Dlaczego nie jeździmy na słoniach?

Ostatnio zobaczyłam zdjęcie koleżanki, która stoi na rajskiej plaży, a na rękach trzyma małpkę na łańcuchu. Inni znajomi właśnie wrócili z Egiptu, gdzie zachwyceni jeździli na wielbłądach. Co jakiś czas czytam posty z zapytaniem, gdzie w Tajlandii możliwa jest jazda na słoniu? Całkiem niedawno będąc na Filipinach siedzieliśmy w pięknej knajpce na plaży zajadając się czym kto lubi. Dwa stoliki przed nami starszy pan (Amerykanin lub Australijczyk) uderzył bezpańskiego psa, bo ten prosił o jedzenie. Wojtek nie wytrzymał i podszedł do mężczyzny. Starszy pan i jego małżonka byli zbulwersowani tym, że śmieliśmy im zwrócić uwagę.

Czy my naprawdę jesteśmy tacy bezduszni? Czy jadąc na koniec świata najważniejszą atrakcją jest jazda na słoniu? Czy w wakacyjnym szale gubimy empatię i szacunek do zwierząt?

Dokładnie rok temu byliśmy w Tajlandii w Ao Nang. Nasza nowa koleżanka wykupiła całodzienną wycieczkę, w której była m.in. jazda na słoniu. Opowiedzieliśmy jej o tym, co wiemy na ten temat. Wysłuchała i stwierdziła, że skoro już zapłaciła to trochę żal jej nie skorzystać i pojechała. Umówiliśmy się z nią w tym „ośrodku”, który zgodnie z zapewnieniami organizatorów miał dobrze traktować zwierzęta. Koleżanka zadowolona wsiadła na swojego słonia i wraz z przewodnikiem ruszyła na spacer po dżungli. Wróciła szybko… zsiadła z grzbietu zwierzęcia i powiedziała, że ma ogromnego kaca moralnego… że jadący z nią przewodnik, (chcąc się chyba popisać) nieustannie zadawał ból słoniowi, że już po kilku minutach chciała wracać i nigdy więcej nie chce już uczestniczyć w takiej „atrakcji”.

Kilka lat temu znajomi byli na Sri Lance. Dostałam od nich filmy, na których widać było świat z grzbietu słonia, a później we wspaniałej scenerii zwierzęta były przez nich kąpane. Bajka… Myślałam o tym, jak bardzo im zazdroszczę i jak to musi być cudownie tak obcować z tym największym na świecie zwierzęciem. Nie widziałam w tym nic złego… dopóki nie zaczęłam o tym czytać. Dziękuję opatrzności, że na materiały o tresurze i łamaniu psychiki słoni przeczytałam przed wyjazdem na Sri Lankę. Do Tajlandii pojechałam już całkiem uświadomiona.

O ŁAMANIU SŁONIOWEJ DUSZY SŁÓW KILKA

Po phajaan, tak nazywa się metoda tresowania słoni. Dokładnie oznacza to właśnie: łamanie duszy. Z duszą to słowo nie ma nic wspólnego, to raczej synonim tortur. Słonie, a raczej jeszcze słoniątka są zamykane w małych klatkach, w których stoją, przewiązane linami i łańcuchami. Małego słonia trzeba złamać, najlepszą tego metodą jest ból. Bije się go do momentu, w którym przestanie się bronić. Wbija mu się gwoździe w stopy i uszy. Razi prądem, bije pałkami, straszy ogniem… mało?

Im zwierze mocniej się broni, tym bardziej jest ranione… Do tresury używa się haków i paralizatorów. Do tego słoń nie ma dostępu do wody i jedzenia, w małej klatce nie jest w stanie się ruszyć, treserzy nie pozwalają też na to by spał. Maluchy są siłą odbierane matkom, te także w rękach człowieka będą pomału przekształcane w maszynkę do zarabiania pieniędzy. Jeżeli to przeżyją… bo słonica — matka niejednokrotnie umiera z tęsknoty za swoim dzieckiem.

Trudne do wyobrażenia? Można to zobaczyć, ale ostrzegam, że film są drastyczne.

Link 1 Thai Elephants

Link 2 Breaking the spirit of the elephant

Link 3 Elephant smuggling exposed: UK tourists fuel live elephant trade between Burma & Thailand

Link 4 Elephant Torture

Link 5 Elephant training abuse (AAA video) in English

Człowiek – wybawiciel ?

Po kilku tygodniach takiej tresury każdy słoń się podda. Wtedy w jego życiu pojawia się wybawiciel, człowiek, który nie brał udziału w tresurze. To on wyciąga słonia z klatki, daje mu jeść, otacza go opieką. A słoń zaczyna mu ufać… To czas, w którym można zacząć uczyć słonia wożenia na plecach turystów. No i oczywiście różnych sztuczek, które tak zachwycają białych ludzi. Każdy kolejny dzień nauki jest dla słonia jednocześnie dniem tortur. No ale kto by się nad tym zastanawiał, kiedy jedzie się po dżungli na grzbiecie tego lądowego olbrzyma. Po co psuć sobie wakacje….

JAZDA NA SŁONIU? NIE, DZIĘKUJĘ!

Niech was nie zwiedzie dobry stan zwierzęcia i miły właściciel, który proponuje na nim jazdę. Zadbanie i brak widocznych ran na ciele słonia to jedynie znak, że człowiek dba o źródło swoich dochodów. Zwierze, które zostało złamane, jest nieustannie poddawane tresurze, a to znaczy, że za każde najmniejsze przewinienie jest ono karane. Nikt przecież nie będzie mordował zwierzęcia, dzięki któremu cała rodzina ma co jeść. Nie raz słyszałam, że słoń jest stworzony do wożenia turystów. Ty też w to wierzysz? To spróbuj wsiąść na wolno żyjącego słonia i wybrać się na przejażdżkę. Słonie, które po latach pracy dla człowieka chorują, są odprowadzane i pozostawiane w dżungli. To kolejny akt bestialstwa… nikt bowiem ich nie nauczył, jak mają żyć na wolności.

A jak to jest z tym dźwiganiem? Słoń może unieść na swoim grzbiecie ciężar do 150 kilogramów. W miejscu, gdzie mocowane jest krzesło dla turystów, kręgosłup słonia jest bardzo wrażliwy, kręgi są uwypuklone i narażony na uszkodzenia. Niejednokrotnie stelaż mocowany na plecach wraz z turystami to waga przekraczająca 200 kg. Szczęście mają te słonie, które dźwigają drewniane stelaże, te metalowe sprawiają dużo większy ból i szybciej uszkadzają kręgosłup.

WIĘC GDZIE SPOTKAĆ SŁONIA?

A co zrobić, kiedy naprawdę chcemy zobaczyć słonia? Na Sri Lance wystarczy odrobina szczęścia. Wolno żyjące słonie można spotkać w pobliżu dróg. Nasz przewodnik już pierwszego dnia stanął na poboczu i pokazał nam w oddali stado słoni. Pewniejszą opcją są parki narodowe. Tam trzeba mieć dużo szczęścia, aby słonia nie spotkać. My wybraliśmy się do Yala National Park, tam mogliśmy z niewielkiej odległości pooglądać wolno żyjące zwierzęta. (Na temat safari w Yala Park napiszę osobny post). A co jeżeli komuś marzy się kąpiel ze słoniem, karmienie czy choć pogłaskanie i zobaczenie go z bliska?

Coraz większą popularność zdobywają parki – ośrodki, chroniące i dbające o słonie. Pierwsza panująca w nich zasada: nie wolno jeździć na słoniach i tej atrakcji tam nie znajdziemy. Każde miejsce, które pozwala na to, aby turysta dosiadł słonia, jest pseudo parkiem, który powstał jako prywatna farma do zarabiania pieniędzy. Miejsca, które chronią zwierzęta, mają zazwyczaj wyższe ceny biletów. Opieka i ochrona zwierząt kosztuje dużo więcej niż pastwienie się nad nimi. W Tajlandii znany jest Elephant Nature Park w Chang Mai. My tam nie byliśmy więc nie będziemy o nim pisać, ale odeślemy do opisu Marysi na blogu: W imieniu tych, co nie mówią oraz na oficjalną stronę parku.

Byliśmy za to w Pinnawala Elephant Orphanage, czyli sierocińcu słoni, który mieści się na Sri Lance. To miejsce budzi wiele kontrowersji. Powstało ono w 1975 roku i jego zadaniem była ochrona małych słoniątek, które zostały sierotami. Obecnie w placówce przebywa około 100 słoni, od maluchów po starsze osobniki. Do obu wymienionych ośrodków trafiają słonie chore, ranne lub osierocone czyli takie, które w naturalnym środowisku same nie dadzą sobie same rady. Są też zwierzęta, które stały się ofiarami ludzkiego bestialstwa. W Pinnawali zwierzęta chodzą wolno, ale cały czas w pobliżu są pracownicy fundacji. Pilnują słoni w miejscach, w których mają one kontakt z turystami. Należy uważać na pracowników parku, którzy są dość nachalni i za wszystko chcą dostawać pieniądze. Dwa razy dziennie całe stado słoni idzie nad rzekę na kąpiel. Przechodzą wówczas ciasnymi uliczkami Pinnawali, aby móc spokojnie taplać się w wodzie. To chyba najprzyjemniejszy widok w całym tym ośrodku.

Pinnawala Elephant Orphanage nie było jednak tak do końca beztrosko. Co wzbudziło nasze wątpliwości? Kilka małych słoniątek codziennie karmionych jest mlekiem z butelek (to dodatkowo płatna atrakcja dla turystów). Słoniki są przykute wtedy łańcuchami. Tłumaczone jest to tym, że mały słoń szaleje, kiedy poczuje mleko i aby dzieciaki nie zrobiły sobie ani opiekunom krzywdy są przypięte łańcuchami. Niektóre, dorosłe słonie także mają na nogach łańcuchy. To z kolei tłumaczone jest tym, że są one na tyle dzikie, że mogą stanowić zagrożenie dla ludzi. Niewielka część słoni stała w ogrodzonych boksach. Do tego pracownicy ośrodka mieli przy sobie bull hook – specjalne kije zakończone hakiem. Nie widzieliśmy, aby były one używane, ale ich obecność oznaczała, że prawdopodobnie to dzięki nim słonie są przywoływane do porządku. To jedyne elementy, które wzbudziły nasz niepokój. Tylko tyle czy aż tyle?

Pamiętajcie, że takie praktyki spotykane są nie tylko w Azji. W bestialski sposób słonie traktuje się także w Europie. Tresura w cyrkach niewiele różni się od azjatyckich metod Po phajaan. Podobnie tresowane są zwierzęta w cyrkach. Pod tym linkiem można zobaczyć, jak traktowane są słonie w jednym z europejskich… ZOO.

 

INNE ATRAKCJE KTÓRE NALEŻY OMIJAĆ Z DALEKA

 

Na szczęście zamknięto już słynną Tiger Temple w Tajlandii, która to okazała się miejscem bestialskiego wykorzystywania tych kotów. W Internecie znajdziemy setki zdjęć uśmiechniętych i szczęśliwych turystów, którzy tulą do siebie te dzikie zwierzęta i nawet przez myśl im nie przeszło jak to możliwe, że te drapieżniki nawet nie mrugną. Od kilku lat głośno mówiono o tym, że tygrysy w Kanchanaburi są faszerowane narkotykami, ale nie zmniejszało to ilości chętnych, którzy słono płacili za odwiedzenie tego miejsca. Rzeczywistość okazała się dużo gorsza: handel skórami, dziesiątki małych, martwych tygrysów, preparaty robione z ich organów… to wszystko pod egidą świętych i dobrych mnichów. Ja patrzę na swojego kota, którego ciężko jest zmusić do pieszczot i zastanawiam się, jak można być tak ślepym, by uwierzyć w to, że dzikie tygrysy dają się tarmosić jak małe, domowe kotki.

TRESOWANE MAŁPKI

Tresowane małpki bawią i cieszą? Czy da się wrócić z egzotycznych wakacji bez zdjęcia ze śliczną małpką? Zanim po raz kolejny się uśmiechniesz pomyśl jak to zwierzątko było uczone jazdy na rowerze czy tańca. Tutaj jest podobnie jak ze słoniem, z tym że nad małpką łatwiej zapanować. Wystarczy łańcuch i bat. Każda sztuczka to wiele dni bólu i głodu, bo przy tresurze małp to głód dobrze się sprawdza. Podobno nad prawie 300 makakami (gatunek małpek), które wykorzystywane są w przemyśle turystycznym w różnych miejscach w Tajlandii, codziennie znęcają się ludzie. Pomyśl o tym, kiedy następnym razem na rajskiej plaży podejdzie do Ciebie uśmiechnięty „człowiek” i zapyta, czy chcesz zdjęcie ze słodką małpką. Jasne, że chcesz… tylko ten łańcuch jakoś tak przeszkadza.

TAŃCZĄCY WĄŻ

Małpki Ci się nie podobają? No to może wąż. Pseudo — fakir wyciągnie go z koszyka, a nawet położy Ci na ramionach. Kolejna wspaniała fotka do albumu z wakacji. Znowu pełen radości nie zdążyłeś się zastanowić, co takiego podaje się temu gadowi, że z dusiciela staje się tak samo żywy, jak wąż do podlewania ogródka? Miły „treser” nie wspomniał o tym, że węże łapane są w swoim naturalnym środowisku, a potem, aby nie narażać turystów, są im wyrywane kły lub blokowane kanały jadowe. Pomyśl o tym, kiedy następnym razem staniesz nad fakirem na placu Dżamaa al-Fina w przepięknym Marrakeszu i spojrzysz w zamglone oczy węża.

PŁYWANIE Z DELFINAMI

Wybetonowane baseny z delfinami i orkami… wspaniały show, genialne sztuczki i ogromna radość zarówno dzieci jak i dorosłych. Nie zastanowiło Was nigdy, jak te cudowne zwierzęta czują się w ciasnych basenach wypełnionych chlorowaną wodą? Nie ważne jak one się czują, ważne, że my się wspaniale bawimy. Nikt nie myśli o tym, że 50% odłowionych delfinów nie przeżywa okresu adaptacyjnego. Słynny Loro Park na Teneryfie jest miejscem, gdzie delfiny często buntują się i nie chcą występować z treserami. Doszło tam też kiedyś do wypadku, w którym orka zabiła trenera. Popularne na Malcie delfinarium ma wysoko przekroczony poziom hałasu, na który delfiny są wyjątkowo wyczulone. Pływające w nim ssaki często mają widoczne rany i otarcia na skórze. Swego czasu to właśnie maltańskie delfinarium znalazło się na liście 7 najokrutniejszych miejsc dla zwierząt.

Pływałam z delfinami raz — na Dominikanie. Zwierzęta znajdowały się w wydzielonym na morzu obszarze. Aby móc z nimi pływać należało ściśle przestrzegać zasad: wziąć przed wejściem do wody prysznic, ściągnąć biżuterię i gumkę do włosów. Zwierzęta można było dotknąć, ale należało omijać okolice oczu i otworu oddechowego. Kategorycznie zabronione było chwytanie płetwy delfina i pływanie za nim. Pokazy były krótkie, delfin brał udział tylko w jednym show, a później spędzał czas w oddzielnym boksie wraz z innymi zwierzętami.

Do dzisiaj nie wiem, czy ta atrakcja była etyczna i jak tak naprawdę traktowany były te zwierzęta. Na pewno delfiny czuły się lepiej w słonej wodzie i otwartej przestrzeni niż w wybetonowanym basenie pełnym chloru. Odwiedziłam to miejsce w 2009 roku, próbowałam je teraz odszukać, ale bezskutecznie. W większości reklamowanych ośrodków znajdujących się na Dominikanie panują dużo mniej restrykcyjne zasady.

Dzisiaj uważam, że najlepszym sposobem na poznanie tych ssaków jest wybór rejsu: whale watching. Będąc na Teneryfie, zamiast iść do Loro Parku warto wybrać taką atrakcje i wypłynąć w morze aby zobaczyć stada delfinów żyjące na wolności. Podobnie w Egipcie istnieje możliwość aby popłynąć na rafę Dolphin House w okolicy Marsa Alam czy też na wyspę Tiran i tam zobaczyć delfiny w ich naturalnym środowisku.

WALKI KOGUTÓW

Miesiąc spędzony na Filipinach, w kraju, który słynie z walk kogutów, a my nie poszliśmy zobaczyć filipińskiego sportu narodowego? Widziałam tą „atrakcję” na Dominikanie, choć był to raczej jej zalążek. Właściciel farmy pokazał nam, jak walczą ze sobą koguty. Ku mojej radości bardzo szybko je rozdzielił. Grupka turystów nie była warta tego, aby poświęcać życie tak drogiego ptaka. Nie opowiem wam szczegółów o tym jak wygląda ten sport i takie emocje wyzwala. Jeżeli ktoś ma w tej kwestii wątpliwości polecam odcinek programu „Kobieta na krańcu świata” Martyny Wojciechowskiej lub wpis Krzysztofa Majak.

JAK NIE PRZYKŁADAĆ RĘKI DO PRZEMYSŁU TURYSTYCZNEGO, KTÓRY WYKORZYSTUJE ZWIERZĘTA?
  1. Wybieraj miejsca, w których zwierzęta żyją w naturalnym środowisku. Ocean zamiast basenu, safari zamiast klatek.
  2. Zanim zdecydujesz się na atrakcje w której będzie uczestniczyć zwierzę, poczytaj o niej i o wybranym przez siebie miejscu.
  3. Wysłuchaj relacji tych, którzy już tam byli.
  4. Staraj się wybrać miejsce, fundacje czy firmę, która walczy o prawa zwierząt i otacza je opieką. Pamiętaj, że wstęp do miejsc, w których dobrze traktuje się zwierzęta jest droższy od atrakcji, w których zwierzęta się wykorzystuje.
  5. Nie bądź ignorantem, nie myśl schematami takimi jak ten, że słoń jest silny, więc może nas dźwigać.
  6. Nie przechodź obojętne obok agresji i znęcania się nad zwierzętami.
  7. Nie myśl, że nie uratujesz świata. Pamiętaj, że im mniejsze zainteresowanie tego typu atrakcjami, tym mniej zwierząt będzie pozyskiwanych do przemysłu turystycznego. To długotrwały proces, ale to my jesteśmy jego początkiem.
  8. Zacznij od tego, co bliskie: zastanów się, czy warto iść do cyrku, jak funkcjonują dorożki na krakowskim rynku lub czy konie na trasie do Morskiego Oka nie pracują ponad siły?
  9. Ucz dzieci szacunku dla zwierząt.
  10. Opowiadaj o przemyśle turystycznym — często nasi znajomi nie zdają sobie sprawy z tego, jak traktowane są zwierzęta. Udostępnij tej post, niech trafi do jak największej ilości osób.

 

EDIT:

Z uwagi na fakt, iż niewielka grupa czytelników zamiast podejmować dyskusje na temat ochrony zwierząt i tego jak bestialsko traktowane są w różnych częściach świata, skupia się na moich upodobaniach kulinarnych, usunęłam fragmenty budzące tak ogromne kontrowersje. Nie chcę aby odwracały one uwagę od głównego problemu. Dla niektórych zjedzenie krewetki jest równoważne z zakatowaniem psa czy tresowaniem słonia. Szanuje takie poglądy jednak przykro mi czytać, że zamiast skupić się na problemie i uświadamiać innych, skupiają się tylko na moim talerzu. 

    • aga, Lipiec 18, 2017, 11:58 pm

    Odpowiedz

    świetny wpis! szkoda, że ciągle ludzie tego nie rozumieją

    • Mariola, Lipiec 10, 2017, 10:48 pm

    Odpowiedz

    Większość z nas dojrzewa i rozwija się … zaczyna podejmować lepsze decyzję z czasem, dzięki nabywanej wiedzy i mądrości życiowej. Może i osoby wypowiadające się tutaj lub autorka bloga kiedyś zdecydują się na weganizm/wegetarianizm, bo poczują taką potrzebę. Ja, choć wegetarianka, niestety zdecydowałam się na jazdę na słoniu już dość dawno temu, bo niestety nie miałam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Od samego początku miałam duże zastrzeżenia, ale dałam ponieść się chwili. Kac moralny po wszystkim nie ustępuje do teraz… strasznie mi przykro, że człowiek tak bardzo się upodlił. Najgorsze jest to, że tylko jedynie garstka z nas dojrzewa do lepszych decyzji, a innym po prostu wszystko jedno 🙂 Zamiast rzucać w siebie błotem, może wspierajmy się w tym, żeby było lepiej i żeby innym pomóc podejmować lepsze decyzje. Co z tego, że będziemy chronić zwierzęta, jeśli dla siebie nawzajem będziemy po prostu wredni!

    • K.K., Lipiec 6, 2017, 8:47 pm

    Odpowiedz

    Pamiętam słowa przewodnika na Safarii w Kenii- który tyle mówił z szacunkiem o dzikich zwierzętach w parku Tsavo – jako ich skarbie narodowym. Były takie wyzwolone.

    Rok pózniej byłam w Tajlandii – widziałam malutkiego Geparda w klatce 1,5m kw leżącego na linoleum, którego każdy za parę centów mógł poglaskać. Nawet bez umycia rąk. . Jezdzilam też niestety na słoniach, które czekały na turystów przykute łańcuchami. W przyszłości będę na pewno rozważniej wybierała rozrywki. Dziękuję za ten wpis

    • Iwona, Lipiec 5, 2017, 12:14 pm

    Odpowiedz

    Dziękuję za ten artykuł ❤️

    • Oegle, Lipiec 4, 2017, 3:46 pm

    Odpowiedz

    dobry i potrzebny tekst. Pinnawala również miałem pewne wątpliwości. Kiedyś w Tajlandii byłem w ogrodzie gdzie jeżdziłem na Słoniu, pewnie teraz bym się zawahał.
    Zastanawiam sie tylko jak do tego ma się jazda konna w Polsce, Europie, na świecie. Przecież konie jak sie rodza też nie sa gotowe do siodłania, Też się ujeżdża konia czyli defacto łamie jego „duszę”. A konie które są pod siodło, są zadbane, karmione i czesto własciciele dbają o nie bardziej niż o dzieci. Co powiedzieć w kontekście tego artykułu o standinach koni?
    Co powiedzieć o hodowlach zwierząt, krów mlecznych czy krów mięsnych. Nawet jeśli maja bardzo dobre warunki i są zadbane to są hodowane w konkretnym celu. co wiecej zwane sa zwierzętami domowymi i nie znają innego życia.
    Czy w związku z tym słoń „używany to pracy, czy do jeżdzenia wierzchem, jest czymś gorszym, od konia który np skacze przez przeszkody, albo krowy która daje mleko czy wołu orzącego pole?”
    Bo jakoś nie widziałem tłumu protestujących pod stadninami koni, czy przed gospodarstwami rolnymi gdzie pracują zwierzęta. Jak traktować np zaprzęgi psie, w których właściciele mówią o psach jak o swoich przyjaciołach i tak je traktują a jednak psy ciężko pracują w zaprzęgu podczas biegu?
    Żeby było jasne, nie bronię bestialskiego traktowania zwierząt. Jestem temu mocno przeciwny, ale moim zdaniem nie jest to takie czarnobiałe. I nie kazdy przypadek pracującego zwierzęcia jest negatywny.
    Temat jedzenia mięsa to temat na zupełnie inną dyskusję.

    • jam, Lipiec 3, 2017, 1:31 pm

    Odpowiedz

    Ciekawe jak to się ma do traktowania przez Tajów słoni jako święte zwierzęta?

    • Justyna, Lipiec 2, 2017, 10:54 pm

    Odpowiedz

    Zgadzam się w 90 % z tekstem. Jedynie ośrodek Pinnawala potraktowałabym dużo surowiej niż Autorka. Moje wątpliwości wzbudza już fakt robienia atrakcji z tego, że słonie dwa razy dziennie mogą odwiedzić rzekę – przecież te zwierzęta w naturalnym środowisku spędzają czas albo nad rzeką właśnie albo w poszukiwaniu jedzenia! (Co można właśnie zaobserwować w pięknych parkach narodowych Sri Lanki). Kolejnym problemem jest karmienie małych słoniątek butelkami, które jest dla nich zwykłą torturą. Wystarczy też popytać lokalnych ludzi co sądzą o tym ośrodku… Nie miejmy złudzeń –
    jest to jedynie miejsce do zarabiania pieniędzy na głupich turystach, kosztem krzywdy zwierząt. A nazywanie tego sierocińcem dla słoni przez ludzi, którzy to prowadzą jest czystą bezczelnością. Słoniątka tam, nierzadko są porywane od matek. Prawdziwie osierocone maluchy są pod opieką parków narodowych i po odpowiednim czasie słoniki są wypuszczane na wolność a nie przypinane łańcuchami w pseudo sierocińcu. Osobiście polecam podpisanie petycji o zamknięcie tego miejsca.

    • Kinga, Lipiec 2, 2017, 7:50 pm

    Odpowiedz

    bardzo dobry i potrzebny tekst, mam tylko mieszane uczucia co do zoo, no bo jak pokazac dziecku np slonia jesli nie ma sie mozliwosci na zagraniczne wakacje? ograniczac sie do ksiazek?

      • zuzia, Lipiec 19, 2017, 2:43 pm

      Odpowiedz

      myślę własnie, że spokojnie może zobaczyć słonia na filmach i w książkach.

    • Kaśka, Lipiec 1, 2017, 3:04 pm

    Odpowiedz

    ..Zajadalismy sie owocami morza…pani wrażliwa nie jadła ale wręcz zajadała sie owocami morza bo brak jej wyobraźni i nie potrafi zrozumieć bólu jesli go nie widzi …czyli ze jak ?jak widzi ,ze pies zyje i go kopna to reaguje ale gdyby była w Chinach na festiwalu psiego mięsa to by sie „zajadała rarytasami festiwalu”?bo Dobra pani i jej pan to ludzie którzy nie boja sie pouczać innych ale sami siebie tłumacza …bo przeciez można byc wrażliwym inaczej…???????

    1. Odpowiedz

      Tak, po raz kolejny piszę, że nie jestem wegetarianką, tylko w znacznym stopniu ograniczam jedzenie mięsa i nie jadam mięsa z chowu przemysłowego. Nie sądzę aby pisanie artykułów o świadomym podróżowaniu i ochronie zwierząt było zastrzeżone tylko dla tych, którzy nie jedzą mięsa. Zresztą nie o to tutaj chodzi czy jadam owoce morza czy nie. Mam wrażenie, że Ci dla których los zwierząt jest obojętny, którzy nie mają własnych doświadczeń w tym temacie i ograniczone horyzonty piszą właśnie o rosole i owocach morza. Przykro mi bardzo, że tak wiele osób nie zrozumiało przesłania tego artykułu.
      Mam nadzieję, że droga Kasiu Ty jadasz tylko pizzę wegetariańską.

    • MCharleson, Czerwiec 29, 2017, 5:46 pm

    Odpowiedz

    Bardzo dobry i potrzebny artykuł! Podpisuję się pod tym całym sercem. Mam tylko drobną uwagę dotyczącą akapitu o wężach. Dusicielowate nie posiadają zębów jadowych i należą do innej rodziny niż węże jadowite. Średnich rozmiarów dusiciele, o ile nie są oswojone, mogą co najwyżej człowieka poddusić. Co nie zmienia faktu, że odłapywanie jednych czy drugich z naturalnego środowiska jest procederem godnym potępienia.
    Pozdrawiam serdecznie!

  1. Odpowiedz

    Ważny wpis, powoli zbieram informację o wyjeździe do Azji i na pewno nie przyłożę ręki ani grosza do męczenia zwierząt.

    • Olka, Maj 23, 2017, 8:37 am

    Odpowiedz

    Generalnie zawsze byłam mocno wrażliwa na krzywdę zwierząt. Od zawsze też uważałam, że takie rozrywki, jak cyrk z udziałem zwierząt, powinny być absolutnie zakazane. Tym bardziej jazda na słonia, czy fotografowanie się z siedzący w upale, bez wody i jedzenia owczarkiem podhalańskim.

    • su bong, Maj 8, 2017, 7:19 am

    Odpowiedz

    Piękny i potrzebny tekst. Jedna uwaga: logicznej byłoby „zajadać się” czymś wegetariańskim… Tzw. owoce morza to także żywe istoty 🙂

      • Paula, Lipiec 1, 2017, 12:06 am

      Odpowiedz

      No i i niedzielny rosół też nie bardzo, chyba że warzywny

      1. Odpowiedz

        Ja już pisałam na temat swojego stanowiska w kwestii jedzenia i nie jedzenia mięsa. Nie jestem wegetarianką. Nie jadam mięsa z chowu przemysłowego. Niezależnie od sposobu odżywiania, każdemu zwierzęciu należy się szacunek. Wielu obrońców praw zwierząt jada mięso. Nie sądzę aby najważniejszą kwestią tego artykułu.

    • Szpulka8, Kwiecień 15, 2017, 5:55 pm

    Odpowiedz

    I właśnie dlatego będąc w Tajlandii nie jeździliśmy na słoniach, chociaż jestem pewna, że mój trzy letni syn byłby zachwycony.. Rośnie w przekonaniu, że nie płacimy za cierpienie zwierząt. Nie chodzimy do cyrkoniami, omijamy zoo…
    Niestety sierociniec dla słoni na Sri Lance to pic na wodę.. Tam również łamią zwierzęta ;( na niejednym blogu można znaleźć okrutne zdjęcia właśnie stamtąd 🙁 byliśmy w parku Udawalawe.. I słoń w swoim środowisku, z rodziną.. To robi wrażenie.

    • Bogdan, Kwiecień 15, 2017, 1:34 pm

    Odpowiedz

    Ujezdzanie konia jest tez swego rodzaju lamaniem duszy o ostrogach czy pejczu nie wspominajac.walki kogutow na filipinach sa bardzo popularne i nawet filmowane ale czym one roznia sie od walki bykow tak bardzo popularnych np w hiszpani?

    • Ola, Kwiecień 15, 2017, 12:39 pm

    Odpowiedz

    Twoja opinia o pinnawala jest interesująca. Ja mieszkam na Sri lance i o tym sierocińcu tylko negatywnych opinii sie naczytałam i nasłuchałam

    • girlonthewave, Kwiecień 14, 2017, 5:17 pm

    Odpowiedz

    Aby zaprzyjaźnić się ze słoniami polecam to miejsce http://www.elephantvalleyproject.org

    • Sandra, Kwiecień 11, 2017, 9:12 pm

    Odpowiedz

    Szkoda tylko że nie widzi Pani okrucieństwa w zajadaniu sie zywymi istotami ktore prawdopodobnie zadusily sie na smierc tylko dla 5 minut przyjemnosci a potem poszly w zapomnienie… Takich tekstow napewno potrzeba nam wiecej bo naprawde jest dobry tylko troszeczke mi tu hipokryzją zalatuje.
    Czy naprawde zwierzeta „na jedzenie” sa mniej wazne od tych wykorzystywanych dla naszej rozrywki? Prosze sie nad tym zastanowic …

      • P, Kwiecień 12, 2017, 6:06 pm

      Odpowiedz

      Słoni czy delfinów się nie je- zabierając je z ich naturalnego środowiska przyczyniamy się do zmniejszenia różnorodności gatunkowej, na czym cierpią nie tylko zwierzęta, ale cała planeta, a w konsekwencji my- ludzie.

    • Aneta, Kwiecień 11, 2017, 9:02 pm

    Odpowiedz

    nie, nie , nie, po pierwszym akapicie i pierwszych zdjęciach muszę ochłonąć! skończę w bardziej dogodnym czasie, choć nie wiem, czy na coś takiego jest dogodny czas..

    1. Odpowiedz

      Staram się nie jeść zwierząt hodowlanych.

    • Monika, Kwiecień 11, 2017, 8:43 pm

    Odpowiedz

    Szkoda,ze „zajadaliscie sie owocami morza”, a potem pisze Pani o okrucienstwie i krzywdzie. Zwierzeta hodowane na mieso tez czuja bol i strach. Piekna tresc, ale kolejny temat jest tu do przepracowania. Nie pisze tego zlosliwie, wierze, ze warto zwrocic Pani uwage na gatunkowizm, bo widze tu duzo dobrych emocji i potencjal.Pozdrawiam.

      • Arek, Kwiecień 11, 2017, 8:54 pm

      Odpowiedz

      A gdzie w Azji hoduje się te owoce morza? Zawsze wydawało mi się, że w morzu południowochińskim bądź innych one żyją i się je po prostu łowi a tu się dowiadujemy od tej Pani że w morzach ryby i inne stworzenia są hodowane.

    1. Odpowiedz

      Z tego co się orientuje to na Filipinach krewetki się wyławia, a nie hoduje. Mięsa hodowlanego staram się nie jeść.

        • Szymon, Kwiecień 13, 2017, 4:42 pm

        Odpowiedz

        Czy ma to znaczenie czy mięso jest hodowlane czy nie z etycznego punktu widzenia? (pomijam oczywisty aspekt zdrowotny)
        Absolutnie nie chcę być złośliwy bo tego typu artykuły jak najbardziej są potrzebne ale wdzię po prostu pewną niespójność w poglądach.

    • Linoryt, Kwiecień 11, 2017, 7:42 pm

    Odpowiedz

    Kiedyś w pracy zorganizowano nam wyjazd na występy tresowanych delfinów. Od początku czułam, że jest to coś złego. Niestety nie byłam wystarczająco pewna siebie i nie odmówiłam udziału. Nawet nie chodziło o to, że bałam się jakichś problemów w tej pracy, chciałam jedynie uniknąć złośliwych, nieprzychylnych komentarzy. Postąpiłam wyjątkowo głupio. 🙁 Chociaż cała sytuacja wydarzyła się już kilka lat tamu i już nawet od dawna nie pracuję w tamtym miejscu, to do dzisiaj mam wyrzuty sumienia z powodu mojego tchórzostwa.

    • Brawo, Kwiecień 11, 2017, 4:29 pm

    Odpowiedz

    Czemu to dotyczy TYLKO bialych ludzi?

    1. Odpowiedz

      Nie, nie tylko białych. To był skrót myślowy gdyż najczęściej widywałam właśnie białych korzystających z takich atrakcji. Zaraz po nich byli Japończycy.

    • Karolina, Kwiecień 11, 2017, 12:03 pm

    Odpowiedz

    Dziękuję za ten artykuł. Bardzo potrzeba szerzyć wiedzę o przemyśle turystycznym! Sama nie znałam takich kulis…

    • piowe, Kwiecień 11, 2017, 11:38 am

    Odpowiedz

    kanały jelitowe – chyba powinno być jadowe. Fajny artykuł. pozdrawiam

    1. Odpowiedz

      Fakt, dziękuję 🙂 już poprawione.

    • Aneta, Kwiecień 11, 2017, 10:42 am

    Odpowiedz

    Dobra, to będzie długi komentarz. Byłam w Tajlandii i miałam do czynienia zarówno ze słoniami jak i z tygrysami. Mnóstwo się przed wyjazdem naczytałam o cierpieniu zwierząt i nie było mi to obojętne. Stałam przed wyborem – marzenia czy etyka. Zacznijmy od słoni – szukałam bardzo długo i udało nam się trafić do miejsca, w którym słonie były ratowane a nie katowane. Przy wielu środkach ostrożności mogłam ze słoniem wejść do rzeki. Nie było żadnych krzeseł dla turystów, sadzania na nich miliona osób itd. Udało się spełnić marzenie, owszem wydałam na to pieniądze, ale nie czuję, żebym kogoś skrzywdziła.

    Z tygrysami było dużo trudniej. Tiger Temple – tak jak piszesz to od lat była jakaś chora atrakcja. Zwierzęta na łańcuchach, na pełnym słońcu, cholernie ospałe. Dotykanie głowy, łap, czego chcesz. Wiedziałam, że tam nie pojadę i ucieszyłam się, gdy dowiedziałam się, że zamknęli to miejsce. Znów grzebałam w internecie, bo tak nie ukrywam tego, spotkanie z tygrysem to było moje największe marzenie w życiu. Naprawdę przeogromne. Znów znalazłam ośrodek, który zapewnia, że ratuje tygrysy a nie je więzi. Zachęcona po udanej próbie ze słoniami postanowiłam spróbować. Pojechaliśmy do Tiger Kingdom w Chiang Mai. Taki sam „ośrodek” jest na Phuket, ale tam nie wybrałabym się za nic na świecie – zaraz powiem czemu. Postanowiliśmy pojechać, zapłacić i bacznie obserwować, co będzie się działo. Opiekun wprowadzał nas do tygrysów. To nie one przychodziły do nas tylko my do nich. Maksymalnie dwie osoby na wybieg. Żadnych tłumów ani nic w tym stylu. Musieliśmy zachować milion różnych środków ostrożności. Nie wolno nam było podchodzić kiedy chcemy i jak chcemy. Mogliśmy dotknąć ewentualnie tylko tylnej części kota – żadnego dotykania łap a TYM BARDZIEJ głowy. Nikt kotów nie bił, nie przywiązywał. Zwierzęta miały swoje wybiegi, baseny i były bardzo ruchliwe – jak zwykłe koty. Było kilka momentów, w których opiekun kazał nam się natychmiast odsunąć od zwierzęcia, gdy tylko zauważył, że nie jest zadowolone. Nie zauważyłam w czasie tej wizyty niczego, co mogłoby wskazywać na gnębienie tych pięknych zwierząt i jestem w stanie uwierzyć, że faktycznie opiekują się tam tymi, które gdzieś wcześniej zostały skrzywdzone albo znalezione. Tak – jest ogrodzenie, są pory karmienia itd., ale nie wyobrażam sobie jak inaczej miałoby to funkcjonować – nawet jeśli nie wpuszczać do takich miejsc turystów.

    Później obejrzałam na instagramie zdjęcia z takiego samego „ośrodka” na Phuket. I załamałam się. Ludzie mają zdjęcia, na których przytulają się do tygrysów, dotykają głowy, podnoszą łapy. W Chiang Mai takie coś nie mogłoby się wydarzyć – po pierwsze nikt by na to nie pozwolił, a po drugie tam tygrysy wcale nie były ospałe (co mogłoby sugerować podawanie im jakichś środków). Nie wiem, czy to możliwe, żeby dwa miejsca pod tym samym szyldem różniły się aż tak, ale cieszę się, że spełniłam swoje wielkie marzenie, jednocześnie zachowując zdrowy rozsądek i szanując zwierzęta. Wiem, że wielu ludzi tego nie pochwali, ale myślę, że każdy powinien sam ocenić.

    Delfiny widziałam na wolności, małpy też, Wielką Piątkę na safari, a nie w cyrku. Myślę, że ktoś może potępić moją decyzję o tygrysach, ale ja wiem, że zrobiłam wszystko, żeby to marzenie nie było okupione wielkim cierpieniem zwierzęcia.

  2. Odpowiedz

    Same wulgaryzmy cisną mi się na usta, ale jestem dobre wychowaną kobietą 🙂
    To jest przerażające jakie piekło człowiek potrafi zgotować zwierzętom dla swojej przyjemności. Dla mnie to żadna przyjemność. Dla mnie to jest po prostu ohydne.

    • Anna, Kwiecień 11, 2017, 9:11 am

    Odpowiedz

    jestem w szoku. Trzeba udostępniać ten artykuł jak najszerzej

    • Natalia, Kwiecień 11, 2017, 5:50 am

    Odpowiedz

    Jeździłam na słoniu w 2013 i kąpałam się z nim również właśnie w Tajlandii, nie będę ukrywać, że kiedyś traktowałam to jako egzotykę, teraz trochę mi wstyd. Powiem tak, od tych 4 lat sporo się pozmieniało i człowiek uczy się całe życie.

    • AJ, Kwiecień 11, 2017, 4:11 am

    Odpowiedz

    >Mnie odechciało się nawet niedzielnego rosołu.

    Troche mnie zatkalo. Autorka tego tekstu o okrutnym traktowaniu zwierzat na swiecie nie jest nawet wegetarianka?

    1. Odpowiedz

      Niestety… nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem wegetarianką Sporadycznie, a nawet bardzo sporadycznie jadam mięso. Jeżeli mam wybór to z dań mięsnych rezygnuje. Ale to nie uprawnia mnie do tego aby nazywać się wegetarianką. Jajka też jadam ale świadomie wybieram „zerówki” lub „jedynki”. Używam tylko kosmetyków, które nie są testowane na zwierzętach.
      Czy to, że nie jestem wegetarianką oznacza, że spokojnie mogę patrzeć na to jak ktoś znęca się nad zwierzętami?

        • Linoryt, Kwiecień 11, 2017, 8:01 pm

        Odpowiedz

        Ja jestem wegetarianką już wiele lat, a mimo to gorącą Cię popieram! 🙂 Świat nie jest czarno-biały. Jasne, lepiej by było, gdyby wszyscy jedli tylko rośliny, ale skoro tak nie jest, to nie znaczy, że nie powinniśmy się starać, by chociaż odrobinę poprawić los zwierząt. A takie wytykanie komuś zjedzonego kotleta wcale nie przynosi pożytku, może co najwyżej zniechęcić osoby mięsożerne do choćby minimalnego zainteresowania losem zwierząt.

        • AJ, Kwiecień 11, 2017, 8:18 pm

        Odpowiedz

        >7. Nie myśl, że nie uratujesz świata.(…) To długotrwały proces, ale to my jesteśmy jego początkiem.
        >8. Zacznij od tego, co bliskie:

        Nikogo do niczego zmuszac nie zamierzam, ale ewangelizowanie w kwestii nieludzkiego traktowania tygrysow na drugim koncu swiata jednoczesnie nadal (chociaz sporadycznie) wspierajac przemysl rzezniczy to mlyn na wode dla wszystkich, ktorzy lubia wytykac hipokryzje osob walczacych o prawa zwierzat.

          • AJ, Kwiecień 11, 2017, 8:22 pm

          Odpowiedz

          *”woda na mlyn” oczywiscie

      • Martyna, Kwiecień 13, 2017, 12:08 pm

      Odpowiedz

      Nie tylko wegetarianie mają monopol na bycie wrażliwymi na cierpienie zwierząt. Nikt nie musi Ci się tłumaczyć, ratuje zwierzęta bezdomne odkąd pamiętam a jem mięso regularnie. Co więcej, jestem zootechnikiem i mam kompleksową wiedzę o produkcji zwierzęcej. Nie uważam się za hipokrytkę, bo wybrałam taką a nie inną drogę ratowania zwierząt i walczenia z ich cierpieniem. KAŻDE DZIAŁANIE JEST WAŻNE, każdy tekst i każda akcja. Nie Tobie i innym decydować co jest wystarczająco duże i ważne, aby móc o tym napisać. Przez nawiedzonych wegan i wegetarian, którzy na każde rozwiązanie mają problem pt: jak możesz myśleć o cierpieniu zwierząt, a nosić pasek ze skóry/jeść olej palmowy itp. ludzie mają tę grupę za bandę popaprańców.

      • JL, Kwiecień 14, 2017, 7:34 am

      Odpowiedz

      Wegetarianką? To zajrzyj teraz do szafy i powiedz ile masz tam skórzanych butów i pasków? Nie odwalaj hipokryzji. Warto zmieniać coś ś życiu na dobre.

  3. Odpowiedz

    Uwielbiam słonie. Niesamowite, dostojne i inteligentne zwierzęta. Niepojęte, że tak wielkie zwierzę może być tak bezbronne, bezradne i takie smutne… Łamanie duszy brzmi strasznie i jest straszne. Bardzo poruszający tekst i masakryczne zdjęcia.

    • Ewa, Kwiecień 10, 2017, 10:26 pm

    Odpowiedz

    Zwierzęta są traktowane jak przedmioty i to jest przerażajace.. zastanawiam sie tez od dłuższego czasu nad końmi i jazdą na nich… moja przyjaciółka i jej 5 letnia córka są w tym zakochane a ja jakos podskórnie czuje że to tez nie jest fajne bo znów człowiek panuje nad zwierzęciem … co wy o tym sądzicie ?

    • Fru, Kwiecień 10, 2017, 8:25 pm

    Odpowiedz

    Przyznam, że przeczytałam tylko fragment bo nie byłam w stanie czytać dalej. Nie powinniśmy się godzić na złe traktowanie zwierząt, a tym bardziej na współfinansowanie takich siedlisk rozpaczy 🙁

    • Iza, Kwiecień 10, 2017, 10:45 am

    Odpowiedz

    Marzylam od lat o plywaniu z delfinami i spelnilam marzenie na Malcie. Nie wiem dlaczego dopiero wtedy poczytalam wiecej o tym jak traktuje sie delfiny w delfinarium. Bylo mi glupio, ze przylozylam reke do takakiego traktowania delfinow. Dopiero pozniej na zdjeciach zauwazylam, ze delfiny maja rany i ze nie moga byc szczesliwe w tak malym basenie. Widzialam slonie z mlodymina SriLance na safari, ale tez smutne skute i przebrane w swiatyni…

    • Aga, Kwiecień 10, 2017, 8:08 am

    Odpowiedz

    Nie miałam pojęcia o maltretowaniu słoni; właśnie w Ao Nang miałam okazję na przejażdżkę – ale nic nie wzbudziło moich podejrzeń! Ludzie nie bili/krzywdzili słoni w naszej obecności, nie zauważyłam też zadnych zadrapań ani ran na zwierzętach. Mam teraz tylko nadzieję że ten ośrodek nie stosował brutalnych metod… Bo o tym że po prostu nie zauważyłam znaków myśleć nie chcę!…

      • Michał, Kwiecień 11, 2017, 12:22 am

      Odpowiedz

      Niestety ale ośrodek na pewno zastosował tortury, ponieważ słoń nie daje na sobie wozić wagonika czy turystów bez „złamania duszy”. Smutne, ale prawdziwe 🙁

  4. Odpowiedz

    Niestety na tym okrutnym świecie, na każdym kroku jest ranione jakieś zwierzę, nie tylko słonie. Dlaczego ludzie są tacy okrutni, może jakby ich ktoś tak zaczął traktować, zmieniłoby to coś?

    • Ewelina, Kwiecień 9, 2017, 9:24 pm

    Odpowiedz

    Straszna rzeczywistość! Takie wpisy, jak ten, są bardzo potrzebne, bo czasem w podróży pewne rzeczy robimy i akceptujemy odruchowo, nie zastanawiając się nad drugim dnem. Sama nie jestem wielką miłośniczką zwierząt, ale nie rozumiem ludzi, którzy potrafią krzywdzić inne istoty dla własnych korzyści. Dla pieniędzy, dla zabawy, dla chwilowej rozrywki. Straszne to.

  5. Odpowiedz

    Bardzo potrzebny wpis… Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z pewnych rzeczy. Nie myślimy o tym, co przeżył ten słoń czy małpka, jest dla nas po prostu atrakcją turystyczną… Ludzi na niektóre rzeczy trzeba uwrażliwiać.

    • Shauni, Kwiecień 9, 2017, 7:59 pm

    Odpowiedz

    Strasznie smutne i z wielkim bólem czytałam post. Kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie tego cierpienia, które ich dotyka. Przyznam, że sama nie byłam świadoma co się dzieje ze słońmi. Nie myślałam, że tak brutalnie podchodzą do zwierząt – chociaż jak widzę te kucyki na festynach to też mnie krew zalewa, wiec poniekąd mnie ten obraz nie dziwi bo ludzie dla pieniędzy zrobią wszystko.. O cyrkach to już w ogóle szkoda gadać, dobrze, że coraz więcej rezygnuje ze zewierząt.

    • kam, Kwiecień 9, 2017, 2:08 pm

    Odpowiedz

    Zdecydowanie okropne. I człowiek nazywa siebie istotą cywilizowaną? Co ciekawe, to wszystko w kraju buddyjskim, gdzie wierzą w reinkarnację. Jednak co do jednego się nie zgodzę: dzikich (czy jak kto woli: bezpańskich) psów. Dla przeciętnego Polaka pies wydaje się super słodkim stworzeniem, jednak dzikie psy (w naszym kraju niewystępujące) to coś zupełnie innego. W moim podróżach wielokrotnie zostawałem przez nie atakowany i nauczyłem się, że jedyna prawidłowa odpowiedź na te ataki to również ich zaatakowanie. Jeśli wobec nich się stanowczo nie zareaguje, to spora szansa, że zostanie się pogryzionym. Moja koleżanka kiedyś trafiła właśnie przez nie do szpitala na 3 tygodnie, a były to zwykłe bezpańskie psy na ulicy, a ona zwyczajnie koło nich przechodziła. Również moja dziewczyna została raz pogryziona i teraz się ich boi. W związku z tym, choćby po to, żeby ona się nie bała: gdy się jakiś doczepi to momentalnie go przeganiam. Nie mówię tutaj o uderzeniu, jednak o zwykłym tupnięciu i udaniu, że się na nie biegnie. Raz mi się zdarzyło rzeczywiście kopnąć psa w mordę, gdy nie chciał się odczepić i zachowywał się bardzo agresywnie. Również raz byłem świadkiem, gdy dwa psy zaatakowały jakiegoś dzieciaka i lokalni mieszkańcy je (psy) spałowali. Warto też wspomnieć, że psy zabijają rocznie 25.000 ludzi i są 4 największym zabójcą na naszej planecie. Nie widziałem danej sytuacji z opisanym Amerykaninem, więc nie wiem, czy nie przesadził. Jeśli jednak, jak wynika z opisu: był z małżonką, przyczepił się do nich dziki pies i ten go przegonił (domyślam się, że nie boksował go przy tym jak Gołota) to absolutnie go rozumiem. Oczywiście nie życzyłbym tym psom losu jak dane słonie czy tygrysy, jednak chodzi mi o to, że jakaś przemoc (oczywiście z umiarem) wobec niektórych zwierząt nie zawsze jest nieuzasadniona.

    1. Odpowiedz

      Sytuacja z psem wyglądała tak, że siedział na piasku obok krzesła i patrzył w stronę stołu. Na Filipinach nie spotkaliśmy się z agresywnymi pasami. Ten zresztą nic nie robił. Facet uderzył psa w głowę talerzem, a gdy ten po chwili wrócił i znowu usiadł obok stolika gość wstał z krzesła i uderzył nim psa. Gdyby to było same przegonienie to ok. Nie każdy lubi jak mu głodny i bezdomny zwierzak zagląda do talerza. Mężczyzna dwukrotnie psa uderzył. Nie jest to dla mnie zachowanie akceptowalne.

      • zeni, Lipiec 1, 2017, 6:03 pm

      Odpowiedz

      Może jednak uściślijmy – z tych 25 000 ludzi zabijanych rocznie przez psy, 90% to nie ofiary zagryzienia przez psa, tylko osoby zarażone wścieklizną i nie leczone. Głównie w Indiach. Co oczywiście tym bardziej uzasadnia ostrożność wobec dzikich lub bezpańskich psów.

    • Marta, Kwiecień 9, 2017, 11:49 am

    Odpowiedz

    Wow, jestem pod ogromnym wrażeniem… Zawsze wiedziałam, że atrakcje tego typu mają okrutne, drugie dno, ale nie znałam szczegółów… Nigdy nie rozumiałam, a tym bardziej teraz – jak można brać w tym udział, dla własnej przyjemności… Ludzie są zwierzętami…

    • Paula, Kwiecień 9, 2017, 11:07 am

    Odpowiedz

    To okropne, jak można w taki sposób traktować zwierzęta. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale uswiadomiłas mnie. Niektóre osoby kochają swoich pupili bardziej, niż ludzi, a inni… są po prostu bestiami. Niby o zwierzętach mówi się „bestie”, ale to człowiek naprawdę nią jest.

  6. Odpowiedz

    Jeszcze 10 minut temu też zazdrościłam znajomym jazdy na słoniu… teraz mam łzy w oczach i wiem, że nigdy się na to nie zdecyduje. Ponadto rok temu byłam w Loro Parku i też teraz mam wyrzuty sumienia… a wszystko wygląda tak pięknie i różowo. Trzeba się najpierw zastanowić za czym skorzysta się z takiej „rozrywki”

    • Kamila, Kwiecień 9, 2017, 10:31 am

    Odpowiedz

    Jako dziecko bardzo lubiłam cyrk, ale to prawda, że te zwierzęta nie są tam z własnej woli

  7. Odpowiedz

    Bardzo dobrze, że o tym piszesz. Czasami ludzie robią coś z niewiedzy, nie mając złych zamiarów, więc informacje na takie tematy są ważne.
    O.

  8. Odpowiedz

    Smutno mi się zrobiło, choć od dawna wiem, jak wygląda ta okrutna turystyka. Chętnie poczytam inne artykuły, więc zaraz zasubskrybuję Twój blog Serdeczności od Katarzyny.

  9. Odpowiedz

    Smutna prawda. Żyjemy w takim świecie, ze ludzie niedługo bede sarny i bobry tresować, bo im się zachce zrobić z nich sobie domowe zwierzątka. Bezduszność ludzka sięga granic.

  10. Odpowiedz

    O rany! Jakie to wszystko smutne 🙁 A zdjęcia okrutne 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA