Morze Martwe, Masada i Maktesz Ramon – skarby Izraela.

Izrael oferuje tyle pięknych miejsc do zobaczenia, że aby to wszystko, ogarnąć należałoby spędzić tam kilka miesięcy. Morze Martwe, pustynie, kratery, kibuce, miasta znane z pisma świętego, wioski beduinów, plaże, kaniony… Wybór jest przeogromny. My niestety mieliśmy na to wszystko zdecydowanie za mało czasu. Jako bazę wypadową wybraliśmy Jerozolimę, ale wiedzieliśmy, że przynajmniej jeden dzień poświęcimy na zobaczenie Morza Martwego. I co z tego, że to styczeń? Nie da się być w Izraelu i nie spróbować poleżeć na wodzie? Był plan na to, aby zobaczyć wschód słońca z twierdzy Masada i zachód słońca nad Maktesz Ramon. Oczywiście nie udało się zrealizować planu w 100%, ale jednodniowa wyprawa na Pustynię Judzką i Pustynię Negew i tak była niezapomniana.

 Morze Martwe czyli największa atrakcja Izraela.

Wiedzieliśmy, że czasu mamy mało, zdecydowanie za mało. Po bardzo krótkiej nocy wrzuciliśmy bagaże do samochodu, sprawdziliśmy prognozę pogody i stwierdziliśmy, że ruszamy nad Morze Martwe. W Jerozolimie miało nieustannie padać. Drogą numer 1 ruszyliśmy w stronę północnego brzegu Morza Martwego. Później na południe drogą numer 90, która biegnie wzdłuż wybrzeża. Z każdym przejechanym kilometrem zmieniała się pogoda i widoki. Już za Jerozolimą, kiedy minęliśmy ostatnie zabudowania, zachwycił nas pustynny krajobraz, który błyskawicznie zastąpił gęstą zabudowę miasta. Później widoki były tylko lepsze: po prawej stronie pustynia po lewej błyszczące Morze Martwe.

Co to właściwie jest Morze Martwe?

Formalnie Morze Martwe z morzem ma wspólną tylko nazwę. Faktycznie jest to bezodpływowe jezioro. Wypełnia najniższą część tektonicznego Rowu Jordanu. W praktyce nad morze zjeżdża się w dół (jedyna niedogodność to zatykające się uszy). Około 423 metry pod poziomem morza znajduje się tafla Morza Martwego.

Kiedyś poziom Morza Martwego był tak wysoki, że łączyło się ono z Jeziorem Tyberiadzkim. Było to jednak jakieś 17 tys. lat temu. Niestety ten proces nieustannie trwa i morze zwyczajnie znika z naszej planety. Podobno w upalny dzień potrafi wyparować z niego 7 milionów ton wody. Pewnie za kolejne tysiące lat będzie można o nim tylko czytać. Przez ciągłe obniżanie się poziomu wody, Morze Martwe podzieliło się na dwie części: większą północną, której głębokość sięga 304 metrów i mniejszą południową, która w maksymalnym punkcie ma 36 metrów głębokości.

Morze Martwe słynie z tego, że jest słone. O tym wie każdy. Potocznie uważa się, że jest to najbardziej słone jezioro na świecie. W rzeczywistości tak nie jest, bo przegania je staw Don Juan na Antarktydzie (338 – 402 ‰ zasolenia) czy jezioro Patience w Kanadzie (428 ‰ zasolenia). W tym zestawieniu Morze Martwe (231 ‰ zasolenia) jest gdzieś zaraz za pierwszą piątką. Nie zmienia to faktu, że i tak nikt nie zna miejsc z czołówki i na pytanie jakie morze jest najbardziej słone, każdy odpowiada: Morze Martwe.

Morze Cuchnące

W średniowieczu wierzono, że opary z Morza Martwego są trujące. Później uważano, że picie wody z tego zbiornika ma właściwości zdrowotne. I, że na jego dnie znajduje się Sodoma i Gomora — dwa miasta, których mieszkańcy oddali się rozpuście, czym sprowadzili na siebie gniew Boga. Temu nie pozostało nic innego jak tylko je zniszczyć siarką i ogniem, a później wszystko zatopić. I tak do końca nie wiadomo, gdzie faktycznie znajdowała się słynna Sodoma. Miejscowość o tej nazwie znajdziemy na południe od Ein Bokek. Jest tam jaskinia z wydrążoną skalną wieżą nazywaną: Żoną Lota. Może faktycznie te kilka tysięcy lat temu miejsce to znajdowało się pod wodą?

Za to cały świat wie, że woda i błoto z Morza Martwego ma właściwości lecznicze, pomaga na schorzenia skóry i stawów. Samo  położenie zbiornika sprawia, że powietrze jest tam bogatsze w tlen i dzięki nasyceniu bromkami ma właściwości uspokajające. Każdy, kto ma problemy ze skórą (w tym łuszczyce czy egzemy) astmę lub alergie bez wątpliwości powinien pomyśleć nad dłuższym pobytem nad Morzem Martwym. Jednym słowem jest to jedno wielkie sanatorium. Nie dziwi więc widok starszych osób spacerujących po plażach w białych, hotelowych szlafrokach.

Jedyne czego nad Morzem Martwym nie zrobimy to nurkowanie. Nawet już nie chodzi o poziom zasolenia, ale o to, że żyją w nim tylko niektóre formy bakterii.

Gdzie się wykąpać?

Nieustanne obniżanie się poziomu wody sprawia, że wzdłuż brzegu Morza Martwego powstają niebezpieczne zapadliska i wiry. Skutkiem tego jest całkowity zakaz kąpieli poza wyznaczonymi miejscami. Tym samym mitem jest fakt, że w Morzu Martwym nie można się utopić (tudzież zatonąć). Podobnie jest ze spacerami wzdłuż wybrzeża, spora część zbiornika jest całkowicie odgrodzona i oznaczona tablicami ostrzegawczymi. W wielu miejscach przy brzegu znajdują się szczeliny, które zasłonięte są tylko cienką warstwą piasku i soli.
Jest jeszcze jedna rzecz (bardziej prozaiczna), która sprawia, że kąpiel „na dziko” przestaje być przyjemnością. Jest to brak pryszniców. Niestety po pływaniu w Morzu Martwym konieczne jest opłukanie ciała (ba.. nawet nasmarowanie go jakimś balsamem), bo inaczej długie godziny można cierpieć w męczarniach. Więc gdzie się kąpać? Tylko na wyznaczonych do tego kąpieliskach. Niestety nie jest ich zbyt dużo, a z uwagi na obniżanie się poziomu wody, część z nich przez ostatnie lata została zamknięta.

Kalya Beach

Jest to plaża nad Morzem Martwym położona najbliżej Jerozolimy (w odległości około 40 km). Jedzie się do niej jakieś 30 minut. Jest to plaża płatna, wstęp kosztuje około 55 NIS, dzieci do lat 12 płacą 46 NIS. W cenie mamy pełną infrastrukturę w tym prysznice, toalety, przebieralnie, bary, leżaki i ogólnie dostępne błoto. Jest też parking. Niestety w sezonie są tam spore tłumy. Plaża czynna jest w godzinach od 8:00 do 17:30 lub 18:00. Obok znajduje się inna plaża: Neve Midbar Beach (wstęp to podobno koszt 85 NIS). Nie wjechaliśmy tam, więc korzystamy z informacji znajomych. Plaże na pewno działają.

Ein Bokek

Znajduje się przy mniejszej, południowej części Morza Martwego. 116 kilometrów od Jerozolimy. Jest to też największy (a w zasadzie też jedyny) kurort u jego brzegu. W mieście znajdują się zarówno plaże hotelowe (zamknięte lub płatne), jak i bardzo fajne plaże ogólnodostępne. Właśnie na jednej z nich się zatrzymaliśmy. Plaża ta znajduje się naprzeciwko The Royal Hotel, pod koniec Ein Bokek, jadąc od strony Jerozolimy. Przed plażą znajduje się płatny parking (są parkometry i jak dobrze pamiętam koszt parkingu to 10 NIS za godzinę) oraz centrum handlowe ze sklepikami. Sama plaża jest piaszczysta i czysta. Znajdują się na niej toalety, przebieralnie i prysznice.

Samo Ein Bokek jest niewielkim kurortem z dużymi hotelami. Nie znaleźliśmy tam wielu restauracji, więc nie ma co liczyć na dobre jedzenie. Kebab w jednym z barów kosztował 75 NIS, a rogalik w sklepie znanej u nas marki 8 NIS. Skończyło się więc na odwiedzinach „Restauracji Innej Niż Wszystkie” gdzie za 25 NIS zjedliśmy niedobrego hamburgera i frytki. Na pocieszenie była też zimna Cola.

Kiedyś jeszcze istniała popularna plaża w Ein Gedi. Niestety z powodu wirów i zapadlisk została ona zamknięta i odgrodzona. Za to będąc w tej okolicy, można zajrzeć do kibucu i rezerwatu, który jest przepiękną oazą.

 

Jak korzystać z uroków Morza Martwego?

Ktoś zapyta: jaka jest filozofia w kąpaniu się w morzu? Myślę, że mógłby o tym opowiedzieć nasz kolega, który wbiegł do wody w dzikim pędzie i nie dość, że bolały go później stopy, to jeszcze kolejne dziesięć minut spędził, zalewając się łzami. Dlatego więc nasuwa mi się jedno: korzystajcie z morza ostrożnie. Woda jest tak słona i ohydna w smaku, że każdy nieostrożny kontakt z nią może skończyć się cierpieniem i płaczem. Zwłaszcza jeżeli woda dostanie się do oczu.

Warto dla komfortu swojego i towarzyszy pamiętać o kilku zasadach;
  • Zabierz buty albo przynajmniej klapki. Pierwsze metry od brzegu są całkiem przyjemne, zaraz za nimi zaczynają się solne kamienie i skały. Stąpanie po nich jest naprawdę bolesne.
  • Nie wbiegaj do wody i nie rozchlapuj jej. Dostanie się wody do oczu, sprawia prawdziwy ból. Jeżeli już się to zdarzy, to pod żadnym pozerem nie trzyj oczu, tylko mrugaj i jak najszybciej przepłucz oczy słodką wodą.
  • Nie zanurzaj głowy i uważaj z moczeniem włosów — nie dość, że trudno z nich spłukać sól to jeszcze masz spore szanse, że woda naleje Ci się do oczu.
  • Pływanie na brzuchu to kiepski pomysł (z tych samych powodów co opisane powyżej)
  • Nurkowanie jest bez sensu — w tej wodzie i tak nic nie ma.
  • Uważaj na rany — na 100% będzie piekło. Golenie się dobę przed kąpielą niesie ryzyko bólu.
  • W wodzie nie powinno się przebywać dłużej niż 20 minut. Zresztą po jakimś kwadransie nawet zdrowa skóra zaczyna szczypać.
  • Rada dla pań marzących o SPA – w Ein Bokek nie znajdziemy słynnego błota, ale żółty piasek, to jedyną szansą wytaplania się w nim, jest jego zakup w okolicznych sklepikach.
  • Zabierz ze sobą mydło i balsam. Oleistą wodę trudno się z siebie spłukuje, a po kąpieli ma się wrażenie przesuszonej i napiętej skóry.
  • Miejcie coś do picia, przypadkowe spróbowanie wody z Morza Martwego może kończyć się odruchem wymiotnym.
Morze Martwe – musisz tego spróbować

Nad Morzem Martwym byliśmy w drugiej połowie stycznia. Pogoda była całkiem przyjemna, ale nie na tyle, aby biegać w stroju kąpielowym. Kiedy jednak stanęłam na plaży, patrząc na to piękne morze, pomyślałam, że nie mogę odmówić sobie wejścia do wody. Pamiętałam efekt unoszenia się z mojej wcześniejszej kąpieli w Morzy Martwym (to było jakoś w 2009 roku). Wrażenie było niezapomniane. I teraz, mimo że woda miała jakieś 18 stopni (powietrze niewiele więcej), słońce jak na złość zaszło za chmury i wiał chłodny wiatr, weszłam do tej wody i zrobiłam to, co w Morzu Martwym się robi — położyłam się. Woda jest tak słona, że wypiera ciało na powierzchnie. Niestety utrudnia to jakiekolwiek pływanie ale spokojnie można poczytać gazetę. Wrażenie jest niesamowite i naprawdę każdemu polecam tego spróbować.

Masada czyli twierdza z widokiem na Morze Martwe

Masada jest miejscem wyjątkowym dla Żydów. Jest symbolem odwagi i poświęcenia. Twierdza została wybudowana na płaskowyżu, który wznosi się 400 m nad poziomem Morza Martwego. Wybudował ją Herod Wielki w 43 r. p.n.e., obawiając się buntu swoich poddanych (jak wiadomo z Pisma Świętego, bał się on też nowo narodzonych chłopców). W 66 roku n.e. Masada przeszła w ręce żydowskich rebeliantów. W końcu została ostatnim punktem niezdobytym przez rzymian. Masadę oblegało 15 tys. żołnierzy, podczas gdy w twierdzy znajdował się tysiąc osób (w tym kobiety i dzieci). Rzymianie nie widząc innego sposobu, rozpoczęli (przy pomocy niewolników) usypywanie rampy, po której dostali się pod same mury.

Kiedy rzymianie zdobyli twierdzę, w środku nie zastali ani jednej osoby. Wszyscy powstańcy odebrali sobie życie. Na początku każdy z żołnierzy zabił swoją rodzinę. Później wylosowano dziesięciu, którzy odebrali życie innym, a na końcu jednego z tych dziesięciu, który zabił towarzyszy i na końcu odebrał sobie życie. Aby rzymianie nie sądzili, że decyzja ta została wywołana głodem, powstańcy pozostawili pełne jedzenia i picia spichlerze. Dzisiaj na terenie Masady składają przysięgę młodzi żołnierze, wypowiadając słowa:

“Masada nigdy już się nie podda”

Dzisiaj na wzgórze, na którym znajduje się Masada prowadzą dwie drogi. Można się tam dostać od strony Morza Martwego kolejką linową lub szlakiem pieszym zwanym ścieżką węża. Z Ein Bokek dzieli to miejsce 17 kilometrów. Łagodniejsze wejście prowadzi od strony zachodniej, gdzie znajduje się usypana przez rzymian rampa. Aby dojechać z tej strony, trzeba pokonać około 50 kilometrów krętej i malowniczej drogi przez pustynie (przez miejscowość Arad). Kiedy wybierze się dojazd z tej strony, należy pamiętać, że nie da się później zjechać nad Morze Martwe inną drogą niż przez Arad.

Kompleks archeologiczny czynny jest codziennie od 8:00 do 16:00 lub do 17:00 (od marca do września). Na górze można zobaczyć pozostałości pałaców Heroda, łaźni, synagogi czy cysterny na wodę. Wstęp do Masady kosztuje 29 NIS, z przejazdem kolejką w dwie strony – 76 NIS lub 57 NIS z wjazdem na górę. Podobno zwiedzanie zajmuje jakieś 3 godziny, piszę “podobno”, bo na nie udało się dotrzeć do samej twierdzy.

Masada – podejście numer dwa 🙂

Kiedy podjechaliśmy pod Masadę od strony Morza Martwego podjęliśmy decyzję, że trzeba wykorzystać dobrą pogodę i najpierw skoczyć na plażę do Ein Bokek. Zdecydowaliśmy, że zaraz po kąpieli podjedziemy do Masady od strony rzymskiej rampy. Ruszyliśmy więc do Ein Bokek, kąpiel wcale nie trwała tak krótko, jak zaplanowaliśmy, ale zaraz potem ruszyliśmy w stronę miejscowości Arad. Trasa jest niesamowita, pustynne widoki zapierają dech w piersiach. Tyle, że zajęła nam ponad godzinę.

A kulminacja tej wycieczki wyglądała tak:

Później szybka kalkulacja: jeżeli wejdziemy do twierdzy to nie zdążymy na zachód słońca nad Maktesz Ramon (do Mitzpe Ramon prawie dwie godziny drogi). W demokratycznym głosowaniu wygrała opcja jazdy dalej. Nie zobaczyliśmy wschodu słońca z Masady, więc uznaliśmy, że przynajmniej musimy zobaczyć jego zachód nad Maktesz Ramon. I tym sposobem stanęłam drugi raz u stóp Masady i drugi raz jej nie zdobyłam. Jak to się mówi: do trzech razy sztuka. Wiem, że szybko tam wrócę.

Maktesz Ramon

Bezapelacyjne najpiękniejsze miejsce, jakie zobaczyliśmy w tym dniu i jedno z piękniejszych miejsc, jakie widziałam na ziemi. Pustynia Negew stanowi 60% powierzchni Izraela i właśnie w sercu tej pustyni znajduje się Maktesz Ramon. Czym jest Maktesz? Nie jest to krater wulkaniczny ani efekt uderzenia meteorytu, choć może tak wyglądać i potocznie określa się go słowem „krater”. Nie jest to też kanion. Maktesz to po prostu Maktesz – forma geologiczna będąca rodzajem krateru kresowego. Ma 40 kilometrów długości i od 2 do 10 kilometrów szerokości. Jego głębokość sięga 500 metrów głębokości.

Na północnym skraju Maktesz znajduje się miasteczko: Mitzpe Ramon. I to właśnie do niego się skierowaliśmy. Dwie godziny drogi przez pustynie wcale nie było monotonne (no, chyba że dla kierowcy). Co chwilę mijaliśmy znak: uwaga na wielbłądy. Pustynia Negew zachwyca nawet z okien samochodów. Mknęliśmy w stronę Maktesz, aby zdążyć złapać, choć ostatnie promienie słońca.

Widok z garbu wielbłąda…

Mitzpe Ramon znajduje się punkt widokowy o nazwie Camel Hill (Wzgórze Wielbłąda). Patrząc na zdjęcie powyżej, staje się oczywiste skąd wzięła się ta nazwa. Pod samo wzgórze można podjechać samochodem, znajduje się tam bezpłatny parking. Wstęp do Maktesz również nic nas nie kosztuje, zwiedzanie krateru jest darmowe. Ten przepiękny widok wyłania się nagle i trochę zaskakuje. Jest tak niesamowity, że aż zapiera dech w piersiach. Moment, w którym staje się na krawędzi urwiska, jest tak zachwycający, że trudno objąć rozumem ogrom i piękno tego miejsca. To trochę tak jak stanąć na końcu świata. Nie będę Wam już nic więcej pisała. Zobaczcie jak wygląda Maktesz Ramon i wpiszcie go na listę miejsc do zobaczenia.

Wszystkie zdjęcia jakie zrobiliśmy nad Maktesz Ramon są wykonane z okolicy Camel Hill. Niestety brakło nam dnia aby pojechać choć w jedno, dodatkowe miejsce nad kraterem. Dookoła Maktesz Ramon znajduje się spora ilość punktów widokowych i tras spacerowych. Można też zejść na dno krateru. Podobno w punkcie informacyjnym w Mitzpe Ramon można dostać świetne mapki, które na pewno ułatwią odkrywanie tego miejsca.

A na koniec kilka zdjęć o tym jak robimy zdjęcia 😀

I jeszcze na koniec:

Kiedy zobaczyliśmy już jeden z piękniejszych zachodów słońca nie pozostało nam nic innego jak wrócić do Jerozolimy. Droga powrotna to odcinek prawie 200 kilometrów. A na następny dzień czekała na nas Jerozolima i poranne zwiedzanie Bazyliki Grobu Świętego.  

    • Sylwia, Luty 21, 2018, 9:26 am

    Odpowiedz

    Bardo wyczerpujący wpis który czyta się praktycznie na jednym wdechu. Proszę o więcej.

  1. Odpowiedz

    Niesamowite miejsca! Pustkowie i dzika natura to coś, co uwielbiamy:)

    • Aga, Luty 19, 2018, 9:52 pm

    Odpowiedz

    Brak słów! Piękna relacja. Post zapisuję w zakładkach, bo na pewno będę do niego wracać.
    PS Też wczoraj przeżyłam jeden z najpiękniejszych zachodów słońca w historii moich wędrówek. 🙂

  2. Bardzo fajnie się czyta Twoją relację, a zdjęcia przepiękne Zazdroszczę takich owocnych podróży

  3. Odpowiedz

    Niezwykłe miejsce, nie mogłam się napatrzeć 🙂

    • Sylwia, Luty 18, 2018, 8:38 pm

    Odpowiedz

    Historia o twierdzy Masada jest… mocna. Izrael jest bardzo ciekawy i Ty ciekawie o nim piszesz. Mam nadzieję, że Twoje rady odnośnie kąpieli wykorzystam w praktyce. Mieliśmy jechać w tym roku, ale ostatecznie, m. in. ze względu na wydarzenia z grudni wygrał inny kierunek. A kiedy byliście w Izraelu? Bo zastanawia mnie jak wygląda teraz kwestia bezpieczeństwa

    1. Odpowiedz

      Byliśmy w połowie stycznia 2018. Na miejscu cisza i spokój. Nic z tego co pokazują nam media. Zero zamieszek na ulicach, bezpieczniej niż w Polsce. Za tydzień lecimy znowu, tym razem lądujemy na południu i prawdopodobnie ruszymy do Jordanii. Polecam Wam serdecznie ten kierunek tym bardziej, że bilety są naprawdę tanie.

    • Kasia, Luty 18, 2018, 2:27 pm

    Odpowiedz

    Nie byłam w Izraelu i na razie mnie tam nie ciągnie, ale kto wie może kiedyś tez tam zawitam.

  4. Odpowiedz

    Przepiękne zdjęcia! A te informacje o kąpielach w Morzu Martwym ciekawe i zaskakujące 😉

    • Joanna, Luty 18, 2018, 1:53 pm

    Odpowiedz

    Zasmuciła mnie wiadomość o zamknięciu EIn Gedi. Kąpałam się tam w 2007 roku, czyli 11 lat temu… Niestety, to kolejny dowód na degradację naszej planety. Pozdrawiam serdecznie!

  5. Odpowiedz

    Ale piękne zdjęcia! Właśnie planuję wycieczkę do Izreala, bo akurat są tanie loty z Poznania, niestety tylko na cztery dni więc będę miała problem co wybrać do zwiedzania… ale na pewno czuję się zachęcona do wycieczki nad morze martwe:)

    • Marta, Luty 18, 2018, 1:27 pm

    Odpowiedz

    Cudna relacja i cudne zdjęcia. Czytałam z synem, bo interesuje go Morze Martwe.

  6. Odpowiedz

    Cudne zdjęcia, wyjazd do Izraela to moje marzenie

  7. Odpowiedz

    Pobyt nad Morzem Martwym warto połączyć z wizytą w parku Ein Gedi. Znane mi doły z błotem znajdują się niestety przy plażach płatnych.

  8. Odpowiedz

    Piękne widoki! Sama bym się tam chętnie wybrała.

    • Gusia, Luty 15, 2018, 11:48 pm

    Odpowiedz

    Nigdy nie byłam w stanie zmotywować się do wyjścia z wody po 20 min. 😉 Oczywiście zawszę z konsekwencjami, ale ostatecznie było warto:) ciekawy post.

    • Maria, Luty 15, 2018, 12:38 pm

    Odpowiedz

    Wspaniała relacja. Ja byłam po stronie jordańskiej, niełatwo opanować sztukę moczenia sie w Morzu Martwym:)

    • Magda, Luty 15, 2018, 11:37 am

    Odpowiedz

    Wow! Jestem zachwyconą tą relacją! Zdjęcia bajeczne, a widoki zapierają dech w piersiach! <3

    • Wojciech, Luty 15, 2018, 11:36 am

    Odpowiedz

    Świetny, bogaty i barwny opis z wycieczki 🙂

  9. Odpowiedz

    Czy ja moge się teleportować- tak już? 😉
    Przecudne zdjęcia i niesamowita wyprawa!

    • Dee, Luty 14, 2018, 3:44 pm

    Odpowiedz

    Masada to moja kwintesencja zdobyczy, muszę ją kiedyś zdobyć. Moja siostra bywa w Izraelu, co roku, namawia mnie, ale jakoś jeszcze nie było okazji. Piękne zdjecia i piękna opowieść, jak zawsze, tu u ciebie. Super

    1. Odpowiedz

      A ja Ci bardzo, bardzo polecam. Zakochasz się… gwarantuje Ci

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA