albanii.

Mijamy budynek Narodowego Teatru Opery i Baletu, który jest kolejnym wielkim gmachem zajmującym prawie cały bok placu i dochodzimy do Meczetu Ethem Beja i wieży zegarowej. To za meczetem znajduje się miejsce, które najbardziej chcę zobaczyć.

Bunk’art2 najlepsze muzeum Tirany!

Pomiędzy ministerialnymi budynkami Tirany, na środku chodnika stoi mała kopuła. Po przekroczeniu jej wejścia od razu trafia się na strome schody. To jeden z bunkrów atomowych zbudowanych w Albanii w czasie komunistycznej dyktatury Envera Hodży. Ten należał do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dziś to wystawa zwana Bunk’art2.

Kupujemy bilety (500 LEK) i dowiadujemy się, że spokojnie możemy zwiedzać z wózkiem. Owiewa nas chłód, przeszywa trochę z zimna, a trochę na myśl o tym, co musiało dziać się w Albanii za czasów dyktatury Enwera Hodży. Wystawa dość mocno przenosi nas w tamte czasy… Bunkier mieści się na jednym poziomie, to kilka wąskich korytarzy i ich odnóg, przy których znajdują się niewielkie pomieszczenia. Na końcu jednego z korytarzy znajduje się pokój ministra. Jest sekretariat z biurkiem, ogromny gabinet z dużym stołem a za nim prywatna sypialnia ministra. W pozostałych 20 salach znajduje się ekspozycja poświęcona działaniom policji i tajnych służb w czasie reżimu Hodży.

Ku pamięci 100 tys. ofiar komunistycznej dyktatury.

To historie tych ludzi pokazane są w Bunk’art2. Jak brutalnie obchodził się z nimi system komunistyczny. Chodząc po niewielkich salach bunkra, można zobaczyć, jak inwigilowano społeczeństwo, jak podglądano ludzi w domach, podsłuchiwano przy stołach. Pokazane są metody przesłuchań i tortur, akta spraw, listy zamordowanych, ubrania z dziurami po kulach czy zębach psów. Wąskie korytarze i małe pomieszczenia przypominają mi o klaustrofobii. Mrugające światło w jednej z sal przesłuchań uruchamia jakiś wewnętrzny lęk. Po raz kolejny patrzę na świecie na miejsce i historie, które nie powinny nigdy się zdarzyć.

Bardzo chciałam zobaczyć komunistyczne bunkru Hodży znajdujące się w Tiranie. Niestety nie doczytałam, że tym ważniejszym i większym oraz przeznaczonym dla samego Envera Hodży jest Bunk’art1. To największy bunkier atomowy, jaki powstał w całej Albanii. Przeznaczony był dla wodza narodu i innych dygnitarzy, którzy zamknięci w jego wnętrzu mieli zapewnić normalne funkcjonowanie państwa. Bunk’art1 zajmuje 2685 metrów kwadratowych, zbudowany jest na pięciu poziomach i ma aż 106 pokoi (do zwiedzania udostępniono ich 40 w tym salę kinową i prywatne pokoje dyktatora).

Bulwar Męczenników Narodu i Piramida.

Tak! Piramida! Tirana ma swoją piramidę. Oczywiście wszystko w duchu komunistycznym i dla wodza narodu. Po wyjściu z bunkra ruszamy spacerem Bulwarem Męczenników Narodu, szeroką ulicą, przy której znajduje się kolejna grupa znaczących dla Tirany budynków. My idziemy zobaczyć słynną piramidę. Budynek jest tak przygnębiający, że trudno uwierzyć, że czasy swojej świetności miał całkiem niedawno. 700 milionów dolarów – najdroższa budowla Albanii. Chyba łatwo się domyśleć, kto ją projektował – tak, córka Hodży. Sama piramida miała być mauzoleum wielkiego wodza. Nigdy jednak swojej roli nie spełniła. Po śmierci dyktatora, przez jakiś czas było tu jego muzeum. Potem m.in. centrum konferencyjne, baza NATO czy dyskoteka. Teraz to pustostan stanowiący idealne miejsce dla deskorolkarzy czy graficiarzy. Podobno piramida ma zostać odbudowana, ale prócz planów nic więcej o tym nie słychać.

Przed piramidą zbudowano fontannę, teraz stoi pusta i straszy jak inne pamiątki komunizmu. Wisi nad nią dzwon — to Dzwon Pokoju, który został odlany z łusek naboi, wykorzystanych w czasie wojny w 1997 roku. Ma przypominać i przestrzegać. Na razie uświadamia jak bardzo Tirana i Albania popadły w ruinę i jak wiele jeszcze przed Albańczykami pracy, aby ich kraj otrząsnął się z ciężkiej historii, a pamiątki komunizmu przekuł w pomniki dla turystów.

Blloku… Ex-Blloku

Wyobraźcie sobie super nowoczesne osiedle, ładne bloki, ochronę, całkowity zakaz wstępu osobom postronnym. Do tego wyobraźcie sobie, że mieszkańcami tego osiedla są same elity: politycy i ich rodziny. To prawdopodobnie jedyne miejsce w Tiranie, ba w całej Albanii, w którym spotyka się lodówki czy pralki i można tam wypić prawdziwą coca-colę. Oczywiście nielegalnie, ponieważ wszystkie dobra zachodu są zakazane w całej Albanii. Tutaj, mimo że jest to istny raj na ziemi, też trzeba uważać na to, co się mówi, co słucha i co czyta. Bo tu książki pisane na zachodzie też są zakazane.

To dzielnica Blloku — część Tirany, która przeznaczona była dla elit. Zwykły śmiertelnik nie miał tu wstępu aż do 1991 roku. Tu też znajdował się dom dyktatora Enwera Hodży. Dom można zobaczyć i dziś (róg Rr. Ismail Qemail i Rr Ibrahim Ruhova). Teraz willa nie robi wielkiego wrażenia ot zwykły dom z zielonym trawnikiem, ale w czasach komunizmu było to najważniejsze miejsce całej Albanii.

Dzisiaj dzielnica zwana Ex-Blloku stara się zapomnieć o swoim dawnym przeznaczeniu. Tirana jest z niej dumna, mieszkania tu są jednymi z droższych w stolicy, a nocne życie stara się dorównać innym stolicom Europy. Można śmiało powiedzieć, że jest to najmodniejsze miejsce w Tiranie. Mieć mieszkanie z widokiem na dawną willę dyktatora.

Góra Dajti

Spacerem wracamy do samochodu i postanawiamy zobaczyć Tiranę z góry — z góry Dajti, wydaje mi się, że to chyba najsłynniejsza atrakcja zachodniej części stolicy. Obecnie znajduje się tutaj park narodowy, a na sam szczyt (1613 m n.p.m.) można się dostać kolejką linową Dajti Express. Szczerze mówiąc, nie umiem powiedzieć, co takiego skłoniło mnie, aby wybrać akurat taką atrakcję. Dlaczego nie doczytałam o tym, że obok stacji kolejki znajduje się wejście do Bunk’art1… wjeżdżamy kolejką na szczyt, oglądamy Tiranę, nad którą zachodzi słońce i postanawiamy wrócić do hotelu. Tak mija nam kolejny dzień w Albani…

Kto jeszcze nie czytał naszych poprzednich wpisów o Albanii, koniecznie musi zajrzeć do wpisu o Berat i Kanionie Osumi oraz do wpisu o Durres, Szkodrze i rejsie po jeziorze Koman.

23 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial