Zurych – miasto z widokiem na Alpy.

Jak wyobrażacie sobie Zurych? Jako nudne i sztywne szwajcarskie miasto pełne banków i finansowych instytucji? Jako olbrzymią metropolię pełną drapaczy chmur? A może jako nowoczesne miasto, które nie ma zbyt wiele ciekawych rzeczy do zaoferowania? Nasze wyobrażenia były podobne: Zurych jawił się nam jako miasto finansjery, ubrane w sztywne ramy powagi, jaka przystoi ludziom biznesu. Myśleliśmy, że będzie elegancko, nudno i szaro. Okazało się, że bardzo się myliliśmy.

 

Zurych – miasto z widokiem na Alpy.

Zurych nie jest stolicą, bo takowej Szwajcaria nie posiada. Jest jednak jej największym miastem i ośrodkiem finansowo — biznesowym. Położony jest nad brzegiem Jeziora Zuryskiego, a jego historia sięga ponad 2000 lat wstecz, kiedy to na palach nad brzegiem jeziora wybudowano pierwszą osadę. Od XIV wieku miastem zaczęły rządzić gildie cechów, które zadecydowały m.in. o rozbiórce zuryskiego zamku i przeznaczeniu odzyskanego budulca na wzniesienie Starego miasta (Altstadt). Później za pieniędzmi przyszedł rozwój intelektualny miasta, a zaraz za nim reformacja. Zurych stał się słynnym ośrodkiem myśli liberalnej i przyciągał do siebie takie znakomitości jak autorów „Cierpień młodego Wertera”, „Ulissesa” czy kompozytora „Walkirii”. Bywał też w Zurychu Lenin czy Trocki, a nawet nasz Józef Piłsudski czy Gabriel Narutowicz. A później nadeszła I wojna światowa i w Zurychu narodził się dadaizm… 

Zurych – zobacz miasto z góry.

Ponad 800 metrów n.p.m., na obrzeżach Zurychu, znajduje się wzgórze Uetliberg, z którego rozpościera się przepiękny widok na Zurych i jezioro Zuryskie. A ponieważ my uwielbiamy oglądać miasta z góry, to właśnie na Uetliberg skierowaliśmy swoje pierwsze kroki.

Aby dostać się na Uetliberg wystarczy na dworcu głównym w Zurychu wsiąść w kolejkę S10 (stacja końcowa Uetliberg), która kursuje co 20 minut. Już sama podróż kolejką przez miasto dostarcza fajnych wrażeń. Zresztą komunikacja w Zurychu jest naprawdę wygodna i punktualna (oraz droga). Pociągi są nowe i czyste, można się wygodnie rozsiąść i oglądać widoki za oknem. Przejazd na stację końcową (osiem przystanków) trwa około 20 minut. Później pozostaje nam do przejścia 600 metrów, spacer na szczyt wzgórza zajmuje jakieś 15 minut.

Wzgórze Uetliberg jest górą o wysokości 870 m n.p.m. w płaskowyżu szwajcarskim i częścią łańcucha Albis. Jest najwyżej położonym punktem Zurychu. Ma do zaoferowania niesamowity, panoramiczny widok na miasto, jego okolice, jezioro i łańcuch Alp. Szczyt potocznie nazywany jest Uto Kulm — od nazwy hotelu, jaki znajduje się na szczycie. Są tam też dwie wieże: telewizyjna (186 m) i widokowa, na którą można wejść za jedyne 2 CHF (bramka znajduje się na wieży, można płacić kartą). Na Uetlibergu znajdziemy trasy i ścieżki spacerowe, szlaki piesze, tor rowerowy. 

Widoków nie będę opisywać, zobaczcie sami.

Zurych po zachodniej stronie rzeki.

 

Po spacerze po Uetliebergu, wejściu na wieżę widokową i obejrzeniu panoramy miasta wróciliśmy na stację kolejową i pojechaliśmy do centrum Zurychu. Tam nasze zwiedzanie zaczęliśmy od zobaczenia Lindenhof. 

Lindenhof to historyczna część Zurychu, usytuowana na zachodnim brzegu rzeki Limmat. W jej centrum, na niewielkim wzgórzu, na które prowadzą strome schody, stał kiedyś zamek. Przez wieki miejsce to było ważnym centrum wydarzeń historycznych, dziś pełni funkcję rekreacyjną i wypoczynkową. Obecnie wzgórze to miejsce spotkań mieszkańców w różnym wieku. Młodzi przychodzą tu na randki, a starsi grają w bule i szachy. Lindenhof jest też świetnym punktem widokowym, rozpościera się z niego widok na rzekę i zabudowania po jej drugiej stronie w dzielnicy Rathaus.

Na południowej części wzgórza zaczyna się plątanina najstarszych uliczek Zurychu, niektóre jej fragmenty pozostają niezmienione od XIV wieku. Niesamowity urok tej części miasta nadają kolorowe kamienice, wąskie przejścia i uroczo pochyłe ulice. 

Bahnhofstrasse czyli zbankrutuj na jednej ulicy.

Obszar wokół Lindenhof ze znajdującym się w jego centrum wzgórzem to jedna z dwóch, najpiękniejszych dzielnic Zurychu. Od północy zamyka ją budynek dworca, od południa Burkliterrasse z terminalem promowym. Wschodnią jej granice stanowi rzeka, a zachodnią ulica Bahnhofstrasse. Bahnhofstrasse, czyli inaczej ulica dworcowa, jest niczym innym jak półtorakilometrowym rajem zakupowym. Jest to jedna z najbardziej prestiżowych ulic na świecie i najelegantsza ulica handlową całej Szwajcarii. W 2011 roku okrzyknięto ją najdroższą ulica świata (w 2016 roku spadła na dziewiątą pozycję). To tu mieszczą się najdroższe sklepy najsłynniejszych projektantów świata. Człowiek czuje się jak na planie filmu „Diabeł ubiera się u Prady”, jest elegancko, markowo i trochę snobistycznie, a ceny przyprawiają o palpitacje serca. Na szczęście same wystawy wyglądają jak małe dzieła sztuki, więc nie trzeba wchodzić do sklepów, aby nacieszyć się widokiem całego tego przepychu. 

A sama ulica Bahnhofstrasse powstała w 1864 roku, na terenie dawnych fortyfikacji i miejskiej fosy. Kiedy bowiem rozpoczęto budowę Dworca Głównego (Hauptbahnhof), który jest największą stacją kolejową Szwajcarii, wokół niego znajdowały się rozpadające się mury miejskie i stara fosa. Taki widok psuł wizerunek nowego, pięknego budynku dworca. Tym samym zapadła decyzja o zburzeniu średniowiecznych murów i zasypaniu fosy.

Neorenesansowy gmach dworca już sam w sobie robi niesamowite wrażenie. A sam dworzec jest bardzo duży i piękny. Przed jego głównym wejściem znajduje się posąg Alfreda Eschera – architekta, który zaprojektował gmach. I to w tym miejscu rozpoczyna się Bahnhofstrasse, która obecnie jest nieczynna dla ruchu samochodowego (jeżdżą nią tylko tramwaje).

 

Świątynie Zurychu…

Spacerując po zachodnim brzegu rzeki Limmat, cały czas nad naszymi głowami widzimy olbrzymie zegary. Czasomierze umieszczone są na dwóch kościelnych wieżach, na pierwszy rzut oka dość do siebie podobnych. Jednak tylko jeden z kościołów może się poszczycić posiadaniem na swojej wieży największego zegara Europy. 

Jest to kościół St. Peterskirche, uważany za najstarszą świątynię w całym Zurychu. Sam budynek to gmach wybudowany w stylu romańsko — gotyckim, powstał on na pozostałościach świątyń pochodzącej sprzed IX wieku. Tarcza zegarowa znajdująca się na jego wieży ma bagatelka 8,64 metrów średnicy i jest największą tarczą zegarową w Europie.

Drugim kościołem wartym uwagi jest Fraumunster usytuowany na skraju całkiem urokliwego placu. Został założony i zbudowany w 853 roku przez Ludwika II Niemieckiego, jako żeński klasztor dla kobiet z arystokratycznych rodów. Król zbudował świątynie dla swojej córki Hildegardy. Przez wieki kościół ten i mieszkające w nim benedyktynki, cieszyły się patronatem królów, do tego stopnia, że klasztor miał prawo wybijać własną monetę. Pobliski plac był jednym z lepszych adresów w całym Zurychu. Opactwo zostało rozwiązane w 1524 roku, a w 1898 roku budynki opactwa zostały zburzone. Świątynia nie słynie jednak z historii, a ze znajdujących się w niej pięciu witraży autorstwa Marca Chagalla.

Zurych po wschodniej stronie rzeki…

 

Wschodnia część Zurychu nazywa się Rathaus, nazwa pochodzi od umiejscowionego po tej stronie miasta ratusza. Ta dzielnica jest mniejsza od swojej zachodniej siostry, ale wcale nie mniej urokliwa. Zbudowana została gdzieś w okolicy XVI wieku. Wydaje się bardziej sielska, mniej oficjalna i całkowicie wyluzowana. Tu też znajdujemy labirynty uliczek, drogi wybrukowane kocimy łbami, niezliczoną ilość zaułków i wąskich przejść. Przykładem takiej uliczki jest biegnąca równolegle do rzeki Niederdorfstrasse, która poutykana jest barami, kawiarniami oraz restauracjami i mimo chłodnej już pogody, pełna odpoczywających przy stolikach ludzi. To, co mnie zachwyciło w Zurychu to niesamowicie dużo fontann i źródełek z pitną wodą. Spacerujący ulicami ludzie nalewają wodę do butelek albo piją bezpośrednio z ujęć.

 

Najczęściej przechodzi się na tę część Zurychu jednym z pięknych mostów. Większość turystów wybiera Rathausbrücke, który jest wyjątkowo szerokim mostem pieszym. W Średniowieczu znajdował się na nim targ z warzywami i dlatego potocznie na to miejsce mówi się „most warzywny”. Na jego wschodnim końcu znajduje się ratusz z XVII wieku. Ten barokowy budynek osadzony jest na palach, dlatego sprawia wrażenie, że unosi się na wodzie. Z uwagi na fakt, iż budynek jest nadal siedzibą rady miasta, nie można zwiedzać jego wnętrza. Drugi most, także zamknięty dla ruchu samochodów to Münsterbrücke, na którego końcach znajdują się dwie, a nawet trzy zuryskie świątynie. 

 

Świątynie po wschodniej stronie rzeki.

Na wschodnim krańcu mostu Münsterbrücke znajduje się  świątynia Wasserkirche. Ten skromny kościół zwany też „świątynią na wodzie” pochodzi z XV wieku i został zbudowany w miejscu męczeńskiej śmierci patronów Zurychu.

Kilkanaście metrów dalej znajduje się najważniejszy dla Zurychu kościół – katedra Grossmunster. Świątynia jest widoczna z daleka, charakteryzują ją dwie bliźniacze wieże, przykryte kopułami. Powstanie pierwszej świątyni przypisuje się Karolowi Wielkiemu. Ta, którą widzimy obecnie, została wybudowana w latach 1170 – 1230 i zasłynęła z faktu, że to z niej Urlich rozpoczął reformacje kościoła w Szwajcarii.    

Spacerując ulicą Limmatquai, która biegnie równolegle do wschodniego nabrzeża rzeki Limmat, dochodzimy do mostu Quaibrucke. W tym miejscu rozciąga się wspaniały widok na Jezioro Zuryskie i zaczyna się promenada biegnąca wzdłuż wschodniego brzegu jeziora. Do promenady przylega Theaterplatz z budynkiem opery (Opernhaus). Niestety nie udało nam się załapać na żadne przedstawienie, ale kiedyś to nadrobimy. 

Jezioro Zuryskie.

Być w Zurychu i nie przepłynąć się po Jeziorze Zuryskim, to jak być w Szwajcarii i nie zjeść sera. Jezioro ma 88 kilometrów kwadratowych powierzchni. Jego głębokość dochodzi do 143 metrów. Statki rejsowe odpływają z Burkliplatz na południowym końcu Bahnhofstrasse. Najkrótszy rejs z Zurychu trwa 1,5 godziny (bilet dla osoby dorosłej to 13 CHF), najdłuższy 7 godzin (koszt od 30 – 60 CHF w zależności od klasy). Wszystkie szczegóły, rozkłady i ceny można znaleźć na stronie internetowej ZSG

Sam rejs dostarcza niesamowicie pięknych widoków. Z pokładu promu można podziwiać nadbrzeżne zabudowania zarówno zachodniego, jak i wschodniego brzegu jeziora. Do tego cały czas towarzyszy nam albo przepiękny widok na Zurych, albo cudowna panorama Alp. My mieliśmy mało szczęścia gdyż góry spowite były chmurami. 

Szwajcarskie przysmaki czyli co zjeść w Zurychu.

 

O tym, że kuchnia szwajcarska słynie z serów i czekolady, wie chyba każdy. Jest jednak jeszcze kilka innych przysmaków, które będąc w Zurychu, warto spróbować. Jedno jest pewne, szwajcarska kuchnia nie należy do lekkich i dietetycznych. Potrawy są sycące i rozgrzewające, ale nie ma się czemu dziwić. W końcu najeść się tym musieli mężczyźni, którzy wiedli rolniczo — pasterski tryb życia. Najwspanialszym, kulinarnym wynalazkiem Szwajcarów jest fondue — gorący, roztopiony ser (Emmentaler, Gruyere) z dodatkiem czosnku, wina białego i przypraw. Macza się w nim kawałki chleba, mięsa czy jarzyn. Fondue tradycyjnie przygotowuje się w specjalnym garnku – caquelon. Jest potrawą sezonową, podawaną w okresie zimnym i deszczowym. Najczęściej jadane w towarzystwie. Popularne jest także czekoladowe fondue.

Będąc w zuryskiej restauracji próbowaliśmy innej regionalnej potrawy – Rosti. Jest to szwajcarski placek ziemniaczany. Jest on przygotowany z podgotowanych i startych (grubo) ziemniaków. Najczęściej podaje się je z jajkiem, stopionym serem lub kiełbasą. Może to być samodzielne danie jak i dodatek do dania mięsnego.  

Jednak to, co w Szwajcarii jest najlepsze to… czekolada. Nigdzie nie jadłam tak wspaniałej, rozpływającej się w ustach i aromatycznej czekolady. Jej smaku nie da się opisać słowami, więc jak tylko będziecie mieli okazję, to spróbujcie obowiązkowo. W Zurychu odwiedziliśmy sklepy, które sprzedają tylko ten przysmak. Wybór pralinek doprowadzał do zawrotu głowy. 100 g. pralinek kosztowało około 10 CHF, tym samym były to najdroższe próbowane przez nas czekoladki. Uwierzcie — naprawdę warto.

Hiltl

Stołujemy się dwukrotnie w wegetariańskiej restauracji Hiltl Sihlpost (Europaallee 1A, 8004 Zürich). Lokal znajduje się w budynku starej poczty, jej fragmenty, takie jak na przykład stare skrytki pocztowe odnajdujemy w wystroju lokalu. Hiltl jest najstarszą wegetariańską restauracją w Europie i co tu dużo mówić, serwowane w niej jedzenie jest genialne. Nakładamy pełne talerze wegetariańskich smakołyków z różnych stron świata i wędrujemy do kasy. Za 100g płacimy 4,5 CHF. Wodę można pić bez ograniczeń. Inne napoje to koszt 5,5 lub 7,5 CHF, serdecznie polecamy ziołową herbatę z werbeny, trawy cytrynowej, rumianku i melisy. Bajka…  

Sternen Grill Take Awey

Oczywiście nie każdy naje się w wegetariańskim lokalu, więc spacerując po uliczkach Zurychu zaglądamy do jednego z popularniejszych miejsc, w których serwowane są tradycyjne kiełbaski: Sternen Grill Take Awey (Theaterstrasse 22 | 8001 Zürich). Wojtek zamawia najpopularniejsze podawane tam danie: kiełbasę z bułką, za jedyne 9 CHF. Ot takie proste, swojskie jedzenie. Podobno bardzo dobre, ale kiełbaska zniknęła w mgnieniu oka więc potwierdzić może to tylko Wojtek, mnie dostała się bułka. 

Zeughauskeller

Zuryskich kiełbasek mamy okazje spróbować raz jeszcze. Nasi gospodarze zabierają nas do niesamowicie popularnej i serwującej lokalne potrawy restauracji Zeughauskeller. Restauracja mieści się w budynku z 1487 roku i kiedyś znajdował się w niej arsenał. Legenda głosi, że to w tym miejscu powstał bełt, którym Wilhelm Tell trafił w jabłko położone na głowie swojego syna. O historii tego miejsca przypomina wystrój lokalu: stojące armaty, wiszące na ścianach łuki i kusze. Restauracja wypełniona jest po brzegi, a przed wejściem ciągnie się długi ogonek czekających na wolny stolik. My na szczęście mamy rezerwację. W Zeughauskeller serwowane są przede wszystkim tradycyjne potrawy mięsne. Do wyboru mamy niesamowicie długą listę kiełbas w każdej możliwej aranżacji. To świetny lokal, dla każdego kto chce spróbować tradycyjnej szwajcarskiej kuchni.

A co z piciem? Dla nas hitem był napój o nazwie Rivella, taka szwajcarska coca – cola. Co prócz genialnego i oryginalnego smaku sprawia, że jest napojem innym niż wszystkie? Jest wytwarzana z serwatki. I konia z rzędem temu, kto doszuka się w niej tego smaku. Jeżeli tylko będziecie mieli okazję, to obowiązkowo spróbujcie tego napoju. 

Zurych… naprawdę warto. 

I tak właśnie, spacerując pięknymi uliczkami miasta, oglądając drogie wystawy i patrząc w tafle jeziora, spędziliśmy czas w Zurychu. Miasto nas bardzo pozytywnie zaskoczyło. Pokazuje, że aby być ciekawym, wcale nie trzeba być hałaśliwym i nachalnym. Zurych zachwyca swoją elegancją i zaraża spokojem. Naprawdę warto je odwiedzić. A na koniec jeszcze garść widoków… 

 

  1. Odpowiedz

    Dzięki za bardzo szczegółowy raport o podróży i piękne zdjęcia. Jeśli chodzi o mnie, wolałbym Genewa 🙂

  2. Odpowiedz

    Przepiękne klimatyczne miasto. Boskie krajobrazy 🙂

    • Klaudia, Październik 16, 2017, 9:41 am

    Odpowiedz

    Miasto prezentuje się interesująco, ale jakoś to nie mój kierunek podróżniczy 🙂 Pozdrawiam

    • Olka, Październik 16, 2017, 9:36 am

    Odpowiedz

    Generalnie architektonicznie Zurych jakoś mocno (mnie w każdym razie) nie zachwyca. Natomiast jego położenie jest na tyle fenomenalne, że choćby z tego powodu warto go odwiedzić 🙂

  3. Odpowiedz

    Jak tam pięknie! Nie sądziłam, że Zurych jest aż tak cudny. Z pewnością masz jeszcze więcej świetnych zdjęć z tej podróży 🙂

    • kociel, Październik 15, 2017, 9:41 pm

    Odpowiedz

    Faktycznie moje wyobrażenie Zurycha to nudne, szare miasto… 🙂 Może jednak wpiszę go na podróżniczą listę 😀
    Pozdrawiam

  4. Odpowiedz

    Muszę przyznać, że z Zurychem nie miałem żadnych skojarzeń, bo jakoś nigdy nie myślałem o tym mieście, jak o docelowym miejscu podróży. Twój post jednak zaintrygował mnie, by kiedyś się tam wybrać. A to za sprawą tych przepięknych widoków na zdjęciach (szczególnie jedzenia, ale nie tylko 😛 ). Jest co oglądać!

    • Anika, Październik 15, 2017, 6:22 pm

    Odpowiedz

    Z chęcią wybrałabym się tam na weekend. Przepiękne miasto.

    • Ania W, Październik 15, 2017, 6:11 pm

    Odpowiedz

    Ogromne i ciekawe miasto. Przepiękne zdjęcia! W ogóle cała Szwajcaria jest cudowna, mam nadzieję, że niebawem uda nam się ją odwiedzić 🙂

    • N, Październik 15, 2017, 5:54 pm

    Odpowiedz

    Przydałby mi się teraz weekend w takim pięknym mieście <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA